W wywiadzie dla Revolver, w którym w większości Kirk powtarza rzeczy, które słyszeliśmy już co najmniej kilka razy, jest parę ciekawszych akapitów, które niniejszym tłumaczymy. Dotyczą Cliffa, który – jak się okazuje – słuchał dawnej twórczości Lou Reeda i podsunął ją Kirkowi. Do tego akapit o tym, co dla każdego z nich było w robieniu Lulu najfajniejsze.

– Czy Lou Reed muzycznie wpłynął na Metalliką jeszcze przed tym?
To bardzo, bardzo interesujące pytanie, ponieważ osobą, która nakręciła mnie na Velver Underground, był Cliff Burton. Słuchał Velvet Underground. Zaczął słuchać Velvet Underground na trasie Ride The Lightning, a on i ja dzieliliśmy pokój. Tak więc zmienialiśmy się w roli DJ-a i zarzucaliśmy różne rzeczy. A on zawsze zapodawał to samo. Zawsze zapuszczał Misfitsów [śmiech], Lynyrd Skynyrd, Velvet Underground, Dictators i Creedence Clearwater Revival. To powiedziawszy, zawsze byłem fanem Velvet Underground, odkąd Cliff mnie na nich nakręcił.
Musisz naprawdę, naprawdę zrozumieć kontekst Velvet Underground, by naprawdę w istocie docenić to, co zrobili. Pisali utwory, a Lou pisał teksty, dla których nie było wcześniej precedensu. Dla mnie, to zasługuje na największy szacunek, ponieważ można to samo prawie powiedzieć o Metallice. Przed nami nie było precedensu dla tego, co robiliśmy. W takim ujęciu, pewnie, wielki wpływ. Są outsiderami, Velvet Undergound, w dużej mierze tak, jak Metallica wtedy była i nadal jest do pewnego stopnia dzisiaj. No weź [śmiech], Lou jest oryginalnym punkiem. Autentycznie jest oryginalnym punkiem. Zgłębił całą tą punkową mentalność. To jest teraz w Metallice, ponieważ dzielimy nieco tej punkowej etyki. Zawsze tak z nami było i nadal jakby jest, powiedziałbym. Nasze nastawienie „pierdolić to wszystko”. [śmiech]
– To ciekawe, że 25 lat po odejściu Cliffa on nadal ma wpływ na to, co robicie.
Wiesz, masz absolutną rację. Tak naprawdę nigdy się zbytnio nad tym nie zastanawiałem i nie patrzyłem na to w ten sposób. Ale tak, nadal na nas oddziałuje i nadal ma na nas wpływ, co jest dość niesamowite.
(…)
– Co w studio było dla was wyzwaniem?
Dla mnie, dużą sprawą było to, że Lou Reed nie lubi solówek, a ja jestem gitarzystą prowadzącym. Musiałem wyjść z totalnie innym nastawieniem, więc grałem dużo gitary na syntezatorach, na Moog [firma robiąca elektroniczne instrumeny – red.]. I grałem sporo eBow, elektronicznym smyczkiem na mojej gitarze. Zacząłem od takiego podejścia i to zadziałało genialnie, ponieważ dostawaliśmy dźwięki i tekstury, które wpasowywały się w ogólny klimat tekstów i utworów. I zasadniczo tego, co chcieliśmy osiągnąć. A Lars wykonał wiele totalnie eksperymentalnych rzeczy na perkusji. James był naprawdę, naprawdę szczęśliwy z faktu, że nie musiał pisać całej masy tekstów i śpiewać każdego słowa w każdym kawałku. Rob był w ogóle w to wciągnięty. Był totalnie i kompletnie w to wciągnięty. To była bardzo fajna sytuacja dla nas i była bardzo, bardzo komfortowa. Było bardzo fajnie.
[Update:]
Oficjalne wideo z Lulu Listening Party:
httpvh://www.youtube.com/watch?v=7cHesdP5BxY
Wypowiedź Kirka: „dla nas muzyka jest jak woda – pozostaje świeża, gdy płynie”
httpvh://www.youtube.com/watch?v=n8eX36HwWik