Niemiecki zespół ogłosił właśnie, że z powodu choroby wokalisty – Klausa Maine – musi odwołać pozostałe koncerty amerykańskiej części trasy z Megadeth. Mimo to, fani nie mają powodów do obaw, bo jak przekonuje w rozmowie z AZ Central Matthias Jabs, Scorpions nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i żałują ogłoszenia w 2010 roku pożegnalnej trasy.
To ogłoszenie wynikało nieco z tego, jakiego mieliśmy wtedy menadżera. Pytaliśmy się nawzajem w czasie podróży o to, kto wyszedł z taką inicjatywą i okazało się, że to nie był nikt z nas. Wiedziałem, że moi koledzy są ode mnie starsi o te 7-8 lat, ale zarzekali się, że to nie wyszło od nich. Odkryliśmy, że ten pomysł wyszedł z góry.
Uznaliśmy, że racjonalnie byłoby się pożegnać w świetnej formie i być zapamiętanym jako zespół, który potrafi zaczarować publiczność. Jednak po tych 7 latach wciąż się świetnie trzymamy i nie wyglądamy znacząco inaczej. Wciąż jest w nas dużo szaleństwa. Nauczyliśmy się, że nie ma sensu mówić, że to już koniec.
Wielu artystów ogłasza takie trasy. Na przykład Phil Collins i jego „First Farewell Tour”. To nieco niepoważne, aby po takim ogłoszeniu grać dalej, więc więcej tego nie zrobimy.
Już 1 grudnia polscy fani przekonają się o formie swoich ulubieńców podczas koncertu w Ergo Arenie.
