Kolejny z wywiadów opublikowanych w specjalnym wydaniu Metal Hammera i So What! przygotowanym z okazji 30. urodzin Metalliki. Po rozmowach z Larsem Ulrichem i Robem Trujillo pora na frontmana, wokalistę i gitarzystę rytmicznego. James Hetfield opowiada w kontekście tej rocznicy o takich sprawach, jak relacje z byłymi członkami zespołu, sięganie po nigdy nie grane utwory, trudzie przygotowań do imprezy w Fillmore czy szacunku dla innych wykonawców, oraz różnych sprawach dot. gości specjalnych – ojca Cliffa Burtona, Jasona Newsteda, Ozziego Osbourne’a, Dave’a Mustaine’a i in..

Jaan Uhleshki: Jak na tak gigantyczne przedsięwzięcie, na scenie wyglądałeś na dość odprężonego. Nie zawsze tak było.
James Hetfield: Bardzo staram się polegać na intuicji i zdaję sobie sprawę, że gdy myśli się za dużo, to nie da się zachować naturalności. Im bardziej jesteś swobodny, tym więcej ludzi to zauważa i wszystko staje się prostsze.
Powiedziałeś mi kiedyś, że na scenie czujesz się bardziej komfortowo niż poza nią. Czy dalej tak jest?
Tak, zgadzam się. Powiedziałbym, że nadal czuję się trochę nieswojo w towarzystwie, ale to jest OK, z kolei nie ma problemów, gdy opowiadam o Metallice. Łatwo się o niej rozmawia, dlatego w wywiadach jestem bardziej otwarty. Jest tak przeważnie dlatego, że zespół to moja pasja i mam o nim sporo do powiedzenia. W pozostałych sytuacjach jestem bardziej nieśmiały.
A do tego jesteś największym ekspertem w sprawach Metalliki i nigdy się w tym temacie nie pomylisz.
Masz rację. Karcę się jednak za to, że nie jestem elastyczny w towarzystwie i nie umiem wskoczyć do każdej rozmowy i powiedzieć coś głębokiego. Chyba jestem trochę zbyt surowy tak siebie obwiniając, do momentu, gdy zaczynamy rozmawiać o muzyce.
Pozwólmy więc, że będziesz ekspertem od Metalliki i powiesz mi, co wg ciebie najbardziej zmieniło się przez te 30 lat.
Na pewno w ostatnich pięciu latach czuć pewną atmosferę nostalgii – z powodu Alei Sław Rock and Rolla i kilku innych rzeczy. Death Magnetic na pewno sprawił, że bardziej niż kiedyś zajrzeliśmy do naszej dyskografii [szukając inspiracji]. To więc się zmieniło. Potrafimy obejrzeć się w przeszłość i być dumnymi z tego, co dokonaliśmy, uznać wkład innych osób, które nam pomogły. Wcześniej baliśmy się to zrobić myśląc, że to zawlecze nas w przeszłość. Bałem się, że nostalgia pozwoli na lenistwo. Spoczywasz na laurach dokonań zamiast pędzić naprzód, ale teraz wiem, że w naszym przypadku tak nie jest. Obie rzeczy wychodzą nam teraz o wiele lepiej.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=tC0p-C_aU4o
Na obchody 30. rocznicy zaproszone były przez was osoby, które stanowiły monolit Metalliki, ale już tego nie robią. A dokładniej: Dave Mustaine, Bob Rock i Jason Newsted.
