Poniższy krótki reportaż to ciekawostka dla fanów, szczególnie tych z rozrzewnieniem wspominających lata 80. i czasy, gdy Metallica w błyskawicznym tempie zmieniała oblicze ciężkiego grania. W trwającym 4 minuty klipie upchano szalonych fanów, fragment Ride the Lightning z koncertu, Larsa i Kirka nawijających przez telefon i rozmowę z James i Cliffem.
httpvh://youtu.be/ldLV6N6_z38
James: Dostrzegliśmy Nową Falę Brytyjskiego Heavy Metalu kilka lat przed tym, jak trafiła do Stanów. Lubiliśmy to grać, graliśmy to w LA, gdzie niewiele osób wiedziało, co to ma być, zero fryzur czy makijażu, po prostu czysty łomot.
Cliff: Robimy to, co chcemy. Jeśli ktoś uważa to za sprzedanie się to… A co mi tam.
James: Wiele osób powie, że sprzedaliśmy się, bo jesteśmy w dużej wytwórni, staliśmy się popularni…
Cliff: …albo nie gramy z prędkością tysięcy kilometrów na godzinę.
James: Gralibyśmy tak samo nawet, gdybyśmy nadal byli w niezależnej wytwórni.
Lars: Podstawowe założenia są takie same, jak 5 lat temu, gdy zaczynaliśmy grać w garażu, teraz to jest po prostu wyższy poziom. Tych samych czterech idiotów próbujących grać w tej samej tonacji i równym tempie.
Bobby Schneider (menedżer trasy): Chcą po prostu wyjść i zagrać, ale też zadbać o młodziaków, podpisują autografy co wieczór, dbają o kontakt fanami, dlatego przychodzą tutaj i odbierają telefony. Lubią być sobą, na scenie są w tych samych ciuchach, w których chodzą na co dzień, żadnych przebrań, makijażu czy garderoby.
Cliff: Nie próbujemy być czymś wielkim i modnym. To tylko my, robimy to co robimy, i niech tak zostanie.