Black Album – płyta, która dała Metallice sukces większy, niż którykolwiek z ich poprzednich krążków. Cóż więcej można by dopowiedzieć do tego, co już wiemy nt. powstawania tego wiekopomnego dzieła? Dokument A Year And Half In Life Of Metallica po części odpowiedział nam na to pytanie, przedstawiając kulisy produkcji. Co jednak mogą powiedzieć nam z perspektywy czasu sami członkowie Metalliki? W tej części wywiadu ze specjalnego wydania So What! dotyczącego właśnie Czarnego Albumu, Steffan Chirazi- redaktor naczelny So What! – wypytał chłopaków jak właściwie, jeszcze podczas trasy promującej …And Justice For All, zrodziła się potrzeba napisania kilku krótszych utworów czy kto podsunął Metallice wybór Boba Rocka na producenta. Przypomnimy sobie także, jak powstał i wyewoluował riff do „Enter Sandman” oraz jakie znaczenie dla pozostałych utworów miał właśnie ten kawałek. Na sam koniec James Hetfield ponownie obnaży kleptomanię Larsa Ulricha.
Więc, czy to ten riff zaczął to wszystko? (Motley Crue Dr. Feelgood)
JH: Nie riff, lecz dźwięk bębnów. Lars zawsze naśladuje ich perkusistę.
LU: Aż pięć osób patrzy się teraz na mnie? (śmiech) Nadszedł czas, aby się wyspowiadać? Czas, aby powiedzieć prawdę?
Po prostu wydaje mi się to być interesujące…
LU: Mam na myśli to, że gdy powiedziałeś, „zaczął to wszystko”, to przypomina mi się koniec trasy promującej …And Justice For All, była wtedy taka noc, nie pamiętam konkretnie w jakim mieście, przepraszam! Ale miało to miejsce w ciągu ostatnich miesięcy tej trasy, wyraźnie pamiętam jak w czwórkę siedzieliśmy w szatni po jednym z koncertów, rozmawiając o graniu wszystkich utworów z …And Justice For All na żywo i o tym jak to nic się nie pierniczy. Chodziło o to aby pamiętać wszystkie te absurdalnie długie utwory. Każdej nocy schodząc z sceny, mówiliśmy sobie, „zjebałeś tę partię, ty tamtą, ty zapomniałeś o tym”. To wszystko było takie trudne w odbiorze i wszystko to działo się w naszych głowach. Rozmawialiśmy o tym, że następnym razem powinniśmy spróbować napisać kilka krótszych, prostszych utworów, które może będą lepiej brzmieć na żywo. Wówczas rzuciliśmy się z tym albumem tak daleko, jak tylko mogliśmy.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=DqDeH3hwxfw
Mówisz o różniących się częściach, ciągłych zmianach i tym podobnych?
LU: Mówię o wpychaniu tylu różniących się spraw w te utwory, zmiany tempa, wszystko to powoli stawało się zbyt absurdalne. I wtedy nagle jednego razu, gdy graliśmy na żywo, prawie się przełamaliśmy. To była nasza pierwsza trasa po dużych arenach i po raz pierwszy spotkaliśmy się z rynkiem wtórnym i tego rodzaju rzeczami. Pamiętam, jak graliśmy „…And Justice For All” lub „Eye of the Beholder” i takie właśnie utwory i było to coś bardzo różniącego się od naszych wcześniejszych dokonań, które były prostsze, jeśli chodzi o odzew jaki otrzymywaliśmy. Po raz pierwszy graliśmy przed większą publicznością.
RT: Co było tą motywacją wobec …Justice… i tym całym stylem? Ponieważ nawet ja chciałbym to wiedzieć.
JH: (śmiech) Mamy rozmawiać o Czarnym Albumie, człowieku!
LU: On pyta, kiedy to się zaczęło. Odpowiem na twoje pytanie. Graliśmy razem z Aerosmith na Canadian National Exhibition w Toronto. Pamiętacie, graliśmy dwa lub trzy koncerty z Aerosmith?

KH: Na otwartym powietrzu.