Na Rock and Roll Hall of Fame nauczyliśmy się sporo o dojrzałości jeśli chodzi o dawnych członków itp., szczególnie oglądając jak wprowadzane tam zespoły spierają się o różne drobiazgi. Nie patrzyli na to z większej perspektywy. Wybaczcie, ale jest wiele osób, które lubiły dany skład albo dorastały z nim, dlaczego więc tego nie świętujecie? Dlaczego nie doceniacie tej części waszej historii? To smutne i samolubne. Ponieważ mogliśmy zaprosić na scenę Dave’a, Jasona, Boba i wszystkich tych, którzy tworzyli naszą historię, wznieśliśmy się ponad te przepychanki i świętowaliśmy. Sądzę, że szczególnie Dave wydaje się zdrowszy po wszystkich swoich walkach. Wygląda na mniej zgorzkniałego. Widzę też, jak opowiada w prasie o jammowaniu z nami i nagraniu albumu. Czytam to i myślę: „Chwila chwila chwila. To jest ten Dave, o którym jakby chcieliśmy zapomnieć. Wiesz, mocny w gębie, szukający tylko zaczepki.’ Ale jest w nim autentyczność, kiedy mówi. Nie myśli zbyt dużo zanim to robi, idzie na żywioł. Na dodatek teraz ma dobre intencje. Myślę więc, że świetnie było zagrać z ludźmi ze wszystkich części naszej historii. Fani mogli zobaczyć całą Metallikę – zarówno radość, jak i te trudne momenty. Pokazanie jednych i drugich było ważne.
Niczym lekcja historii Metalliki, ale również wykład z psychologii stosowanej.
Nie rozumiem, jak Steve Tyler i Joe Perry mogą być wściekli na siebie za każdym razem, gdy są na scenie. Nie łapię tego. Stojąc na scenie jest się tak pełnym energii, że nie wiem, jak można tak postępować. Jak w ogóle można kogoś nienawidzić?
Kiedy Ozzy Osbourne i Geezer Butler weszli na scenę, podniosłeś ręce i powiedziałeś: „Super”. Zrobiłeś to bardzo powściągliwie, ale był to wspaniały moment. Czy było wtedy w tobie poczucie, że jesteś w tej chwili fanem a nie Jamesem Hetfieldem z Metalliki?
Całkowicie. Na każdym jamie. Było kilka naprawdę wspaniałych doświadczeń na scenie. Mieliśmy 78 kawałków i jamy jamujące w naszych głowach – teksty, aranżacje oraz gitarowe, melodyjne solówki, które zapomniałem, że kiedykolwiek grałem – całe to ćwiczenie w pamięci naszej kariery; to ten moment, kiedy poczułem, że nie chcę tego spieprzyć. Później jest dalsza część, gdy stoimy przed publicznością, więc zróbmy to dobrze i gładko. A następna część jest w stylu: „o mój Boże, jestem fanem, popatrz, kto tu z nami gra.” Chciałem cieszyć się tą chwilą oraz porzucić moje obawy przed graniem tego, co mamy grać, i być tym fanem tam na scenie. Minuta po minucie przechodziłem przez te wszystkie role. Były oczywiście momenty, kiedy po prostu stałem z boku i obserwowałem, zwłaszcza, gdy John Bush [wokalista Armored Saint]stał z nami na scenie i śpiewał. „The Four Horsemen” jest jednym z utworów, które nie są zbyt trudne, więc miałem wtedy mniejszą odpowiedzialność, i mogłem spojrzeć Johnowi w oczy i pomyśleć: „o mój Boże, to się w końcu stało. John Bush w końcu śpiewa utwór Metalliki.” [we wczesnych latach 80. John dostał ofertę z Metalliki, aby objąć posadę wokalisty, ponieważ James czuł się niezbyt pewny swoich wokalnych umiejętności. Bush postanowił jednak zostać w Armored Saint.]
To musiał być dosyć surrealistyczny moment.
Z innymi wokalistami [zaproszonymi na obchody 30-lecia]było podobnie. Z Ozzym i Robem Halfordem, po prostu mogłem ich obserwować jak robią, co mają robić, samemu stojąc na uboczu. Pozwoliłem im zawładnąć sceną i robić, co im się podoba.
To zabawne, mając Johna Busha śpiewającego z tobą fragmenty „It’s a Wonderful Life” w zamian. Jak by to wyglądało, gdyby John zaakceptował wtedy waszą ofertę i stał się głównym wokalistą Metalliki?
