Magazyn Histeria był tak uprzejmy i przesłał nam do publikacji część swojego nowego numeru. To fajnie napisane opowiadanie z Metallicą w tle – idealna lektura w piątkowe, słoneczne południe. Całość przeczytacie wewnątrz, więcej znajdziecie zaś u źródła na oficjalnej stronie i facebooku. Jeśli macie dryg literacki, możecie przesłać do nich swoją twórczość!
Legitymacja
Ludwik Cyfer
Adam podnosił ciężko nogi, pokonując kolejne stopnie schodów prowadzących na przystanek tramwajowy. Był zmęczony, ale również – a może nawet bardziej – zadowolony. Tak, to uczucie dawno mu nie towarzyszyło, a konkretnie od miesiąca. Przez ten okres on i jego koledzy z zespołu zmagali się z twórczą niemocą. Praca nad nowymi kawałkami szła im równie dobrze, co próba awansu na mundial przez reprezentację Polski. Nie wiedzieć czemu, po prostu nic nie przychodziło im do głowy. A konkretnie jemu. To on – jako gitarzysta – odpowiadał za wymyślanie riffów, które stanowiły fundament pod każdy utwór. Później wystarczyło tylko podzielić wszystko na równą liczbę taktów, dodać intrygujące przejście, aby kawałek nie był zbyt monotonny, oraz niezbyt skomplikowaną solówkę, która stanowiła bardziej łącznik między zwrotką a refrenem, niż była próbą indywidualnych popisów technicznych gitarzysty.
W głowie Adama przez krótki czas kiełkowała bardzo zła myśl, aby odejść z zespołu, a nawet całkowicie wycofać się z muzykowania. Sprzedać gitarę, nie umieszczać więcej ogłoszeń typu „muzyk szuka zespołu” i wypełnić ten czas czymś bardziej pożytecznym. Dosyć marzeń o koncertach, wydanej płycie, nagrodach na festiwalach. Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Jednak w głębi serca wiedział, że zrobić tego nie może, bo wtedy jego życie będzie jeszcze bardziej bezwartościowe niż dotychczas, bo pozbawi się jakiejkolwiek formy ucieczki od szarej rzeczywistości.
Zła passa skończyła się jednak i znów wracał z próby pełen nadziei i artystycznego spełnienia. Dwa nowe pomysły na całkiem chwytliwe kawałki, a co najważniejsze – odzyskana radość z gry i z przebywania w jednym miejscu z resztą zespołu. To całkiem niezły bilans jak na dwie godziny spędzone w dusznej salce prób, w której zepsuła się klimatyzacja.
Adam spojrzał na tablicę, na której widniał rozkład jazdy tramwajów. Następnym miał przyjechać dopiero za piętnaście minut. Nigdy nie lubił grać późnym wieczorem, a już nie cierpiał, jak próby kończyły się wtedy, gdy kursowały już tylko autobusy nocne, rozwożące pijanych imprezowiczów i kibiców piłkarskich z zacięciem do głośnego śpiewania.
Usiadł, podpierając się jedną ręką o futerał, drugą zaś szukając w kieszeni kostki. Po chwili poszukiwań bawił się już nią, nerwowo obracając między palcami. Choć do kalendarzowego lata pozostawało tylko kilka dni, wieczory wciąż bywały chłodnawe. Długa flanelowa koszula w kratę, wystająca spod skórzanej kurtki, przydała się. Tak samo jak staremu żulowi obok puszka po piwie, którą wyciągnął ze śmietnika. Z długą brodą przypominał nieco krasnoluda, tyle że w wersji miejskiej. Jeszcze kilka innych osób stało na przystanku w oczekiwaniu na tramwaj.
Adam zaczął wodzić wzrokiem po chodniku. Nic ciekawszego nie miał do roboty, po tym jak zorientował się, że zapomniał słuchawek z domu. A miał ochotę na odrobinę post punka w drodze do mieszkania. To the centre of the city where all roads meet, waiting for you. Zaczął odruchowo wybijać rytm nogą, gdy wyobraźnia odgrywała kolejne dźwięki.