LU: Tak, dokładnie tuż zanim zaczęliśmy pisać. Wydaje mi się, że to było tylko Aerosmith, Metallica i jakiś jeszcze zespół. Pamiętam, że graliśmy w Toronto, lecz był też jeden koncert w Ameryce, na, który Fleming (Rasmussen) nie mógł przyjechać, nie miał wizy, czy coś.
JH: Wiem, że Ted Neugent był z nami podczas tego amerykańskiego koncertu.
LU: Tak sądzisz?
JH: Taa. Wydaje mi się, że było to w okolicy Wielkich Jezior. Wtedy pierwszy raz spotkałem Stevena Tylera.
LU: W każdym razie, nie pamiętam dokładnie, byłem ja, ty i Cliff (Burnstein)? Czy może ja, ty a Cliff dołączył do nas pod sceną podczas CNE? W każdym razie pamiętam wyraźnie, jak siedzieliśmy tam z Cliffem i rozmawialiśmy. Ktoś powiedział, „Czas najwyższy, aby napisać kilka krótszych utworów”. Pamiętam, jak mówił o the Misfits i krótszych numerach i rzeczach tego typu. To była cała przemowa. I wtedy udaliśmy się do Północnej Kalifornii i zaczęliśmy pisać krótkie utwory. Zaczęło się od „Enter Sandman”. Dosłownie wzięliśmy riff z tego numeru i wokół niego napisaliśmy cały utwór, ponieważ zarówno intro, zwrotki, refren, one wszystkie wywodzą się z tego riffu. Tak to się zaczęło. To ustaliło szablon. Myślę, że Dr. Feelgood wg produkcji Boba Rocka ukazało się nieco później.
Myślałem, że to było w 1989, czy nie?
LU: OK, tak. Lecz już wtedy zastanawialiśmy się nad tym, kto ma to nagrywać. Wydaje mi się, że to Cliff powiedział, że może powinniśmy nagrać album, który brzmiałby „potężniej” i wtedy wydaje mi się zaczęliśmy rozmawiać o Bobie Rocku…
Pamiętam, jak się ekscytowałeś gęstością gitar na Dr. Feelgood.
LU: Oczywiście, absolutnie. I nie wydaje mi się aby dotarło to do mnie po tym, jak byliśmy już w środku procesu pisania nowego materiału. Były też takie albumy, jak The Cult czy Sonic Temple [nota bene nagrane przez grupę The Cult – red.].

Ah tak, oczywiście.
KH: Taak!
LU: Przez wszystkie letnie koncerty …And Justice for All tego roku, The Cult otwierało nasze koncerty, przez trzy dni byliśmy w Vancouver, pamiętasz? Aerosmith i Motley Crue nagrywali w dwóch pomieszczeniach w Little Mountain Studios. Pamiętam, że Steven Tyler i wszyscy z Motley Crue przyszli na nasz pierwszy koncert z The Cult. Było wiele różnych rzeczy, rozmów o Bobie Rocku i Bruce’ie Fairburnie, była też magia tego studia.
Czy było dla was to niewygodne, gdy zdaliście sobie sprawę z tego, że pewna część was chciała pracować z kimś takim, jak Bob Rock, który pracował z Aerosmith i Motley Crue i był też Bon Jovi, a wy byliście przecież Metalliką i wydaliście …And Justice For All i byliście ‘bardzo ciężcy i bezkompromisowi’? Był w was ten wewnętrzny chaos związany z tym?
JH: Nie wydaje mi się. Byliśmy osłonięci. Broniliśmy Metalliki, jak oczywiście zawsze robimy, lecz wiedzieliśmy. Oto, gdzie chcemy iść. I potrzebowaliśmy pomocy w dokonaniu tego. Potrzebowaliśmy niewiele pomocy. Chcieliśmy aby było to grubsze, większe. Przy …Justice… byliśmy bardziej precyzyjni i zaciśnięci, lecz te utwory okazały się być szalone. Zastanawialiśmy się, „Jak bardzo możemy się odsłonić, jak bardzo możemy opuścić gardę?”. Wtedy odczuliśmy to na własnej skórze, ta atmosfera, lecz coś nie współgrało, tak jak Lars to nadmienił wcześniej. Nie mieliśmy tej interakcji i reakcji z tłumem, których tak bardzo chcieliśmy. Okrzyków takich jak ‘hey, hey’. Wiedzieliśmy, że potrzebujemy kogoś innego, kto pomoże nam wyłapać pewne dźwięki i nada temu trochę siły.