Cóż, to jest rzecz, której się boję, że jeśli ludzie widzą to, co chcą widzieć, to co potem? Wiesz co będzie potem? Coś w stylu: „OK, widzieliśmy Johna Busha jako głównego wokalistę. Jakie inne tajemnice zostaną teraz odkryte?” Wiesz, jesteśmy po koncertach Big 4 i jamujemy z Davem Mustainem. „O, oni są teraz przyjaciółmi, na kim możemy teraz polegać?”
httpvh://www.youtube.com/watch?v=25XSRjC8G3A
Chodzi ci o to, że myślisz, że stajecie się coraz wygodniejsi? Teraz przywróćmy znowu nienawiść. Co jest James? Gdzie ta nienawiść?
Cóż, tego nam nie brakuje. Dostajemy tego dużo, więc jedyne, co musimy zrobić to wpisać Metallica w Google i wyskakuje nam pełno tego typu rzeczy. I ty wiesz, że to dobrze być nienawidzonym. I nawet, kiedy to wielkie wydarzenie [koncerty w Fillmore]się odbywa, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie marudził. Ale tajemnica to dla mnie część magii. I wiem, że w dobie internetu, YouTube i wszystkimi wszędzie w każdej chwili, tajemnica musi być częścią nas.
Nie chciałabym zbyt uchylać rąbka tajemnic Metalliki, ale powiedz, kiedy zapaliła się w waszych głowach żarówka z pomysłem, że powinniście świętować 30-lecie w ten sposób?
Myślę, że fani są za to odpowiedzialni. Fani są bardzo dobrzy w pamiętaniu o różnych rocznicach i oczywiście im starsi jesteśmy, tym więcej rocznic jest przed nami. Ale to nie jest tak, że mógłbym o tym zapomnieć, ponieważ mam wytatuowane 81 obok M na nadgarstku. Właśnie tam mam datę rocznicy.
Jaka jest dokładna data?
Późny rok 1981. Myślę, że wraz z Big 4, z wszystkimi myślami o jamowaniu z zespołami z Bay Area, ja byłem wtedy kompletnie zanurzony w muzyce New Wave Of British Heavy Metal i jak piękne to było dla mnie. Później zdałem sobie sprawę, że scena Bay Area może nie dać mi tego, co NWOBHM. Z tego powstała Big 4, wraz z nami próbującymi ponownie zaznaczyć to na mapie. Albo ostrzec ludzi przed tym. Tak więc w związku z tym wszystkim, myślę, że ogarnęła nas nostalgia. Potem pomyśleliśmy: „dlaczego nie zrobić tego [koncertów z okazji 30-lecia] w formie imprezy, zamiast koncertu?” Następnie pomyśleliśmy o zrobieniu tego w Fillmore, a potem wszystko zaczęło się składać w jedną całość.

Myślisz, że celebracja 30-lecia Metalliki była zakończeniem jakiegoś cyklu, czy zamknięciem pewnego rozdziału w waszej historii i rozpoczęcie nowego?
Możliwe. Mam na myśli to, że nasz baner głosił: „Metallica: Pierwsze 30 lat.” Część mnie rozmyśla, czy nie powinniśmy po prostu się z tym pogodzić. Ale nie mogę. Nie mogę tego nie zrobić. To jest styl, w jakim wyrażam swoje życie. Myślę o tych wszystkich rzeczach, które się nam przydarzyły. Nie mogę na to patrzeć w stylu: „OK, skończyliśmy z tym, jedziemy dalej.” Myślę, że dynamika w Metallice jest teraz najzdrowsza w naszej historii. Zwłaszcza między Larsem a mną, ponieważ ta dynamika jest najważniejsza – to nie tak, że dwaj pozostali nie są ważni. Ale w ciągu całej naszej kariery Lars i ja stworzyliśmy wiele tarć z powodów, których nawet nie znamy. Teraz to jest przeszłość, i myślę, że troska o Metallikę jest ważniejsza, niż obranie własnej drogi. To nie jest kompromis. To jest urzeczywistnienie. Myślę, że wszystkie rzeczy, jakich doświadczyliśmy będą teraz łatwiejsze, i będziemy mieć więcej zabawy robiąc je. Myślę, że to wychodzi w pracy.
Jak w każdym rodzaju znajomości, związku, jednym z zadań jest jego ochrona.