Przestał, gdy zobaczył mały, plastikowy przedmiot o kształcie prostokąta. Nieco przybliżył się do niego i dostrzegł zdjęcie młodej kobiety. Całkiem ładnej, młodej dziewczyny. Był to jakiś dokument. Spojrzał w lewo, spojrzał w prawo, by sprawdzić, czy tylko on go zauważył. Kiedy upewnił się, że ludzie są zajęci wyglądaniem za niewidocznym tramwajem, sięgnął ręką po plastikowy dokument.
Była to legitymacja studencka Anny Walczak, wystawiona przez Uniwersytet Warszawski. Pierwszy rok, na co wskazywały dwie naklejki z hologramem, znajdujące się na drugiej stronie. Dziewczyna miała bardzo ładne, duże niebieskie oczy, które przykuwały uwagę. Włosy koloru blond, kończące się na wysokości podbródka. Wyglądały, jakby niedawno zostały obcięte. Może tuż przed wizytą u fotografa. Smukły nos, ozdobiony kilkoma piegami, podkreślał jej dziewczęcy wygląd.
Adam zaczął zastanawiać się, co mogła studiować. Ciężko było to stwierdzić na podstawie zdjęcia, ale pierwsza myśl, jaka przyszła mu do głowy, to filologia polska. Dlaczego? Nie wiedział. Może dlatego, że wydawał mu się to kierunek dla ułożonych, spokojnych dziewczyn, pochodzących z dobrych domów, w których użycie słowa „kurde” uchodziło za wysoce niestosowne i było usprawiedliwiane tylko w stanach najwyższego wzburzenia.
Kiedy usłyszał dźwięk ostatnich otwierających się drzwi tramwajowych, szybko schował legitymację do kieszeni, chwycił futerał i pobiegł zająć miejsce na samym tyle.
Dwadzieścia minut później stał na ciemnej klatce schodowej przed drzwiami swojego mieszkania, próbując znaleźć klucze. Po wypowiedzeniu kilku przekleństw pod nosem, udało mu się. Otwierał bardzo delikatnie drzwi, żeby nie obudzić matki, która wstawała codziennie do pracy o piątej trzydzieści. Będąc już w środku, postawił przy ścianie futerał i zaczął zdejmować buty. Nie zapalił światła w przedpokoju, żeby nie narazić się na gniew swojej rodzicielki. Wszystko szło zgodnie planem, gdy nagle pokrowiec na gitarę zsunął się i spadł na podłogę.
Adam zmrużył oczy i czekał na sugestywne westchnienia z dużego pokoju. Te jednak nie nadeszły, więc chwycił tylko futerał i wszedł z nim do swoich piętnastu metrów kwadratowych. Zrezygnował z kolacji, gdyż wiązało się to z pójściem do kuchni i skrzypiącą podłogą. Zadowolił się połową Snickersa i resztkami Mountain Dew, które zostały mu po próbie. Położył się na łóżku, odpalił empetrójkę, na której miał nagraną całą płytę Joy Division „Unknown Pleasures” i zaczął powoli odpływać w krainę snu przy dźwiękach piosenki „Shadowplay”, przyglądając się zdjęciu Anny Walczak.
Obudził się rano, gdy promienie słoneczne skutecznie przebiły się przez dziurawe żaluzje i przypuściły atak na jego twarz. Otworzył oczy, a na jego twarzy pojawił się grymas. Czuł się połamany i taki wczorajszy. Zasnął w ubraniu. Nie cierpiał tego równie mocno jak oddechu swojego psa, który jakimś cudem otworzył sobie drzwi do pokoju i wdrapał się na łóżko. Chciał poleżeć sobie chwilę obok pana, przy okazji obśliniając mu poduszkę.