KH: Pamiętajmy, że działo się to pod koniec lat 80-tych. Myślę, że tym nieświadomym wpływem na nas było to , że wówczas był duży nacisk na grę techniczną. To była era super szybkich gitarzystów. Było wielu Joe Satrianich i Yngwich [Yngwie Malmsteen – szwedzki heavymetalowy wirtuoz gitary – red.], wiele albumów gitarowych i wiele technicznie sprawnych zespołów, choć było także sporo gównianych para-metalowych zespołów. I myślę, że byliśmy podświadomie zmuszeni do tego aby pokazać nasze umiejętności techniczne i ich dowody.
LU: Z …And Justice For All też tak było z całą pewnością. Większość z tego wywodziła się z niepewności co do naszych możliwości. Sami do tego doprowadziliśmy, popychając się aż tak daleko.
KH: Taa i wydaje mi się, że Czarny Album był, cóż, po … And Justice For All, cały tego rezultat, cały ten dźwięk, pisanie tego materiału, wszystkie te złożone aranżacje, mam na myśli to , że Czarny Album był bezpośredni…
JH: Tak.
KH: Taa! Ten album to była natychmiastowa, instynktowna reakcja na to, czego dokonaliśmy poprzednio.
LU: Myślę, że było to brzmienie zespołu, który nareszcie był zdecydowany, aby wykonać ten zwrot w lewo. Uważam, że w pewien sposób możnaby się spierać z tym, że był to rezultat dziewięciu miesięcy grania po dużych arenach i amfiteatrach. Zaczęliśmy w listopadzie ’88 roku i aż do września roku ’89 graliśmy w zasadzie jedynie dla amerykańskiej publiczności. Ta publika rosła przez te dziewięć miesięcy, rozumiesz? Regularnie graliśmy dwa koncerty w Seattle, trzy w Irvine, Long Beach. Staliśmy się zespołem grającym na stadionach.
KH: Niespodzianka.
LU: Była to niespodzianka, ale i jak sądzę niedowierzanie. Było też tak, że „Wiele tym materiałem już nie zdziałamy”. W jakim kierunku podążać po „Dyers Eve”?. Pytam się poważnie, w jakim kierunku iść po „Dyers Eve”?
KH: Do łóżka.
JH: Do szpitala.
LU: Jeśli się nad tym zastanowić, to „Dyers Eve” jest ostatnim utworem tamtej ery. Dalej nie dało się tego ciągnąć. Jedynym logicznym rozwiązaniem jest „Enter Sandman”.

I „Enter Sandman” był pierwszym napisanym przez was numerem?
LU: Absolutnie.
(Do Kirka) Opowiedz nam tę historię. Jak powstał ten riff?
KH: Siedziałem w moim pokoju około godziny drugiej w nocy.
Gdzie?
KH: W moim domu w Berkeley.
LU: W którym pokoju?
Tak, w którym pokoju?
LU: I w którym miejscu w pokoju konkretnie się znajdowałeś?
JH: Które Berkeley masz na myśli?
KH: (wstaje z uśmiechem na twarzy) Taa, w moim pokoju z gitarami, około drugiej w nocy. Pamiętam, że Soundgarden wydało właśnie Louder than Love. Zajebiście dobry album. Już wcześniej Soundgarden był wielkim zespołem. Wciąż grali w klubach, wiem, że James i ja byliśmy wówczas bardzo nimi zainteresowani. Podoba mi się ta otoczka brudu wokół nich, to niskie strojenie, ten ich ciężar i ogólne podejście do tego z jednoczesnym zachowaniem melodii. Ten riff był odpowiedzią na to, co usłyszałem na Louder than Love, chodziło o to, aby napisać coś , co miałoby w sobie ten rozmach.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=9N3wkru_wd4&list=PL0898FA5BBC977744
LU: Przez dwa tygodnie graliśmy z Dio, Metal Hammer Festival w maju 1990 roku, pamiętasz? Trasa kończyła się w Glasgow. Wymieniliśmy się taśmami, ty dałeś mi swoją. Nie wiem czy dałeś też Jamesowi.
