Nuda – można by powiedzieć. Co jakiś czas ktoś publikuje swoje zestawienie ulubionych kawałków, co kompletnie nie ma sensu, bo gusta mogą być przecież różne. Co innego jednak, gdy ktoś wysili się, aby każdy swój wybór bardzo sensownie uzasadnić, tak jak zrobił to jeden z fanów na suite101.com -wtedy jest z czym dyskutować na poziomie. Zachęcamy do pójścia w jego ślady w komentarzach. Ankiety przecież nie zrobimy…

10. „The Memory Remains”
Wielu „fanów” uparcie nie mówi nic dobrego o czymkolwiek, co Metallica zrobiła po 1988r. Szkoda, ponieważ nawet jeśli zespół zmienił swój styl w latach ’90, to nadal tworzył porządną muzykę. „The Memory Remains” z wydanego w 1997r. albumu ReLoad zawiera solidną, gitarową robotę pokrywającą kroczącą dumnie partię rytmiczną, a tekst wbija nóż w przepych i gwiazdorstwo. Smukły, ciężki rytym i przemyślane słowa połączone z wpadającym w ucho nuceniem Marianne Faithfull w rezultacie dają nam intrygującą, muzyczną aranżację, która wyraża esencję stylu ReLoad.

9. „Seek and Destroy”
Oto kawałek, który dał światu w pełni do zrozumienia, czym Metallica miała się dopiero stać. Wraz z wydaniem Kill’Em All w 1983r., „Seek and Destroy” natychmiast stało się hymnem nabuzowanych testosteronem, machających czuprynami fanów zespołu. Pomimo, że Metallica nie wysiliła się zbytnio w tym wypadku, bo techniczny poziom wykonania nie zapiera tchu w piersiach, a lirycznie kawałek nie uwzniośla człowieka, znalazł się na tej liście za stanie się utworem, który pomógł zdefiniować brzmienie thrash metalu.

8. „Fade to Black”
Choć nie należy on do najradośniejszych nut, „Fade to Black” zawiera tak dobre partie gitarowe, że pod koniec utworu słuchacz na swój sposób czuje się podniesiony na duchu. To prawdopodobnie dzięki klimatycznym, solowym zakończeniu w wykonaniu Kirka Hammeta, które czytelnicy magazynu Guitar World uplasowali na 24 miejscu najlepszych solówek wszechczasów. „Fade to Black” zawiera kontrasty pomiędzy lekkim i ciężkim, akustycznym i elektrycznym, a także wolnym i szybkim, tworząc efekt sinusoidy, akcentujący jego myśl przewodnią.

7. „King Nothing”
„King Nothing” ulepiony jest z tej samej gliny, co „The Memory Remains”, jako że uskutecznia silne gitary i spokojny, stanowczy rytm, i pochodzi z tej części historii Metalliki, którą wielu jej fanów krytykuje. Piąty utwór na albumie Load z 1996r. jest ciężki, agresywny i – jak wiele utworów na tej liście – zawiera świetne solo. W dodatku starszy, ponury [ew. chropawy / szorstki – przyp. tłum.] głos Jamesa Hetfielda szczególnie dobrze pasuje w „King Nothing”.

6. „The Unforgiven”
„The Unforgiven” jest najlepszym utworem na Czarnym Albumie Metalliki z 1991r, który sprzedał się w 15 milionach egzemplarzy [w USA – przyp. red.]. Słowa utworu są wyrazem udręki uciśnionego dzieciństwa i, co oczywiste, Kirk Hammett układa własną opowieść w solówce, która jest tak dobrze skonstruowana, że wydaje się, iż bez niej kawałek nie mógłby istnieć. „The Unforgiven” to po prostu genialny utwór on początku, po gasnący w oddali koniec.

5. „For Whom the Bell Tolls”
Ten utwór perfekcyjnie ilustruje piękno wczesnych, metallikowych tekstów. Zespół napisał utwory na ograne tematy, takie jak branie narkotyków, wojna, samobójstwo, itd., ale zrobił z [właściwą sobie] oryginalnością. „Komu Bije Dzwon” to jedno z największych, lirycznych osiągnięć Metalliki; słowa są elokwentne, idealnie zrymowane i mogłyby spokojnie wchodzić w skład poetyckiej antologii przerabianej w college’u. Intro, choć bardzo długie, wprowadza groźny, złowrogi ton, który sprawdza się doskonale w utworze o nadchodzącej tragedii.

4. „One”
Jeżeli jakiś kawałek Metalliki jest nierozerwalnie powiązany z jakimś obrazem, to musi być „One”, które dzięki pierwszemu w dorobku zespołu teledyskowi, mistrzowsko przedstawia wizję Jamesa Hetfielda, Kirka Hammetta i Jasona Newsteda machających głowami unisono tworząc burzę włosów. Utwór przypomina „Fade to Black” w wielu aspektach: jest naprzemiennie wolny i szybki, lekki i ciężki; omawia problem pragnienia śmierci; zarazem jego końcowe solo zgarnęło 7 lokatę na liście najlepszych solówek wszechczasów Guitar World. „One” musimy jednak ocenić [tu]wyżej, niż „Fade to Black”, zwyczajnie z uwagi na sposób, w jaki się zmienia [w jaki zachodzą przejścia]i kończy. Te zaskakujące momenty są [bardzo]szybkie, czyste i brutalne, nawet jak na standardy Metalliki.