Adam z trudem usiadł i jeszcze z większym trudem otworzył usta, żeby odchrząknąć flegmę, która zebrała się w trakcie nocy w jego gardle. Sięgnął prawą ręką pod łóżko, licząc, że znajdzie butelkę wody. Butelkę, owszem, znalazł, ale pustą. Prawie jak jego portfel, z którego wygrzebał kilka dwudziestogroszówek. Ze wstępnych obliczeń wyszło, że budżet pozwalał mu na kupno ciastka o wdzięcznej nazwie „wiśnia po szwajcarsku” i kartonu półtłustego mleka do kawy.
Gdy wracał ze sklepu, zadzwonił do niego najlepszy i najgorszy zarazem – bo jedyny – przyjaciel, Rysiek. Po tym jak skończyli rozmawiać o zbliżającym się koncercie Metalliki na Stadionie Narodowym, temat nagle zszedł na znalezioną przez Adama legitymację, o której istnieniu przypomniał sobie dopiero teraz.
– A ładna jest? – spytał od razu Rysiek, a w jego głosie słychać było podniecenie.
– Całkiem – odpowiedział Adam z udawaną obojętnością, nie chcąc, żeby jego przyjaciel sugerował mu różne dziwne rzeczy. Niestety, zadziałało tu prawo niezamierzonych konsekwencji i oschła odpowiedź tylko rozbudziła wyobraźnię Ryśka.
– Ty to masz szczęście, stary.
– Czemu? – zapytał ze zdziwieniem Adam, jednocześnie uśmiechając się sztucznie do sąsiadki, która szła z naprzeciwka.
– Jak to czemu? Tak się właśnie zaczynają znajomości na długie lata – powiedział rozmarzonym głosem Rysiek, jakby to o niego chodziło.
– Jak chcesz, to mogę oddać ci jej legitymację i sam sobie do niej zarywaj.
– Ja? Ja nie potrzebuję legitymacji do tego – odparł pewnym głosem Rysiek, zapominając przez chwilę o swojej dwudziestokilogramowej nadwadze, która zepchnęła go w otchłań kompleksów i samotności.
Rozmowę skończyła krótka dyskusja dotycząca tego, jaką koszulkę wypadałoby założyć na koncert legendarnego, niegdyś thrash metalowego zespołu, i czy specjalne zakupienie koszulki okolicznościowej z napisem „Metallica: by Request WARSAW” nie będzie zbyt pozerskie, a nawet uchodzące za zachowanie godne kindermetala.
Po zjedzeniu śniadania zasiadł przed laptopem i uruchomił system operacyjny. Po wpisaniu hasła i wysłuchaniu pani, która informowała, że „baza wirusów programu Avast została zaktualizowana”, odpalił przeglądarkę internetową. Zalogował się na swoją pocztę, a potem zajrzał na facebooka. Jego oczom ukazały się memy, zdjęcia „znajomych” z wakacji, sweet focie i inne gówna, które z niezrozumiałych przyczyn przeglądał codziennie. Jakby były jakimś pieprzonym elementem, zajebiście ważnym elementem w jego porannym rytuale. Obok kawy i golenia (z wyjątkiem brody, którą hodował od dłuższego czasu, by nadać sobie nieco poważniejszy wygląd). Wśród całego rynsztoku informacyjnego odnalazł perełkę w postaci konkursu, zorganizowanego przez jeden ze sklepów muzycznych. Reguły były proste. Udostępnił ich fanpage i polubił zdjęcie konkursowe. Pozostało tylko czekać na ogłoszenie wyników i przywitanie kuriera, który przywiezie mu Epiphona Les Paula koloru czarnego.
Kursor myszki trzymał już na przycisku „wyloguj”, kiedy przypomniał sobie o Annie Walczak. Przesunął kursor w lewą stronę na biały pasek wyszukiwarki i wpisał jej imię oraz nazwisko. Wyskoczyła lista kilkunastu osób. Część z nich posiadała profil bez zdjęcia. Intensywnie molestując myszkę palcem wskazującym, nagle zauważył parę niebieskich oczu i te same blond włosy z legitymacji. Chwilę się wahał, zanim wszedł na jej profil. Liczył na to, że może dowie się o niej coś więcej, ale niestety miała zastrzeżone informacje dla osób spoza listy tzw. znajomych. Wysłał jej zaproszenie, po czym napisał krótką wiadomość o następującej treści:
Hej! Czy przypadkiem czegoś wczoraj nie zgubiłaś na przystanku? 😉
Pozdrawiam,
Adam
Przez kilka sekund zastanawiał się, czy nie usunąć emotikonki, żeby nie wyjść na jakiegoś gówniarza, ale ostatecznie pozostawił ją tam, gdzie umieścił. Miał pewnie obawy, że dziewczyna może w ogóle nie przeczytać jego wiadomości, która trafi do folderu „Inne”.
