W wywiadzie dla SFGate.com, Kirk Hammett pytany jest o opisaną w swojej książce „Too Much Horror Business” kolekcję – plakaty, maski i in. gadżety zw. z horrorami, które przypadają do gustu również jego dzieciom. Wraca również do czasów Black Albumu, kiedy to napisał chyba najsłynniejszy swój riff z „Enter Sandman” oraz porównuje obecną Metallikę do starej.

Wywiad przeprowadzany jest w domu Hammetta, który patrząc jak jego 5-letni Angel i 4-letni Vincenzo biegają po domu, pyta:
– Skąd im się to bierze? Ta cała energia?
Gdy dzieciaki znikają za zamkniętymi drzwiami, uśmiecha się lekko. Niedawno wraz z Metalliką grał na festiwalu Outside Lands raptem 2 mile od domu:
– Mówiłem przyjaciołom, że pojadę tam rowerem. Potem zdałem sobie sprawę, że to raczej nie najlepszy pomysł. Fajną rzeczą w graniu na Outside Lands było wejście na scenę, czułem nadciągającą [przed oczami]mgłę. Zmagam się z tą mgłą co dnia. Nagle uświadamiam sobie, że tam gram. To byłą jedna z tych sentymentalnych rzeczy w rodzimym mieście, która się czasem przytrafia. To nie jakaś tam mgła – to moja mgła.
W pokoju gościnnym Kirka każdy cal na ścianie zajęty jest przed rzadkie, stare plakaty, oprawione w eleganckie ramy, odkupione od drogich domów aukcyjnych, w których tylko się kurzyły. Przykładowo teaser pierwszego „Frankensteina”, hiszpańska reklama „Nosferatu”, oryginalny plakat „Mumii”:
– Siedzę w tym od 5 roku życia. Można by powiedzieć, że kolekcję zacząłem już wtedy. Ale w pewnym momencie, gdy miałem 14 lat, odkryłem muzykę i przez długi czas to ona okupowała moje życie.
Jego kolekcja jest de facto drugą najlepszą tego typu na świecie:
– Mieszkam z tymi rzeczami już tak długo w relacji sam na sam. To będzie dla mnie przełom, gdy wszyscy dowiedzą się, co [dokładnie] jest w moim posiadaniu.
Poza książką, w której znajdzie się ponad 300 zdjęć z kolekcji, Kirk rozmawiał również z S. Chirazzim z fanklubowego magazynu „So What!” w 3-częściowym wywiadzie na jej temat, w którym zdradza, do jakich ekstremów posuwał się, by zdobyć niektóre egzemplarze. Jego dom mógłby robić za muzeum.
Dysponuje również silikonową rzeźbą w rozmiarze 1:1: aktora Bela Lugosi w kostiumie z filmu „Białe Zombie”, oraz manekinem Borisa Karloffa ubranego w oryginalne rzeczy z filmowej adaptacji „The Black Cat” Edgara Alana Poe. Ma też swoją podobiznę zwaną Kirk Von Hammett – i tu news w newsie – która ma być jedną z postaci w jego nowej (nadchodzącej?) linii strasznych zabawek.

W jego biurze pełno jest profesjonalnie, ręcznie malowanych masek lateksowych postaci takicj kaj Dracula, Wilkołak, czy Potwór z Czarnej Laguny. W garażu natomiast ma całe półki zabawek i innych osobliwości: gier planszowych, pudełek śniadaniowych, mechanicznych opakowań po cukierkach PEZ, sztucznych głów i in.
– Moja miłość dla tych rzeczy jest szalona i totalnie obsesyjno-kompulsywna. To jedna z TYCH rzeczy. Wciąż czekam aż z tego wyrosnę, będę miał tego dosyć albo znudzę się tym. Ale to się nie dzieje.