JH: (Do Kirka) Kto otrzymał twoją taśmę?
KH: Jason.
LU: Po tym każdy poszedł swoją drogą na kilka tygodni, po pewnym czasie ponownie zeszliśmy się z Jamesem. W tym czasie kupiłem dom w Berkeley Hills, zaaranżowałem sobie w nim małe studio. Dosłownie wielkości stołu, było tam wystarczająco miejsca, aby ustawić perkusję, kilka wzmacniaczy i Fostex [małe „przenośne studio”, coś w rodzaju urządzenia nagrywającego, zazwyczaj bezpośrednio na kasetę – red.]. Mieliśmy wszystkie riffy Kirka, lecz nie było go tam. Wzięliśmy „Sandmana” i wydaje mi się, że zasugerowałem, „Dlaczego, by nie podwoić początku? Zamiast dwóch pojedynczych riffów, zagraj trzy i następnie jeden.”. James tak spróbował i tak powstał główny riff. Potem wokół tego napisaliśmy intro, środkowe partie to były te same akordy. Całość powstała dosłownie w jedno popołudnie lub jakoś tak. I to w Berkeley.

Spodziewaliście się, że stanie się to tym , czym teraz jest? Mam na myśli to , że oczywiście nie mogliście.., ale może mieliście przeczucie?
LU: Niemal natychmiastowo!
Lecz musieliście mieć przeczucie, że napisaliście coś , co wpada w ucho!
LU: Nie… Wiedziałem, że uzyskaliśmy strategię, którą przez następne kilka tygodni będziemy wykorzystywać. Interesującą rzeczą dotyczącą Czarnego Albumu było to, że w przeciwieństwie do innych płyt, był on nagrywany seriami. „Enter Sandman” był pierwszym nagranym utworem, „Sad But True” był drugim, przebiegało to mniej więcej właśnie w taki sposób. Z biegiem track listy utwory coraz bardziej oddalają się od aury „…Sandmana”. Gdybyśmy chcieli rozbić to na części pierwsze, …And Justice For All kończy się na „Dyers Eve”, a następnie zaczęliśmy pisać możliwie najprostszy numer jaki tylko mogliśmy, jako odpowiedź. Wtedy (po tym utworze) każdy następny numer staje się coraz bardziej skomplikowany, rozumiesz? Oto cała historia, wszystko działo się w domu w Berkeley… Byłeś tam. Dom z windą.
Zabójca jeleni (kiedyś znaleźliśmy martwego jelenia w otwartym szybie windy)!
LU: Spędziliśmy tam większą część tego lata.
JH: Było tam około 67 stopni. Musiałem je pokonywać każdego dnia.
LU: Niosąc wzmacniacz.
JH: I gitarę.
LU: Niósł na plecach małą gablotę.
Też kiedyś musiałem tam się wspiąć…
JH: To było wtedy, jak cofnęli mi prawo jazdy, ponieważ dostałem pięć mandatów za przekroczenie prędkości jadąc do Berkeley.
Ponieważ nie mogłeś się doczekać wspinaczki po tych schodach?
JH: (sarkastycznie udaje żołnierza) Mieszkałem w Novato. Taa, miałem kilka mandatów za przekroczenie prędkości. Lecz zapytałeś, „Czy mieliśmy przeczucie?”. Bez jaj, kto to może wiedzieć? Jeśli twierdzi się, „To jest to!”, podczas gdy okazuje się to być klapą, wtedy wychodzi się na kompletnego idiotę. Każdy utwór, który piszemy jest ‘tym jedynym’. Dlaczego nie miałbym napisać danego numeru, jeżeli nie byłby ‘tym jedynym’? Proste.
