Ostatnimi czasy organizujemy dla Was sporo konkursów, w których do wygrania były wejściówki na przeróżne koncerty, takie jak The Australian Pink Floyd Show, Accept, czy Thin Lizzy. Staramy się, abyście znajdowali u nas nie tylko newsy o naszej ulubionej kapeli, ale także dobrą zabawę. Kilkukrotnie prosiliśmy zwycięzców konkursów o opisanie swoich koncertowych wrażeń i otrzymywaliśmy je – czy to mailowo, czy na Facebooku. Kilka dni temu dostalismy ciekawy opis koncertu Accept we Wrocławiu, na który wysłalismy m.in. Jacka.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=4yI5hSyJ1VM
Oto jak koncert opisuje nasz czytelnik:
Witam serdecznie,
Jako, iż prosiliście laureatów konkursu dotyczącego Accept o klika pokoncertowych refleksji, pozwalam sobie napisać kilka słów.
Na początek wejście – znajomy wygrał bilet na wp.pl, okazało się, że nie ma go na liście, zaczęła się nerwówka, szukanie, wzywanie kogoś z Metal Mindu. Koniec końców udało się wejść, jego nazwisko było na jakiejś innej kartce. Wtem podchodzę ja, przedstawiam się, mówię, ze wygrałem wejście na deathmagnetic.pl, na co usłyszałem „proszę bardzo”. Wniosek jest chyba oczywisty – rządzicie! 🙂
Szybka wizyta w barze, zajęcie dobrego miejsca i już można było dwugodzinne oczekiwanie na Accept uprzyjemniać rozmowami, rzutem oka na publikę i lekturę supportu. Przyznam, że fajnie jest widzieć taką rozpiętość wiekową na koncertach rockowych i metalowych. Wczoraj można było zauważyć i dziesięciolatka wywijającego pod scena i 50cio – 60cio letnich łysiejących panów z piwnymi brzuszkami skrywanymi pod koszulkami z „Objection Overruled” czy „Metal Heart”.
Sam Steelwing rozgrzewający publiczność wypadł… dziwnie. Gdyby ktoś mi powiedział, że Ci panowie sobie robią jaja z początków NWOTBHM to bym uwierzył. Ale oni chyba nie byli kabaretem. Niemniej trzeba przyznać, że mają dystans do tego, co robią a fanom podobały się te klasyczne dźwięki. Zagrali, jeśli się nie mylę, pięć utworów, po czym zniknęli ze sceny.
O 21:15 na scenę wkroczył Accept, zaczęli od „Teutonic Terror” i już wtedy było pozamiatane. Panowie są w wybornej formie, energia bijąca ze sceny po prostu porażała, publika i ta pod scena i ta na balkonach oszalała. Zaczęło się szaleństwo, wywijanie i wspólny śpiew każdego utworu. W pierwszym rzędzie dawał z siebie wszystko Marek Pająk, gitarzysta Vader i Esquarial.
Dźwięk – żyleta. Było głośno, ale czytelnie. Przyznam, że dawno nie byłem na koncercie z tak dobrym nagłośnieniem.
Na scenie prym wiedli Wolf i Peter, dzielnie wspierani przez Marka. Herman trzymał się raczej z boku, ale i on czasem pojawiał się na froncie by oczarować solówką jak w np. „Son Of A Bitch”. Peter w pewnym momencie wypatrzył grupkę starszych fanów (tak gdzieś po piędziesiatce). Od tego czasu, co parę minut starał się dorzucić do nich kostką. Zadanie było o tyle trudne, że stali oni na balkonie, ale dał chłop radę 🙂
Setlista bliska ideału. Ja chętnie usłyszałbym więcej kawałków z „Blood Of The Nations” czy coś z „I`m A Rebel”, ale obiektywnie patrząc panowie zaprezentowali same największe hity. Nie było chyba osoby, która tego wieczora wychodziła z klubu niezadowolona. Ja oczywiście również miałem wielkiego banana na twarzy. Nie dowierzałem, gdy czytałem na forach wypowiedzi fanów, którzy byli już w Krakowie i Warszawie, że dopiero luty a oni już widzieli koncert roku. Ale teraz już wiem, co mieli na myśli.
Na koniec – bardzo, bardzo, bardzo dziękuję deathmagnetic za możliwość bycia na tym wspaniałym koncercie!
Pozdrawiam, Jacek
Od razu milej. Teraz już chyba nikt nie ma wątpliwości, ze w organizowanych przez nas akcjach, po prostu warto brać udział! Dzięki Jacek, pozdrawiamy!
W przyszłości zapewne będziemy organizowali kolejne akcje wspierające… dobrą muzykę! \m/