3. „Disposable Heroes”
Zdecydowana ścieżka perkusyjna i szybki gitarowy rytm wnoszą do „Disposable Heroes” przepięknie szaleńczą jakość. Słowa, podobnie jak w „For Whom The Bell Tolls”, dają się czytać bardziej jak twór Alfreda, Lorda Tennysona [uznany, XIX-wieczny, angielski poeta – przyp. red.] niż thrashowej kapeli. Ten [chyba]najbardziej niedoceniony utwór Metalliki zawiera najczęściej przeoczane gitarowe solo – długie, wielowarstwowe dzieło sztuki, które zmusza człowieka do zastanowienia, jakim cudem pięć palców Hammetta nigdy nie stanęło w ogniu. Zbyt opanowany, aby nazwać to thrashem i zbyt gorączkowy, by określić go hard-rockiem, „Disposable Heroes” jest heavy metalem do ostatniej, krzykliwej nuty na końcu swojej solówki.
![]()
2. „And Justice for All”
Jak na zespół, który nie sięgał zbyt często do realiów polityki, Metallica dość dobitnie wyraziła się w „And Justice For All.” Przechylająca się pod ciężarem kasy waga w rękach Lady Justice to prosta, lecz potężna koncepcja. O tak, a poza tym mamy ponad 9 minut muzyki, która zaskakuje słuchacza przez całą drogę. Pewnie, ma dobre gitary i słowa, i całą resztę, ale ten utwór jest wspaniały, ponieważ posuwa się do przodu i nigdy nawet odrobinę nie wydaje się powtarzalny. „And Justice For All” otrzymuje numer 2 za bycie jednocześnie eksperymentalnym i epickim.

1. „Master of Puppets”
„Master of Puppets” ma wszystko: gitary od niszczących po kojące, świetny tekst, zdradzający perfekcyjny zamysł i solówki, które są tak naładowane emocjonalnie, że prawdopodobnie mogłyby zostać użyte w leczeniu zaburzeń psychicznych. Już same pierwsze trzy dźwięki są jednymi z najbardziej rozpoznawalnych w całym kanonie rocka, a następujące po nich 8 i pół minuty miota utworem w górę i w dół, z lewa do prawa, od nieskończoności w liniowość. To tak, jakby Hetfield, Ulrich, Burton i Hammett osobno napisali własne utwory, złożyli je razem i stworzyli doskonałego potwora.