To jest bardzo ważna relacja i nawet, kiedy wchodzimy na sporny teren – co jest świetne, ponieważ wiele kreatywnych pomysłów wtedy powstaje – ja myślę, że większa perspektywa jest OK. Byliśmy tutaj i nie możemy przez to przejść. Ale nie rozwiedziemy się, czy coś w tym rodzaju.
Więc to nie jest tak, że ty narzucasz swoją koncepcję bardziej, albo on tak robi. Wypracowaliście formułę, aby iść razem.
Yeah. Wiem, że nasze wizje poszły w innych kierunkach i obaj wiemy, jak to zrobić oraz obaj wiemy, jak nawzajem to robimy. Mam mniej energii w zatrzymywaniu go, niż miałem kiedyś. Energię, którą mam teraz, używam do pozwolenia mu iść własnym kursem. Wiem, dokąd on zmierza i jest mi z tym dobrze. Ten entuzjazm to część jego charakteru, to część jego uroku i radości, które w nim kocham. Ale z drugiej strony doprowadza mnie to do szału. Obie rzeczy naraz.
Jak przygotowałeś się to tych czterech koncertów? Wiem, że musiało się to odbyć na płaszczyźnie mentalnej, fizycznej i emocjonalnej.
Wiele rzeczy się na to złożyło. Oczywiście to się zaczęło od kilku pomysłów, a potem zdaliśmy sobie sprawę z tego, że lepiej zaprosić innych ludzi do celebrowania tego wydarzenia. Zaprosiliśmy Vickie Strate z Met Clubu. Zaprosiliśmy management i innych artystów. Wkrótce cała Metallikowa rodzina była zaangażowana, od Met Clubu po management. Każdy był uwikłany w tworzenie pomysłów i organizację, od logistyki po inne sprawy. To była naprawdę drobiazgowa robota: „jak to będzie wyglądać w Fillmore? W jaki sposób ludzie dostaną swoje bilety? Co my im damy? Co powinniśmy sprzedawać? Jaka powinna być cena?” Mam na myśli to, że było bardzo wiele rzeczy, które należało zrobić. Pierwszą rzeczą było znalezienie kogoś, kto ugościłby fanów. Myślę, że Jim Breuer był odpowiednim kolesiem do tego zadania. Po prostu to wiedziałem. Było w sumie jeszcze parę innych osób, które by się do tego nadawały. Myślę, że Dave Grohl [lider Foo Fighters, a wcześniej bębniarz Nirvany]byłby też dobrą opcją. Robił dla nas takie rzeczy w radio. Jose [Mangin] z Liquid Metal, z którym jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, mógłby to zrobić. Ale Jim był naszą podstawową opcją. Fani świetnie się z nim bawią. Do tego kocha metal. W dużej mierze to sprowadziło się do tego, że Jim mógł tam być i robić sobie jaja na scenie, do tego wszyscy fani byli z nim. Kiedy zdecydowaliśmy się na Jima, inne pomysły z miejsca odpadły.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=g0Tb5NPIwZc
Czy byłeś zaangażowany w zbieranie Metallikowych ciekawostek?
Zostawiliśmy to innym ludziom. Jest wielu obsesyjnych fanów w składzie Met Clubu, więc to oni byli za to odpowiedzialni. Nie powiedziałbym, że Lars nie maczał w tym palców, ponieważ to jest temat, który lubi. Jest największym fanem Metalliki i zawsze tęskni za naszą przeszłością.
Rozumiem, że priorytetem w kwestii tych koncertów [z okazji 30-lecia], były 8-godzinne próby, a następnie próby dźwięku, po 4 godziny każda. Jak to przetrwałeś?