KH: Kiedy kończysz pracę nad czymś i otrzymujesz produkt końcowy, mówisz sobie ‘to jest coś wspaniałego, naprawdę podoba mi się to’. W każdym razie nie myślę o tym jedynie w ten sposób, ponieważ podoba mi się to (pierwotna wersja riffu), wszyscy to polubią.
JH: Tak jest z większością rzeczy, które ja lubię. Nikomu innemu się nie podobają!
LU: Trzeba tu nadmienić, że „… Sandman”, o ile mnie pamięć nie myli, był ostatnim utworem, który został w pełni nagrany w studiu i ostatnim, którego tekst został ukończony.
KH: Taa…
Więc, „Enter Sandman” był pierwszym napisanym utworem i zarazem ostatnim dokończonym.
LU: Cóż, tak, ponieważ „… Sandman” stanął nam w miejscu. Prace nad nim jakby stanęły. A dla Jamesa było tak, jakby dla niego nigdy nie istniały żadne koncepcje, które by mu pasowały, tak myślę, musiał też opanować pozostały materiał. Wtedy też pojawił się problem śmierci łóżeczkowej w tekście. Kręciliśmy się w miejscu po tym, jak James napisał tekst, w którym nawiązał do śmierci łóżeczkowej [Zespół Nagłego Zgonu Niemowląt – red.], nie pasowało to do tego utworu. Po pewnym czasie wróciliśmy do tego, był to ostatni utwór.

JH: To był pierwszy utwór, gdzie producent podszedł do mnie i powiedział, „Mógłbyś napisać lepszy tekst niż to”. Ja na to, „hmm, tak… mam coś dla ciebie, o proszę (podnosi środkowy palec)!”. Wówczas dużo słuchałem zespołu Fear, teksty typu, „my niszczymy rodzinę” i to było to! Chciałem napisać coś wokół rodziny, coś niszczącego lub będącego niszczonym przez coś. Śmierć łóżeczkowa była czymś co bardzo by się nadało. Może było to zbyt mroczne jak na ten utwór, lecz pamiętam, że to był ten temat, w którym Bob i Lars zmówili się przeciwko mnie. Ci ludzie coś mi sugerowali. Wiesz, mogłem podejść do tego jak tylko chciałem. Lecz usłyszałem, „zrób to jeszcze raz, tylko lepiej” i tak zrobiłem i okazało się to być nieco lepsze. Nie był to ostatni utwór, którego słowa zostały przeze mnie nagrane w studiu. Z tego co pamiętam, to „The Struggle Within” było nagrane jako ostatnie. Straciłem głos podczas nagrywania wokali, tuż przed „The Struggle Within”. W środku procesu nagrywania zrobiliśmy kilka coverów, jednym z nich był „So What”. Pamiętam, jak mówiłem Bobowi, „Nie będę dziś śpiewał. Głos mi się zjebał”. On odpowiedział mi coś jakby, „Musisz zrobić tylko kilka partii w tle, no dalej, dalej”. Poszliśmy, więc do studia i oczywiście okazało się siedzieliśmy tam więcej jak trzy godziny. Wtedy zniszczyłem sobie głos. Był dosłownie rozjebany.
Wiele wzajemnej miłości unosiło się w tym pomieszczeniu, czyż nie?
JH: Cóż, w „So What” możesz usłyszeć nieco nienawiści. Trochę to mi zajęło czasu, zanim odzyskałem głos i wtedy , gdy wróciliśmy do studia, aby nagrać wokal do „The Struggle Within”, a nie jest to łatwy numer, to trochę się bałem, lecz był to ostatni utwór jak się nie mylę.
LU: Jak leciała ta słynna linia tekstu w „…Sandmanie”, to było „off to never – never land”? Wyraźnie pamiętam, że to było o „zaburzeniu idealnej rodziny”. W tej linijce tekstu pojawiały się pieniądze, nieważne… zastanawiam się, czy istnieje jeszcze gdzieś kopia tego tekstu.
JH: Nie zastanawiaj się! Ty ją masz! On ma wszystko.
Cz. 2 wywiadu Metallica: Black Album – So What! vol. 19 (2/2012)
Cz. 3 wywiadu Metallica: Black Album – So What! vol. 19 (2/2012)

