Nie jest tajemnicą, że Lars Ulrich to wielki fan Deep Purple od dawien dawna. Metallica aktualnie nagrywa też cover jednego z utworów DP. Wczoraj zaś – jak już informowaliśmy – odszedł Jon Lord, który w składzie zespołu był od samego początku aż po rok 2002, kiedy to opuścił jego skład z własnej woli i w przyjaźni z pozostałymi na rzecz spokojniejszej kariery solowej. W zw. z jego śmiercią, Lars Ulrich na oficjalnej stronie Metalliki napisał tekst, którego tłumaczenie publikujemy niniejszym.

Lars Ulrich:
Od chwili, kiedy mój ojciec zabrał mnie – w podatnym na wpływy wieku 9 lat – na ich koncert w 1973r. w Kopenhadzie, był to najbardziej stały, ciągły i inspirujący muzyczny byt w moim życiu. Znaczyli dla mnie więcej niż jakikolwiek inny istniejący zespół i mieli ogromny udział w kształtowaniu tego, kim jestem. Jestem więc w sposób oczywisty bardziej niż załamany, zasmucony i zdruzgotany informacją o przedwczesnej śmierci keyboardzisty Jona Lorda.
Wszyscy jesteśmy winni lekkiego rzucania na około przymiotnikami jak „wyjątkowy”, „jedyny w swoim rodzaju” i „pionierski”, gdy chcemy opisać swoich bohaterów i ludzi, którzy nas poruszyli, ale nie ma bardziej odpowiednich słów w tej chwili niż te i nie zwyczajnie nie było takiego muzyka jak Jon Lord w historii hard rocka. Nikogo. Kropka.
Nikt nie grał tak jak on. Nikt nie brzmiał jak on. Nikt nie pisał jak on. Nikt nie wyglądał jak on. Nikt, kto grał na klawiszach lub był znalazł się w gdziekolwiek w pobliżu klawiszy, nie był bardziej elokwentny, dżentelmeński, ciepły, ani kurwa fajniejszy. To, co robił, było wyłącznie jego. Włączając w to jego oczywiście wyjątkowe brzmienie. Cokolwiek kryło się za tym co wyprawiał z tymi organami Hammonda, sposób w jaki Leslie zniekształcał to, co on grał i wynosił to do miejsca, o którym nikt nie słyszał, sposób w jaki atakował je podczas gdy nimi miotał, czy cokolwiek kurwa innego to było, co działo się pomiędzy Jonem a „Bestią”, jak zwał swoje organy, było to odmienne od wszystkiego przedtem, podczas i potem. Proste.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=5fZBiqVjEhw
Deep Purple rzecz jasna byli też bytem wyjątkowym całościowo, zawsze nieprzewidywalni, często impulsywni, nigdy się nie powtarzający i w większości wypadków nie z tego świata. Miałem dużo szczęścia widzieć ich trzykrotnie w Kopenhadze między ’73 a ’75, wielokrotnie znów podczas tras, gdy schodzili się ze sobą w ’85 i ’87. Graliśmy nawet kilka koncertów w Niemczech z nimi latem ’87 i dość powiedzieć, zawsze było to doświadczenie, które wywierało na mnie wielki wpływ. Patrzenie jak Jon na scenie gra te riffy, barwy, tekstury, wyższego poziomu solówki, intra, outra, bluesowe zagrywki, klasyczne utwory i cokolwiek tylko jeszcze przyszło mu do głowy każdej nocy, A PRZY TYM dotrzymując tempa Ritchiemu Blackmore’owi kawałek po kawałku, wieczór za wieczorem, było to oznaką mistrza w swoim fachu… najznakomitszego, najoryginalniejszego i najbardziej wyjątkowego hard rockowego keyboardzisty, który kiedykolwiek stąpał po tej planecie.
W 1992r., gdy graliśmy w Monachium na trasie Black Alumu, Jon Lord i wokalista, Ian Gillan, przyszli na koncert i stali w snake picie przez cały czas. Byłem w niebie. Grać przed członkami kapeli, która znaczyła dla mnie więcej niż cokolwiek w moim życiu było spełnieniem marzeń. A gdy po koncercie dostałem podpisaną notę mówiącą, że musieli wyjechać i wrócić do swojego mleczka i ciasteczek, i przygotować się do sesji nagraniowych następnego dnia, byłem po prostu nakręcony. Moi bohaterowie w jebanym snake picie.!!!! „Patrz mamo, jestem na szczycie pieprzonego świata!”
…[Zatoczyło się] Pełne koło dla bezkrytycznego dziewięciolatka z KB Hallen w Kopenhadze z lutego ’73.
Spoczywaj w pokoju Jonie i DZIĘKUJĘ CI za wszystko.
Lars
