Wielu fanów zespołu do dziś nie może pogodzić się ze śmiercią gitarzysty, który był w grupie od początku jej istnienia. Muzyk odszedł od nas 2013 r., a zastąpił go Gary Holt. Kolega z zespołu – Kerry King, w wywiadzie z The Breakdown, wspomina przyjaciela i zdradza, za czym najbardziej tęskni:
Najdziwniejszą rzeczą w tym, że Jeffa nie ma już z nami i jednocześnie czymś, za czym najbardziej tęsknię jest po prostu muzyczny wkład kogoś, kto zawsze towarzyszył mi w pisaniu muzyki i robił to przez 30 lat. I to był duży znak zapytania przy tworzeniu „Repentless”. Wiedziałem, że napisałem mniej więcej taką samą ilość utworów i riffów jak on, ale minęło dużo czasu, od kiedy usiłowałem zrobić coś złowieszczego i zapadającego w pamięć. Napisanie 'When the Stillness Comes’ było dla mnie samego dowodem, że to potrafię. Wiedziałem także, że niektórzy będą nienawidzili album tylko dlatego, że Jeffa na nim nie ma. Dlatego, że to wydawnictwo, jakie by nie było, będzie po prostu inne. Ale jestem dumny jak diabli z niego. Myślę, że jest lepsze niż jakiekolwiek inne, lepsze, niż się spodziewałem. Mieliśmy dużo czasu na pisanie materiału do niego. Jednak jeśli znajdzie się jakiś krytykant, który stwierdzi, że Slayer nie jest już taki sam, to muszę się z tym nie zgodzić, ponieważ album brzmi jak każdy inny. Niestety, mój przyjaciel – Jeff – nie udzielał się na nim i utraciliśmy jego wkład, ale, wiesz, jest z nami duchem.
