W wywiadzie dla indyjskiego Rolling Stone Kerry King zapytany został o parę rzeczy zw. z Wielką Czwórką oraz graniu przez 30 lat i to w ciągle nowych miejscach.

– Wiele było fałszywych alarmów dot. waszego koncertu w Indiach [Slayer zagra tam dziś na festiwalu Rock N’ India jako headliner – red.]. Już w 2010r. słyszeliśmy, że Slayer przybędzie tu z Testamentem, ale nigdy do tego nie doszło.
Nie do wiary, że robimy to już 30 lat, a jednak nie byliśmy tu wcześniej. A za parę tygodni gramy w Paragwaju. Jest nadal wiele miejsc na świecie, w których jeszcze nie byliśmy. Lubię być na trasie, więc będzie ciekawie znaleźć się w Indiach. W kolejnym miesiącu będę w Indiach, Japonii, Ameryce Południowej. Moje życie jest więc dość zajęte.
– Czy usłyszałeś cokolwiek odnośnie tego, czego można po Indiach się spodziewać od swoich przyjaciół z Metalliki lub Megadeth – kapel, które tutaj już były?
Nie, rzadko rozmawiam z ludźmi z Megadeth. A Metallica jest równie zajęta co my. Po prostu się mijamy. Ale zabawne jest to, że gadam z ludźmi z ekip. W zasadzie więcej rozmawiam z ludźmi z ekip niż z samymi zespołami, bo wiesz, ekipa może pracować zarówno dla Megadeth i może pracować dla nas. Mają więc o czym opowiadać.
httpvh://youtu.be/iv1KA1_umo4
Megadeth feat. Kerry King – „Rattlehead”
– Ostatnie kilka lat było dość ekscytujących, zwłaszcza trasa Big 4 rozpoczęta na Sonisphere. Pamiętam jak Dave [Lombardo] powiedział mi w 2010r., że ostatni raz, gdy Slayer grał z Metalliką miał miejsce we wczesnych latach ’80 w Orange County, gdy oboje, Mustaine i McGovney, byli jeszcze w tym zespole. Tak więc, Kerry, jak wspominasz swoje doświadczenie całej trasy Big 4?
Wiesz, to zabawne. Co do Metalliki, zabawne jest w naszych zespołach to, że nigdy właściwie ze sobą nie gadamy. Nie dlatego, że mamy coś do siebie. Po prostu dlatego, że byliśmy w kompletnie różnym obiegu. Gdy my byliśmy w trasie, oni byli w domu. Gdy oni byli w trasie, my byliśmy w domu. Więc poza paroma koncertami dawno temu w Orange County, jak powiedziałeś, zagraliśmy może pięć wspólnych koncertów w ciągu 25 lat na przypadkowych festiwalach. Więc było naprawdę fajnie móc nawiązać ten kontakt. Pomyślałem wchodząc w to wszystko, że cały ten pomysł z Big 4 polegał na tym, by te kapele ze sobą spotkać. To co po tym dla mnie zostało, to świetna okazja i świetne wspomnienia.
– 2013 będzie 30. rocznicą „Show No Mercy”. Czy kiedykolwiek siadasz, patrzysz wstecz i myślisz, „Wow, istniejemy już od trzech dekad!”
Absolutnie! Na początku nigdy nie zakładałem, że będziemy istnieli 30 lat. Mieliśmy farta. Nasza pierwsza płyta wyszłą, gdy ja i Jeff mieliśmy po 19 lat, Dave miał 18, a Tom chyba 22. Mieliśmy więc dość szczęścia, że zaczęliśmy wcześnie. W tamtym czasie zabraliśmy się za muzykę, żeby mieć piwo i laski. I na szczęście ktoś nas odkrył i zbudowaliśmy na tym karierę. Myślę, że dla wielu zespołów pierwsza płyta jest ich szansą na zdobycie sławy. Na drugiej płycie muszą to powtórzyć.