– Jak nie przeczyta, to będzie jej problem – powiedział sobie w myślach, choć tak naprawdę miał nadzieję, że przeczyta.
Wstał od komputera, wciąż będąc jednak zalogowanym na facebooku, i poszedł do łazienki, by skończyć poranną toaletę zwieńczoną goleniem, przy którym zaciął się pierwszy raz od kilku lat.
***
Adam wyszedł z budynku Klinki Nefrologii i Transplantologii, przystanął na chwilę przy dwóch pielęgniarkach, które wykorzystywały przerwę na wypalenie papieroska i ploteczki. Spojrzał na nie kątem oka i przez moment sam poczuł wielką ochotę, aby puścić dymka, ale zaraz potem przypomniał sobie słowa lekarza. Musi pan teraz szczególnie dbać o zdrowie. Jasne, że musi. Wprawdzie płuca miał zdrowe, a co najważniejsze w komplecie, to jednak wciąż czuł, że nawet kichnięcie w jego przypadku może spowodować śmierć. Szczególny przypadek pourazowej hipochondrii.
Pielęgniarki wróciły na dyżur. Adam wsadził rękę do kieszeni kurtki i nieoczekiwanie natrafił na kartkę papieru. Nie byle jaką kartkę papieru. Był to bilet na koncert Metalliki, który odbył się miesiąc temu. Podobno – Adam przeczytał w internecie – James i spółka byli w wyśmienitej formie, prezentując wszystkie swoje szlagiery, a także nowy utwór „The Lords of Summer”. Rysiek opowiadał, że przeszły mu dreszcze, kiedy Hetfield krzyknął ze sceny: „Are you alive? How does it feel to be alive?”.
Na szczęście Adam wciąż był „alive”, ale koncertu niestety nie zobaczył. Tak samo, jak nie zobaczył pięknych, niebieskich oczu i długich włosów Anny Walczak.
Kilkanaście minut później siedział na tym samym przystanku, na którym znalazł jej legitymację. Kiedy to sobie uświadomił, przeszył go krótki, aczkolwiek intensywny ból, rozciągający się po całych plecach. Ból, o którym jeszcze nieraz będzie musiał opowiadać nie tylko w szpitalu, ale także na komisariacie, do którego właśnie jechał. Także o tym, co pamiętał przed uderzeniem w głowę, gdy przekraczał próg mieszkania dziewczyny, i po tym, jak następnego dnia obudził się w swoim łóżku, a w lustrze zobaczył zeschniętą krew i ślady po szyciu na swoich plecach.
Jego wspomnienia o bolesnych, minionych wydarzeniach przerwało dwóch młodych mężczyzn, którzy stali na przystanku i głośno rozmawiali. Jeden z nich schylił się nagle po coś. Wyprostował się ponownie, w ręku trzymając teraz przedmiot, któremu przyglądał się z zaciekawieniem.
– Ty, co to jest? – zapytał drugi, śmiejąc się głupkowato.
– Legitka jakiejś dziewczyny
– Pokaż.
Drugi z mężczyzn przestał się śmiać, po czym odezwał się z powagą.
– Niezła dupa.
– No, dobra. Zaraz znajdę ją na fejsie – powiedział szczęśliwy znalazca i wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy.
Adamowi przed oczami pojawił się czerwony napis z kartki, którą znalazł rano przy sobie po „spotkaniu” z Anną Walczak.
Dzięki za nerkę.