Myślę, że głównym powodem było to, że to kochaliśmy, i chcieliśmy to zrobić. To pozwoliło nam przez to przejść, to takie proste. Wiedzieliśmy, że będzie z tym świetna zabawa. Wiedzieliśmy, że będziemy także musieli ciężko pracować; nie wiedzieliśmy jednak, że będzie to tak intensywne. Chodzi mi o to, że to były ćwiczenia oraz wielkie wyzwanie w kwestii wiary w samych siebie: wiary w nasze umiejętności i poziom energii. Fakt, że to kochaliśmy sprawił, że o było dużo łatwiejsze. W piątkowe popołudnie [9 grudnia] podczas jednego z jamów na próbie, Glenn Danzig popatrzył na mnie i powiedział: „wszystko OK?” Odpowiedziałem mu , że jestem zdarty mentalnie. I naprawdę byłem. Byłem jak zombie, a wciąż było jeszcze wiele do zrobienia. Ludzie, którzy się tam pojawili, pomogli mi utrzymać energię. Myślę, że wiele z rzeczy do zagrania na gitarze było dość trudnych, byłem trochę zaniepokojony o kilka rzeczy, które mogę zapomnieć, albo o jakieś solówki; ja i Kirk dyskutowaliśmy na temat solówek. On mówił, że to moje solo, a ja, że to jego. Potem zorientowałem się, że to jest moje solo. „O mój Boże, to jest moja solówka i muszę się jej nauczyć.” Ostatecznie powiedziałem do Kirka: „Mam dosyć dużo roboty ze śpiewaniem, możesz ty wziąć to solo?” Wiesz, to były próby znalezienia oryginalnych sposobów, na zagranie tych kawałków. Co za wielkie wyzwanie. Jeśli to nie było by w Fillmore, dla fanów, prawdopodobnie nie byłoby z tym tyle zabawy. To niesamowite miejsce. Świetnie brzmi tam muzyka, jest wygodnie i jest blisko.

Opowiedz mi trochę o Marianne Faithfull, wykonującej część z utworu „The Memory Remains.”
Co mogę o niej powiedzieć? Widziała już wiele, doświadczyła wielu życiowych historii. Słysząc wszystkie te historie, przez które przeszła i inne rzeczy. Zazwyczaj nie mam zbyt dużego szacunku do tego rodzaju spraw, ale jest w niej coś, co pcha ją przez to wszystko, jest w niej również coś wdzięcznego i darzę ją natychmiastowym szacunkiem. Została ikoną na własnych warunkach.
Wróćmy do tematu robienia listy ludzi, z którymi chcieliście wystąpić. Czy naprawdę musieliście przekonywać Mercyful Fate, żeby ponownie ze sobą zagrali, podczas drugiej nocy [koncertów w Fillmore]?
Cóż, oczywiście, że to zrobiliśmy. Chodzi mi o to, że myślimy, iż możemy zrobić wszystko. Dlaczego nikt nie miałby zrobić tego dla nas? Wiesz, jakimi samolubami jesteśmy. Ha ha. Pomiędzy mną a Larsem, jest coś w rodzaju: „jeśli do nich zadzwonimy, to może się udać.” Tak po prostu. Jeśli ich pogodzimy, w słusznej sprawie, gdzie chodzi o zabawę – dlaczego miałoby się nie udać? Było kilka osób, które nie mogły się pojawić z powodów fizycznych; czy to zdrowie, czy akurat grana w tym momencie trasa koncertowa [z tego powody zabrakło chociażby Lemmy’ego], co było niefortunne. Ale większość zaproszonych przez nas gości się pojawiła.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=yFonJWErOEA
Myślę, że moim ulubionym momentem podczas koncertów było pojawienie się Gary’ego Rossingtona [z Lynyrd Skynyrd]i odegranie z nim „Tuesday’s Gone.
Ten pomysł wyszedł z radiowego show, w którym braliśmy udział, po tym jak zagraliśmy na pierwszym benefisie Bridge School [dla Neila Younga], kiedy zostaliśmy zainspirowani do zrobienia czegoś akustycznie. Cóż, w sumie zmuszeni do zrobienia czegoś akustycznie. Gary był bardzo niedoceniany i jestem mu wdzięczny za przybycie, ale oczywiście jestem bardzo wdzięczny wszystkim, którzy przybyli. Lemmy [Kilmister] i Tony Iommi [z Black Sabbath]byli dwoma kolesiami, których chciałem tam mieć, ale oni nie mogli przyjechać z powodu trasy koncertowej [Lemmy] i powodów zdrowotnych [Iommi, u którego zdiagnozowano wtedy nowotwór]. Lista osób, które tam chcieliśmy była ogromna, a rzeczywistość wyglądała tak, że mogliśmy wystąpić tylko z czterema lub pięcioma gośćmi każdej nocy. Z osobami, które nie mogły się pojawić, zrodził się prawdziwy logistyczny koszmar. Organizacja tego, kto jest dostępny w konkretny dzień było naprawdę ciężką pracą. Nie chciałem, aby tylko jedna noc była moją ulubioną. Chciałem, aby wszystkie cztery były niesamowite. I wszystkie miały swój urok. Pierwsza noc była bardzo luźna. Apocalyptica miała pewne problemy techniczne a my przez pół godziny staliśmy na scenie, starając się wypełnić ten czas, co było dosyć bolesne, ale nie było innego wyjścia. Ostatniego wieczoru było gładko, każdy był na czas i było ostro. Ale każda noc miała swój urok i swoje świetne części.
