Slayer z dużym prawdopodobieństwem wyda kolejną płytę już w przyszłym roku. Tak stwierdził w wywiadzie udzielonym dla Revolver Kerry King. Jak zdradza gitarzysta grupy, muzycy mają dużo materiału, którego nie zdążyli dokończyć na wydany w 2016 roku „Repentless”:
Zabawna sprawa, „Repentless” nie ma nawet dwóch lat, choć wydaje się, że trochę czasu już minęło. Zostało nam z tego okresu sześć czy osiem nagranych utworów – niektóre z wokalami, niektóre z solówkami, wszystkie z partiami rytmicznymi. Kiedy więc zostaną napisane teksty, i o ile nie zmienią one muzyki, to będziemy mieli gotowy materiał na następny krążek. Mamy więc ponad połowę płyty gotową, jeśli uda się dokończyć te kompozycje. Nigdy w historii nie byliśmy tak gotowi na następny album – nie ma sensu nie zabrać się do roboty nad nim kiedy ponad połowa jej jest już za nami. Wystarczy napisać jeszcze kilka numerów, dać paru innym ostatnie doszlifowanie i jesteśmy na mecie. Jeśli znajdziemy chwilę czasu, a wiem, że mamy okienko pod koniec tego roku, to być może skupimy się na tym.
Pytany, czy jest więc szansa, że dostaniemy nowy krążek w przyszłym roku odpowiada:
Prawdopodobnie – ale nie chcę nic obiecywać, bo kiedy to robię, to zawsze wychodzę potem na kłamcę. [śmiech]
Poza planami na nagrywanie materiału Kerry zdradził również, czego słucha najczęściej w wolnych chwilach. Nie będzie zaskoczeniem dla fanów Slayera, że King jest przede wszystkim fanem klasyki gatunku:
Kiedy jestem na siłowni muszę coś włączyć, bo zanudzę się na śmierć tym, co leci w pomieszczeniu. Na takie wypadki mam dwa pewniaki – dwa albumy Judas Priest, „Stained Class” i „Defenders of the Faith”. Jasne, mogę puścić inne krążki, ale na tych dwóch absolutnie każdy numer jest dobry. Czasami leci „Long Live Rock 'n’ Roll” (Rainbow), czasami leci coś z wcześniejszych lat Black Sabbath, w tym płyty z Dio. Co jakiś czas wrzucam też „Doomsday Machine”, płytę Arch Enemy; uwielbiam ten album.
