Podczas pobytu w Cannes Lars Ulrich udzielił kilku wywiadów, z czego ten jest jak dotąd najdłuższy. Opowiada, w nim, dlaczego nie mógł obejrzeć żadnego filmu na miejscu, wywołaniu „międzynarodowego incydentu”, o dystrybucji nowego produkcji Metalliki (zobacz trailer), a także – naturalnie – o nim samym, w tym o odtwórcy głównej roli, scenariuszu itd. Niestety nie powiedział nic więcej o filmie, do którego Metallica ma nagrać całą ścieżkę dźwiękową.
![]()
– To Twój pierwszy raz w Cannes. Jak wrażenia?
To jakieś szaleństwo. Wszystko, czego byś się spodziewał, razy 10.000. Tzn., jest świetnie i to jest przytłaczające. Wszystko jest jakby przyspieszone i wszystko jest jakby wyolbrzymione i po prostu dzieje się tak szybko. W tym wszystkim jedyny pech w tym, że zdałem sobie właśnie sprawę, że gdy opuszczę Cannes za dwa dni, nie zobaczę ani jednego filmu. Jako fan filmu, ktoś, kto pasjonuje się filmem, to mnie trochę boli, bo siedziałem nad planem dnia parę dni temu i wiesz, „Zobaczę nowy film Noah Baumnacha, zobaczę nowy film Lynn Shelton i chcę zobaczyć ten film”, a potem [jak się okazało, że nic z tego]to wiesz, ughhhhh.
– Co się stało?
Ciągle coś się pojawia. Kolejna kolacja, na którą muszę się wybrać, albo kolejny wywiad, którego muszę udzielić. Jedyne, czego nie wiedziałem o Cannes to to, że to miejsce zasadniczo skupia się wyłącznie na interesach. Gdy słyszysz o Cannes, słyszysz o gwiazdach na czerwonym dywanie. Ale tak naprawdę nie jest w Cannes. Canens to biznes i finanse, i umowy, i dystrybucja. Cała infrastruktura przemysłu filmowego jest tutaj i nie zdawałem sobie sprawy, że aż do tego stopnia, co pewnie jest przyczyną tego, że tu teraz jestem, albo dlaczego mnie tu przysłano [śmiech].
– Sądziłem, że macie dystrybucję.
Dążymy do niezależnej dystrybucji na każdym większym terytorium. Mamy więc Picturehouse w Ameryce i Exclusive Media reprezentujące nas w pozostałych częściach świata. Oni zajmują się docieraniem na każdy teren i zawieraniem najlepszych umów, i spikaniem się z ludźmi, którzy rozumieją nasz film, którzy rozumieją, czym jest Metallica. Na każdym terenie wygląda to inaczej. Walczymy zaciekle o to, by utrzymać to na tyle niezależne, jak to tylko możliwe. Finansujemy ten film sami. Nie bierzemy żadnych pieniędzy, nie jesteśmy winni nikomu żadnej przysługi, czy coś. To na tyle samodzielne i autonomiczne, na ile się tutaj da, co oczywiście jest wspaniałą sprawą. Ale z tego powodu mamy więcej zarządzania szczegółami zamiast oddania tego w ręce jednemu podmiotowi.
– Robicie to dla zachowania kontroli?
Lubimy kontrolę, tak [śmiech]. To również chyba kwestia dumy. To mechanizm protekcyjny. W 2013r. jesteśmy zasadniczo w sytuacji, w której jesteśmy właścicielami wszystkiego, czego kiedykolwiek dokonaliśmy, każdej płyty, jaką zrobiliśmy, każdej taśmy-matki, jaką nagraliśmy. Do wszystkiego co robimy zachowaliśmy wszystkie prawa. Możemy zrobić z tym co tylko chcemy. Ludzie mają tendencję do mylenia kontroli z chciwością. A tu nie chodzi o chciwość, albo aspekt finansowy, ale o to, że gdy na czymś napisane jest Metallica, to wtedy wiesz, że to pochodzi od nas. Po prostu. Możemy spojrzeć fanom prosto w oczy i powiedzieć, „Zrobiliśmy to jak najlepiej potrafiliśmy i masz to prosto od nas.”
– Po co robić taki film? Zrobiliście już dokument w 24r., Some Kind of Monster.