Więc naprawdę nie miałeś ulubionego wieczoru?
Tak jest. Każdy występ miał swoje wielkie i genialne części. Granie z Mercyful Fate było dość niewiarygodne; fani mogli nie wiedzieć, że nie grali ze sobą od ponad dekady oraz, że King Diamond [wokalista Mercyful Fate]nie śpiewał od blisko ośmiu lat. Musiał leczyć chorobę serca. Miał też problemy z plecami. Pojawił się na Ozzfeście w Dallas [w 2008 roku], gdzie z nami jamował. Ledwo co chodził, jego plecy były w strasznym stanie. Później bał się występować ze względu na serce – powiedział nam, że bał się, iż jego serce eksploduje. Przed występem powiedziałem mu: „Stary, wyglądasz bardzo dobrze. Wyglądasz na silnego. Zaśpiewasz lepiej niż kiedykolwiek. Dasz radę, masz nowe serce chłopie. Autostrady, rzeki wyrabiają swoje maksimum. Jak mógłbyś teraz lepiej nie zaśpiewać?” On [King Diamond] poczuł się wyśmienicie, po prostu pamiętam jak patrzyłem na jego uśmiechniętą twarz.
Zaprosiliście do grania Johna Marshalla [techniczny Metalliki, później członek Metal Church]. Byłeś trochę zdenerwowany, gdy zajął twoje miejsce jako gitarzysta rytmiczny, kiedy najpierw złamałeś nadgarstek [James złamał go jeżdżąc na deskorolce, podczas trasy promującej Master Of Puppets] a następnie, gdy zostałeś poparzony przez efekty pirotechniczne [na koncercie w Montrealu, podczas trasy z Guns N’ Roses w 1992 roku]?
Wiedziałem, że nie ma żadnych deskorolek, ani efektów pirotechnicznych na scenie, więc było OK. On [John Marshall] jest świetnym gitarzystą i wzięliśmy go, aby zagrał z nami „Sad But True”, wraz z pewną częścią, która nie byłą grana nigdy wcześniej. Chodzi o partię gitary, gdy grasz slide’ami, zawsze ją pomijaliśmy grając ten kawałek na koncertach. Powiedziałem: „Dobra, mamy trzech gitarzystów, możemy to zagrać.” John powiedział: „Ja to zrobię.” Zrobił i wyszło to świetnie.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=xaETmGf1TSs
W jaki sposób wybraliście członków Met Clubu, którzy z wami grali?
To jest cienka linia pomiędzy spontanicznym zachowaniem i faktycznym sukcesem. Było dużo szukania, ale chcieliśmy, aby to było tak luźne jak to możliwe. Ale nie możesz po prostu stanąć i powiedzieć: „kto jest dobrym wokalistą? Kto chce to zrobić?” Więc zamiast tego przeglądaliśmy filmy od fanów i w końcu znaleźliśmy odpowiednich ludzi. Więc to było z góry określone. Ponadto, ludzie mający brać w tym udział zostali sprawdzeni. Musieli wypełnić arkusz z pytaniem: „czy chcesz być częścią tych wydarzeń?” Więc nie braliśmy tam ludzi nieśmiałych, albo takich, którzy w ogóle nie chcieli tam być. Wiesz, ludzie mający pomysł jak to zrobić byli dużo lepszym wyjściem. Duża w tym była zasługa szefowej Met Clubu Vickie Strate. Była bardzo dobra w tym, aby ci ludzie poczuli się komfortowo i żeby wszystko poszło gładko. Ona w tym siedzi. Bardzo dobrze zna naszych fanów i zna także nas. Cały Met Club jest niesamowicie zajebisty.