Kirk dorastał przy 20th & South Van Ness w Mission District, gdzie wydawał swoje pieniądze z rozwożenia mleka w San Francisco Comic Book Co. na 23rd Street – sklepie o powierzchni 200m2, którego właściciel, Gary Arlington, był gospodarzem grupy wielu wpływowych, podziemnych rysowników komiksów.
– Między 6 a 12 rokiem życia właściwie tam mieszkałem. Pamiętam jak spotkałem Roberta Crumba, gdy miałem 10 lat. Gdy jesteś dzieckiem, ciężko ci pojąć takiego odmieńca. Nigdy nie zapomnę jak bardzo grube miał okulary.
Lubił wyrywać się z domu do Grand Theater na rogu 23rd i Mission St., gdzie oglądał takie klasyki jak „Odrażający Dr Phibes”. Wolał to niż towarzystwo hipisowskich przyjaciół jego rodziców, którzy bardzo lubili halucynogenne zabawy:
– W moim domu było dziwacznie, gdy byłem dzieciakiem. Nie miałem jakiejkolwiek traumy. Po prostu znalazłem swoją niszę i trzymałem się jej.
W swojej katolickiej szkole przez pewien czas znany był jako „potworny dzieciak” [„the monster kid”. Potem dzięki starszemu bratu Rickowi odkrył Hendrixa i Led Zeppelin i nie mógł już myśleć o niczym innym:
– Gra na gitarze przejęła całe moje jestestwo.
Pierwszą gitarę kupił, gdy uczęszczał do De Anza High School w Richmond i pracował w Burger Kingu – dość długo, by odłożyć na wzmacniacz. Potem wziął nieco lekcji u Joe Satrianiego.
Reszta, w tym wielki sukces, jest historią:
– Pytałem siebie milion razy, dlaczego sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej. Nie wiem.
Sprzedany w nakładzie 30 milionów egz. na całym świecie Black Album zawiera riff, który uważa się za jego największy wkład w rock’n’rolla – „Enter Sandman”:
– To riff, o którym nikt nie da mi zapomnieć.

Wprowadzenie do R’n’R Hall of Fame nie jest dla Kirka czymś istotnym, wręcz przeciwnie:
– To wszystko jest dla mnie niedorzeczne. Chodzi tylko o to, by robić coś, co porusza ludzi na poziomie emocjonalnym.
Lata ’90 i trzecie tysiąclecie upłynęły zespołowi na tworzeniu bardzo zróżnicowanych rzeczy, co nie przeszkodziło mu w sprzedaniu kolejnych milionów płyt, jednak krytyka ich nie omija:
– To bardzo trudna sprawa. Koniec końców zaczynasz konkurować z samym sobą.
W filmie SKOM Kirk ukazał się jako mediator między Hetfieldem a Ulrichem. Czy zawsze czuł się spoiwem w grupie?
– Przez długi czas tak się czułem. On [oObert Trujillo] jest jednak łagodniejszy nawet ode mnie.
Jego zdaniem Metallica jest dziś dużo dojrzalsza, a Lars i James są ze sobą na dobre i na złe bardziej niż kiedykolwiek. Dawne tarcie między nimi napędzało agresywne brzmienie zespołu w jego początkach, ale to już przeszłość:
– Nie jesteśmy tymi samymi ludźmi, jakimi byliśmy tworząc tamte albumy, przykro mi. Tak już jest. To dla mnie zupełnie i kompletnie i absolutnie w porządku, że nie jesteśmy już tamtymi ludźmi.
Po zejściu na dół dzieciaki po lunchu wpadają do strasznej jamy ojca z trwogą:
– Gdy widzę, jak moje dzieci bawią się swoimi Lego, wracam do czasów, gdy spędzałem czas bawiąc się swoimi figurkami potworów. Zabiera mnie to tam na chwilę.
Powoli pokazuje im swoje zabawki z dzieciństwa.
– Jednego dnia oglądaliśmy też „Narzeczoną Frankensteina” i bardzo im się podobało.
Pamięta, jak ojciec zabrał go na „Odyseję Kosmiczną” i „Barbarellę” – te filmy miały na niego i jego wyobraźnię ogromny wpływ w bardzo młodym wieku. To samo chce przekazać swoim synom.
Ostatnio, gdy oglądali „Pogromców Duchów”:
– Powiedziałem do młodszego, 'To trochę straszne, ale będę siedział tuż przy tobie.’ A on mi na to, 'Nie musisz tego robić, tato. Jestem twardy.’
Nigdy chyba nie będzie z niego bardziej dumny.