Kilka dni temu wspominaliśmy o wypowiedzi Kirka Hammeta o brzmieniu Death Magnetic. Cytowaliśmy część wywiadu z Riverfront Times z St. Louis z obietnicą umieszczenia większej dawki informacji, gdy takowe się ukażą. Dosłownie kilka godzin temu ukazało się więcej wypowiedzi Kirka udzielonych przed jednym z koncertów. Hammett mówi w nich o conajmniej kilku ciekawych rzeczach, odnoszących się głównie do Death Magnetic. Postanowiliśmy przetłumaczyć wypowiedzi nadwornego wymiatacza Metalliki, warto rzucić okiem.

Kirk Hammett znów stoi w samym centrum, trzymając w rękach młot sprawiedliwości (the hammer of justice). Wbrew pozorom nigdy nie opuścił zespołu, chociaż St. Anger to niesławna płyta nie zawierająca ani jednej jego solówki – co było przedmiotem nie jednej dyskusji. Solówki Hammetta – dziwaczne, poruszające, zjawiskowe i po prostu – powodujące opad szczęki – są siłą napędową każdej świetnej piosenki Metalliki. Death Magnetic jest wypełnione doskonałymi solówkami Kirka Hammetta. Przywrócił on solo do należnego mu miejsca – w glorii i chwale – czym zresztą sam może mieć powody do dumy.
Myślę, że tym razem poszło w ogóle bez wspominania o braku solówek
– śmieje się Hammett.
Nie było nawet słowa na ten temat. Kiedy zaczęlismy pisanie, to było coś w stylu: OK, czas na przerwanie głównego riffu [lead break]. Jedziemy! Nie było żadnego dialogu na temat umieszczania – lub nie – solówek na tym albumie. Wróciły. Yeah!

Większość partii Hammeta wywodziła się zawsze ze skomponowanych wcześniej części, odkrywających nieco jego zainteresowania jazzową i bluesową teorią muzyki (regularnie bierze lekcje i uczy się grać co najmniej 361 dni w roku) – jednak wszystko to bardzo szybko zostało 'strashowane’.
Przygotowane wcześniej solówki nie współbrzmiały z tymi piosenkami, więc powiedziałem: W porządku, wyrzucam to wszystko do kosza i uderzam w najbardziej czuły punkt. Będę tak spontaniczny jak tylko mogę być w studio.
Solówki, które powstały uderzają własciwą Hammettowi delikatnością. Na „Broken, Beat & Scarred” małe prychnięcie zamienia się w prawdziwy, piszczący dżwięk spadających bomb. Zaraz po szóstej minucie „Suicide and Redemption” gitara Hammetta wyrzuca z siebie dziwne jąkanie, po czym nieustraszenie wchodzi do walki, jakby na szybki pojedynek za pomocą noża. Podczas wywiadu nie omieszkano poruszyć kwestii technicznych nagrania oraz osób, które uważają, że muzyka zgromadzona na Death Magnetic jest niesamowita, ale produkcja albumu – sknocona. Sednem sprawy są dywagacje o braku dynamiki i zauważanych zniekształceniach dźwięku (clipping) – niepożądanym odgłosie wprowadzonym podczas masteringu.
Słuchałem albumu kilkaset razy… ja po prostu tego nie słyszę. Ale moje uszy są zniszczone latami głośno-granego metalu. Kiedy któryś z fanów pokazał falę dżwiękową przedstawiającą stopień skompresowania albumu – uwierzyłem, że sam jednak słyszę jakieś zniekształcenia. To jednak nie umniejsza mi przyjemności słuchania.

Zapytany wprost: Czy słyszysz clipping, gdy słuchasz Death Magnetic? Czy uważasz że płyta powinna być zremiksowana?
Hmm, więc to jest tak: Są ludzie, którzy oczekują od nas perfekcjonizmu – i doskonale to rozumiem. W momencie, gdy delikatnie oddalimy się od ich standardów – zaczynają narzekać – i również to rozumiem. Tak, słyszę odrobinę clippingu tu i tam. To była decyzja Ricka Rubina, nie nasza – myślał, że to wpłynie na lepszy odbiór, a płyta zabrzmi bardziej dynamicznie, jakby była grana na żywo – szczerze mówiąc chyba daliśmy mu znać, że w to wątpimy. Wiesz… dla mnie, kiedy podkręcam głośność podczas jazdy samochodem – wszystko to, o czym tutaj mówimy – zupełnie mi nie przeszkadza. Ale znowu – moje uszy są trochę „usmażone”… wiesz…

Następnie Hammett wskazuje, że jakość dźwieku wcale nie zabija muzyki…
Który to album… The Stooges… jeden z nich miał nagorszą jakość dźwięku w historii… Fun House? Nie pamiętam… Ale wiesz co? Ten album jest teraz uznawany za niesamowity!
Jeśli chodzi o remiksowanie albumu, Hammett nie jest jednoznaczny:
Hmm, wiesz… album jest jaki jest. I ostatecznie jest właśnie taki tylko przez nas. W chwili obecnej, moje podejście jest takie: bierz go, lub nie – wybór jest Twój… Rozumiesz…