Były jakieś inne rzeczy, które widziałeś, ze były przyjazne fanom? Cóż, w sumie wszystko było.
Cóż, inną rzeczą, którą chciałem było to, żeby fani, którzy spotkali się na koncercie zostali przyjaciółmi, albo ludzie, którzy zostali małżeństwem z powodu Metalliki. Myślę, że te rzeczy powodowały wśród fanów pozytywne wibracje i było mnóstwo świetnej zabawy.
Opowiedz mi o zaproszeniu ojca Cliffa Burtona. Ciężko było go przekonać, aby wyszedł i pogadał z fanami?
Do diabła, nie. On jest zdumiewającym człowiekiem i mógłby występować z nami wszędzie, o każdej porze. On jest tego rodzaju gentlemanem. Opowiadanie o swoim synu jest jego pasją. Było kilka rzeczy na mojej liście, które chciałem, aby pojawiły się podczas tych koncertów i jednym z nich było właśnie to, moment pamięci o Cliffie. I, o mój Boże, Ray Burton to urzeczywistnił. Bardzo mocno go podziwiam za jego energię i pozytywne nastawienie. Szczególnie ze względu na te wszystkie rzeczy, które mu się przydarzyły w życiu; od śmierci brata Cliffa, który odszedł w bardzo młodym wieku, przez śmierć Cliffa, śmierć jego żony Jan do jego córki, która miała wiele problemów z alkoholem i narkotykami.
Czy czułeś, że Cliff był tam w jakimś stopniu obecny?
O tak. On zawsze jest wokół nas. On jest w nas, prowadzi nas, wskazuje nam, co robić. Wiem, że on tutaj jest. I wiesz, myślę o nim. Wszyscy przeżywamy nostalgię myśląc, co by teraz robił, jak by dziś wyglądał. Jak ostatnio, w czasie jego 50. urodzin. [Cliff urodził się 10 lutego 1962 roku], gdy Brian Lew, wielki, naprawdę wielki fan metalu, napisał mi: „hey, wszystkiego najlepszego dla Cliffa. Dzisiaj kończy 50 lat.” Nie obchodzę urodzin osób, które odeszły, ale to zmusiło mnie do myślenia: „jak dzisiaj by wyglądał? Czy miałby siwe włosy? Czy miałby to wszystko? Czy dalej nosiłby te swoje dzwony? Jaki byłby, mając 50 lat?”
Dave Mustaine na pewno miał włosy.
Nie wiem, jak to się dzieje, ale oczywiście wielkie gwiazdy rocka mają włosy. Czy wiedziałeś, że będziesz miał długie włosy, decydując się na bycie gwiazdą rocka, czy to wyszło samo z siebie? I dlaczego my tego nie mamy? Może nie powinniśmy być gwiazdami rocka?
Tak, prawda. Pozostając w temacie włosów: twoje były modne, z zaniżonym irokezem.
Cóż, teraz są jeszcze gorsze. Są krótsze po bokach i dłuższe po środku.

Czy to nie twoja żona jest twoją stylistką? Czekaj, ona była twoją projektantką strojów. Czy udziela ci jakichś rad odnośnie twojego stylu?
Cholera, nie. Nie ma mowy. Ona mogłaby mniej tym się przejmować. Yeah. Ja jestem rodzinnym stylistą. Jestem trochę mniej świadomy tego, niż ona. Wszystkie fryzury były również zabawne: fryzury Metalliki przez te lata. Każdej nocy Jim Breuer wygłupiał się, wyśmiewał również fryzury Metalliki.
Jaka jest twoja ulubiona fryzura, którą miałeś?
O mój Boże. One nie są na zawsze. Dlatego się zmieniają. To samo tyczy się albumów. Wiesz: „Jaki jest twój ulubiony?” Jest nim następny, gdyż nie było do tej pory doskonałego.
