Na jednym z zagranicznych blogów jeden z uczestników tegorocznego Ozzfest we Frisco, napisał krótką recenzję na temat występu Metalliki:
Metallica wyszła na scenę z lekkim opóźnieniem (spowodowanym przeciągniętym koncertem Ozzy`ego, na którym Zakk Wylde wykonał półgodzinne solo) i sprawiła że wszyscy zapomnieli o istnieniu innych zespołów tego festiwalu. Rozpoczęli ?Creeping Death”, po czym wykonali 4-5 kawałków ze swoich pierwszych albumów, absolutnie wstrząsając Pizza Hut Parkiem. Po tytanicznej wersji ?For Whom the Bell Tolls”, zagrali dwa kawałki których się nie spodziewałem: ogłuszającą wersję ?Harvester of Sorrow” i ?Sanitarium”.
Po ?Sanitarium” zagrali jedyny rozczarowujący utwór tego wieczoru – ?Cyanide” z nadchodzącego albumu. Mam złe nowiny dla fanów którzy nienawidzili St.Anger: 'Cyjanek’ cierpi na te same dolegliwości co poprzedni LP: marnie napisane, mało energii, posiekana aranżacja, a partie gitar mają mało wspólnego z tym co robi reszta zespołu. Mimo że zawiera kilka wspaniałych riffów, wydają się one przysłonięte przez kilka zbyt skomplikowanych bitów na perkusji i drobnych, źle wpasowanych solówek. Mimo że czuję się zobligowany by kupić nowy album – ma w końcu napis ?Metallica’ na okładce – po usłyszeniu ?Cyanide” jestem lekko zmartwiony.
Publiczność również zdawała się przygaszona nowym kawałkiem, jednak ogień został przywrócony podczas dwóch klasyków – ?…And Justice for All” i ?No Remorse”. Pierwszych dziesięć czy jedenaście utworów pochodziło z pierwszych czterech płyt – zagrali nawet ?Damage Inc.”. Dopiero po naiwnej, ale i poteżnej balladzie miłosnej ?Nothing Else Matters” zespół sięgnął po nowsze utwory – zachwycające wykonania ?Enter Sandman” i ?Sad but True”.
Metallica porwała widownię wykonując ?One”, poprzedzone długą serią sztucznych ogni i efektów pirotechnicznych. Mimo że słabo słychać było solo Hammetta (z jakiegoś powodu, olbrzymie bannery wisiały bezpośrednio na głośnikach, a podmuchy wiatru co jakiś czas zagłuszały dźwięk), widok dziesiątków tysięcy potencjalnych Jamesów Hetfieldów zdzierających struny głosowe był porażający.
Po krótkiej przerwie, zespół powrócił na scenę z nikim innym jak legendarnym falsetem, King Diamondem. Wykonując utwory Mercyful Fate, King Diamond dominował, zarówno swoim wysokim wokalem jak i przerażającym makijażem. Niespodzianką okazało się to, że King mieszka kilka minut od Frisco (lokalne przedstawicielstwo Parents Against Satan powinno zainteresować się tą kwestią). Występ zakończył się natchnionym wykonaniem ?Seek and Destroy”, a zespół podziękował innym wykonawcom, fanom i ekipie. Mimo że Metallica zaczęła ze sporym opóźnieniem, zagrali pełen występ, kończąc dobrze po wpół do pierwszej.
Pomimo olbrzymiego bólu kręgów szyjnych i strun głosowych, Ozzy i Metallica (występująca po raz pierwszy na Ozzfest) wspólnie wstrząsnęli DFW najmocniej od wielu lat.
Całość tekstu przetłumaczył TommiK. Dzięki!