W coraz większym stopniu Metallica lubi działać poza swoją strefą komfortu na ile to możliwe, a robienie filmów jest zdecydowanie poza naszą strefa komfortu. Ale filmy są też fascynujące. Muzyka to moje życie, ale film to moja pasja. I mam znacznie więcej przyjaciół w świecie filmu, mam więcej znajomych w świecie filmów, spędzam więcej czasu w świecie filmu niż w świecie muzyki.
– Czy osobiście reżyserowałeś jakąkolwiek część filmu?
Sprowadziliśmy Nimróda Antala do reżyserii. My go produkujemy i występujemy w nim. Stworzyliśmy koncert raczej zamiast jechać w trasę, do tego jest w tym dramatyczna opowieść, która przetacza się przez film. I zatrudnilismy największą gwiazdę filmową na świecie za pięć lat, Dane’a Dehaana.
– Ha, to bardzo prorocze z twojej strony.
Staram się podchodzić do tego trochę komicznie, rzecz jasna. Ale on jest naj-le-pszy. Nie wiem, ile z jego filmów widziałeś, „Kronikę”, „Gangstera”, albo „Drugie Oblicze”, ale on jest zniewalający. Po prostu nie możesz od niego oderwać oczu. A przy dwóch filmach o Spider-Manie, 2 i 3, na które kontrakty podpisał, wygląda to świetnie.
– Co dzieje się w filmie wewnątrz tego filmu?
Dane gra postać imieniem Tripp, który jest tzw. gońcem. Wiesz, kto to taki?
– Coś w rodzaju chłopca na posyłki.
Dokładnie. Pracuje dla koncertowej ekipy Metalliki jako goniec i otrzymuje zadanie, które prowadzi do wielu, wielu złych rzeczy, jakie przytrafiają mu się w jego podróży przez to nienazwane miasto. Podążamy więc za jego przygodą przez noc i co rusz wracamy na koncert Metalliki, który jest jakby kotwicą tego filmu, który jednak tak naprawdę jest o jego perypetiach. Staramy się tu o inne podejście do doświadczenia koncertu, zamiast czegoś w stylu, „Oto jesteśmy na ostatniej trasie w Ameryce Łacińskiej przez tydzień i lepiej to sfilmujmy, zanim złożymy scenę”. To po prostu inne podejście. A koncert został stworzony DLA filmu. To nie jest trasa, a 20.000 ludzi, którzy na nim byli, możesz ich uznać bardziej za dodatek aniżeli publiczność, która kupiła bilety.
– W jaki sposób ludzie mogli zostać takim dodatkiem? Sprzedaliście bilety na auckji?
Zrobiliśmy taki myk z biletami dla banków żywności w Vancouver i na cele charytatywne. Była to więc kontrolowana sytuacja. Znowu to słowo!
[dziennikarz zabiera go na stronę]Może spacerek po plaży?
Chciałbym. O Boże, jak ja kurwa chciałbym. Tylko praca, praca, praca.
– Co się tam stało przy tym przecinaniu wstęgi? Powiedziałeś, że nie chciałeś wywołać międzynarodowego incydentu.
Tak mi powiedzieli, że we Francji nie przecina się jej do końca. We Francji przecina się 3/4 i wtedy podszedł senator i dziwił się, dlaczego nie przeciąłem do końca i on przeciął ją do końca. Robiłem tylko jak mi kazali!
———————————————
W innym nowym, krótkim wywiadzie (wideo tutaj), jakiego także Ulrich udzielił na miejscu,powtarza sporo z powyższego i wcześniejszych wywiadów, ale dorzuca też pewną ciekawostkę:
„Cóż, najlepszą rzeczą w filmie Metalliki w IMAX jest to, że w końcu mam okazję mieć 15 metrów wzrostu, więc bardzo nie mogę się doczekać.
To dość zabawne, bo 15 lat temu negocjowaliśmy z IMAX zrobienie takiego jakby old-schoolowego filmu IMAX, w czasach gdy robili filmy o wspinaczce górskiej, albo filmy o dinozaurach – tego typu rzeczy, zanim zaczęli grać produkcje z Hollywood. Jednak praktyczna strona i technikalia realizacji filmu dla IMAX w latach ’90 dla nas jako zespołu rockowego były niewykonalne. Zabawne więc, jak to koło się zatoczyło.”