Wielu „fanów” uparcie nie mówi nic dobrego o czymkolwiek, co Metallica zrobiła po 1988r [chodziło mu chyba o ’89 – przyp. red.]. Szkoda,
ponieważ nawet jeśli zespół zmienił swój styl w latach ’90, to nadal tworzył porządną muzykę. „The Memory Remains” z wydanego w 1997r.
albumu ReLoad zawiera solidną, gitarową robotę pokrywającą kroczące dumnie, melodyjne tempo, a tekst wbija nóż w przepych i gwiazdorstwo.
Smukły, ciężki rytym i przemyślane słowa połączone z wpadającym w ucho nuceniem Marianne Faithfull w rezultacie dają nam intrygującą,
muzyczną aranżację, która wyraża esencję stylu ReLoad.
9. „Seek and Destroy”
Oto kawałek, który dał światu w pełni do zrozumienia, czym Metallica miała się dopiero stać. Wraz z wydaniem Kill’Em All w 1983r., „Seek
and Destroy” natychmiast stało się hymnem nabuzowanych testosteronem, machających czuprynami fanów zespołu. Pomimo, że Metallica nie
wysiliła się zbytnio w tym wypadku, bo techniczny poziom wykonania nie zapiera tchu w piersiach, a lirycznie kawałek nie uwzniaśla
człowieka, znalazł się na tej liście za stanie się utworem, który pomógł zdefiniować brzmienie thrash metalu.
8. „Fade to Black”
Choć nie należy on do najradośniejszych nut, „Fade to Black” zawiera tak dobre partie gitarowe, że pod koniec utworu słuchacz na swój
sposób czuje się podniesiony na duchu. To prawdopodobnie dzięki klimatycznym, solowym zakończeniu w wykonaniu Kirka Hammeta, które
czytelnicy magazynu Guitar World uplasowali na 24 miejscu najlepszych solówek wszechczasów. „Fade to Black” zawiera kontrasty pomiędzy
lekkim i ciężkim, akustycznym i elektrycznym, a także wolnym i szybkim, tworząc efekt sinusoidy, akcentujący jego myśl przewodnią.
7. „King Nothing”
„King Nothing” ulepiony jest z tej samej gliny, co „The Memory Remains”, jako że uskutecznia silne gitary i spokojny, stanowczy rytm, i
pochodzi z tej części historii Metalliki, którą wielu jej fanów krytykuje. Piąty utwór na alubmie Load z 1996r. jest ciężki, agresywny i –
jak wiele utworów na tej liście – zawiera świetne solo. W dodatku starszy, ponury [ew. chropawy / szorstki – przyp. tłum.] głos Jamesa
Hetfielda szczególnie dobrze pasuje w „King Nothing”.
6. „The Unforgiven”
„The Unforgiven” jest najlepszym utworem na Czarnym Albumie Metalliki z 1991r, który sprzedał się w 15 milionach egzemplarzy [w USA –
przyp. red.]. Słowa utworu są wyrazem udręki uciśnionego dzieciństwa i, co oczywiste, Kirk Hammett układa własną opowieść w solówce, która
jest tak dobrze skonstruowana, że wydaje się, iż bez niej kawałek nie mógłby istnieć. „The Unforgiven” to po prostu genialny utwór on
początku, po gasnący w oddali koniec.
5. „For Whom the Bell Tolls”
Ten utwór perfekcyjnie ilustruje piękno wczesnych, metallikowych tekstów. Zespół napisał utwory na ograne tematy, takie jak branie
narkotyków, wojna, samobójstwo, itd., ale zrobił z [właściwą sobie] oryginalnością. „Komu Bije Dzwon” to jedno z największych, lirycznych
osiągnieć Metalliki; słowa są elokwentne, idealnie zrymowane i mogłyby spokojnie wchodzić w skład poetyckiej antologii przerabianej w
college’u. Intro, choć bardzo długie, wprowadza groźny, złowrogi ton, który sprawdza się doskonale w utworze o nadchodzącej tragedii.
4. „One”
Jeżeli jakiś kawałek Metalliki jest nierozerwalnie powiązany z jakimś obrazem, to musi być „One”, które dzięki pierwszemu w dorobku zespołu
teledyskowi, mistrzowsko przedstawia wizję Jamesa Hetfielda, Kirka Hammetta i Jasona Newsteda machających głowami unisono tworząc burzę
włosów. Utwór przypomina „Fade to Black” w wielu aspektach: jest naprzemiennie wolny i szybki, lekki i ciężki; omawia problem pragnienia
śmierci; zarazem jego końcowe solo zgarnęło 7 lokatę na liście najlepszych solówek wszechczasów Guitar World. „One” musimy jednak ocenić
[tu]wyżej, niż „Fade to Black”, zwyczajnie z uwagi na sposób, w jaki się zmienia [w jaki zachodzą przejścia]i kończy. Te zaskakującemomenty są [bardzo]szybkie, czyste i brutalne, nawet jak na standardy Metalliki.
3. „Disposable Heroes”
Zdecydowana ścieżka perkusyjna i szybki gitarowy rytm wnoszą do „Disposable Heroes” przepięknie szaleńczą jakość. Słowa, podobnie jak w
„For Whom The Bell Tolls”, dają się czytać bardziej jak twór Alfreda, Lorda Tennysona [uznany, XIX-wieczny, angielski poeta – przyp. red.]
niż thrashowej kapeli. Ten [chyba]najbardziej niedoceniony utwór Metalliki zawiera najczęściej przeoczane gitarowe solo – długie,
wielowarstwowe dzieło sztuki, które zmusza człowieka do zastanowienia, jakim cudem pięć palców Hammetta nigdy nie stanęło w ogniu. Zbyt
opanowany, aby nazwać to thrashem i zbyt gorączkowy, by określić go hard-rockiem, „Disposable Heroes” jest heavy metalem do ostatniej,
krzykliwej nuty na końcu swojej solówki.
2. „And Justice for All”
Jak na zespół, który nie sięgał zbyt często do realiów polityki, Metallica dość dobitnie wyraziła się w „And Justice For All.”
Przechylająca się pod ciężarem kasy waga w rękach Lady Justice to prosta, lecz potężna koncepcja. O tak, a poza tym mamy ponad 9 minut muzyki, która zaskakuje słuchacza przez całą drogę. Pewnie, ma dobre gitary i słowa, i całą resztę, ale ten utwór jest wspaniały, ponieważ posuwa się do przodu i nigdy nawet odrobinę nie wydaje się powtarzalny. „And Justice For All” otrzymuje numer 2 za bycie jednocześnie eksperymentalnym i epickim.
1. „Master of Puppets”
„Master of Puppets” ma wszystko: gitary od niszczących po kojące, świetny tekst, zdradzający perfekcyjny zamysł i solówki, które są tak naładowane emocjonalnie, że prawdopodobnie mogłyby zostać użyte w leczeniu zaburzeń psychicznych. Już same pierwsze trzy dźwięki są jednymi z najbardziej rozpoznawalnych w całym kanonie rocka, a następujące po nich 8 i pół minuty rzuca utworym w górę i w dół, z lewa do prawa, od nieskończoności do liniowości. To tak, jakby Hetfield, Ulrich, Burton i Hammett osobno napisali własne utwory, złożyli je razem i stworzyli doskonałego potwora.