Rob Flynn z Machine Head napisał, cóż, długi „wpis do pamiętanika”, jak to nazywa, dot. obecnej sytuacji w swojej głowie jak i obozie Machine Head. Możecie przeczytać ją w oryginale TUTAJ lub po prostu zapoznać się z naszym streszczeniem poniżej:
– wpisy tego typu, które robi / będzie robił nawet 2x w tygodniu, są zespołowi potrzebne, by nawiązywać więź z fanami, jako że nie mają zbytniej przychylności ze strony amerykańskiej prasy; on też osobiście potrzebuje tej więzi, bo gdy patrzy na swoje życie wstecz, zawsze szukał jej we wszystkim (muzyce, kobietach itd.), czego przyczyny upatruje w tym, iż był trzykrotnie adoptopowany jako 6-miesięczne dziecko
– w przyszłym tygodniu lub następnym, Machine Head oficjalnie zaczyna pisać materiał na nową płytę, a co do koncertów to nie mają żadnych w planie na zaraz
– myślą trochę o fajnych, krótszych utworach, do czego skłoniło ich zagranie „Postmortem” Slayera na koncercie w Londynie, które dostarczyło im adrenaliny; rozmawiali potem razem o tym, jak Slayer dał radę wcisnąć w tak krótki utwór tyle świetnych riffów; wspomina również o „Everlong” Foo FIghters i „Sad Statue” SOAD, które również coverowali
– nie może powiedzieć ostatecznie, dokąd to wszystko zmierza, bo dopiero co proces się zaczął, mają już jednak nieco fajnych riffów
– kontrakt Machine Head z Roadrunners dobiegł końca i obecnie zespół działa na własną rękę; zw. ze zmianami w muzycznym biznesie przy kolejnym kontrakcie (liczą zawrzeć go w tym roku) ich oczekiwania będą inne, cenią sobie bardzo swoją wolność artystyczną; wierzy, że świat nie czeka na kolejny album jak najszybciej, że ludzie wolą, by album był dopracowany, choć inaczej patrzą na to dziś niż kiedyś; dziś, jego zdaniem, za dużo już słyszeli, naściągali się i oczekiwania spadły – ludzie wolą teraz świetne, pojedyncze kawałki, a jeśli cały album przy tym jest dobry, to jest to już bardziej dodatek (narzeka tu na dwa ostatnie albumy Muse – jego zdaniem są do bani, mimo że kocha ten zespół); ludzie nie słuchają też płyt jak kiedyś – od deski do deski.. w „międzyczasie” siedzą na facebooku, bawią się komórką itd; kiedyś krótkie albumy sprawiały, że ludzie czuli się oszukani, a dziś sam woli, jeśli są jak Paranoid, Reign In Blood, czy Def Jam, bo 19 utworów i 72 minuty = nuda
– nie ma już nigdy zamiaru kupować płyt, bo streaming jest o wiele łatwiejszy – sama Metallica zauważyła to i weszła w Spotify; dlatego też sam nie jest już zainteresowany sprzedawaniem fizycznych nośników po parenaście dolarów / funtów / euro itd., mimo że niektórzy nadal mogą je doceniać; wspomina jak ludzie byli dosłownie wściekli, gdy nie wydali The More Things Change… na winylu, a potem gdy nie wydali The Burning Red na kasecie i pyta: czy dziś ktokolwiek używa kaset?
– koszmarem jest „kładzenie się do łóżka” ze sponsorami, prawnikami itd., a to nieuniknione przy dystrybucji CD, nie wyklucza jednak, że może jednak znów to zrobią, bo inaczej wiele rzeczy będą musieli robić sami, a może nie będzie im to na rękę… a może zrobią coś radykalnie odwrotnego, jak kickstarter?
– na koniec zadaje pytanie do fanów: w jakiej formie chcielibyście otrzymać nowy album? – możecie odpowiedzieć w TYM POŚCIE na Facebooku zespołu; im chodzi tylko o robienie muzyki, potężnej i zajekurwabistej – reszta jest wtórna