Możemy pogadać o utworach? Jak zadecydowaliście, jakie kawałki zagrać? Jakie były kryteria?
Mieliśmy oczywiście naszą listę życzeń, coś w rodzaju: „to jest utwór, który zawsze chciałem zagrać, a tutaj jest kawałek, który powinniśmy wyciągnąć ze starych dni.” Było bardzo wiele różnych list do przestudiowania i bardzo dobrze, że graliśmy cztery koncerty. OK, mamy cztery kawałki instrumentalne. Mamy cztery utwory z „Beyond Magnetic”, których do tej pory nie graliśmy. Później myśleliśmy: „OK, zrobimy wieczór z „Kill ‘em All,” potem z „Ride The Lightning”, ale zdaliśmy sobie sprawę, że to jest trochę nie w porządku względem wszystkich i postanowiliśmy zmiksować wszystkie kawałki razem, niech to będzie szalone.
Patrząc na wszystkie koncerty, każdy album był reprezentowany. Nawet St.Anger, którego otwarcie kocham.
Ja też go kocham. I wiesz, wkrótce znowu będzie miał swój czas. Myślę, że to było przed jego czasem i on rozbłyśnie i ludzie go polubią i będą mówić: „zawsze go lubiłem.” I będziemy wiedzieć, że są pełni fałszu. To jedyna negatywna rzecz, jaką widzę po tych koncertach. Spieprzyłem Frantic z „St. Anger”, zapomniałem następnego riffu. Byłem tak zakręcony, że wszedłem od razu na końcową partię, zapominając następnego riffu. Wszyscy się ze mnie śmiali, a ja byłem całkiem poważny, myślałem: „z czego się cholera śmiejecie? Dlaczego sami tego nie zagracie?” Później dopiero zorientowałem się, że właśnie przerobiłem pół utworu.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=d9f_MpkOQHY
Czy czuliście się silni podczas tych czterech koncertów? Czy naprawdę czuliście się, jak to ująłeś, jak domowa kapela?
Byłem dużo bardziej zrelaksowany. Chociaż powiedziałbym, że kiedy czułem się skrępowany, wściekałem się na siebie samego. Albo, gdy ktoś mnie przeraża, to się wściekam. Na przykład, kiedy ktoś wyskakuje zza rogu – moją pierwszą reakcją jest złość. Teraz to wiem.
Czy otwieranie każdego koncertu utworem instrumentalnym miało jakieś znaczenie? Głosowaliście nad tym, czy wyolbrzymiam proces wybierania utworów?
Nie. Lars jest bardzo dobry w tworzeniu setu, a my wiemy, że to jeden z jego darów. To błogosławieństwo jest dla niego przekleństwem, ponieważ zawsze musi analizować i myśleć nad tym, co zagrać. Kiedy głowi się nad czymś zbyt długo, przychodzi do mnie i pyta: „co o tym myślisz?”. „Po prostu to zrób” mówię bez wahania. A on się pyta: „jesteś pewien?” Ja odpowiadam, że jestem. Jego umysł jest niesamowity, a ja polegam na jego umyśle, ale myślę, że on opiera się na moim wyczuciu, więc jesteśmy całkiem niezłym zespołem.
Otwieranie koncertów kawałkami instrumentalnymi było jakby kreowaniem własnego muzycznego intro.
Prawda. Cóż, zdecydowaliśmy się na brak taśmy z intro, ponieważ to nie był koncert. To było bardziej przyjęcie niż koncerty. „OK. Jesteśmy tutaj i gramy, ponieważ to potrafimy. Ale to nie jest koncert, więc nie będzie intro z taśmy. Żadnej z tych rzeczy, bez wielkiej oprawy. Po prostu to zagrajmy.”
Wielkim momentem było dla mnie, gdy Lars powiedział przed wejściem Geezera Butlera: „To jest prawdziwa gwiazda rocka.” To pokazuje, że jesteście fanami wszystkich zaproszonych gości. Czy było to dla was kryterium, kogo zaprosić? Kapele, które was zainspirowały? Które sprawiły, że Metallica jest taka, jaka jest?
Kryterium było to, kto w naszej historii nam pomógł albo kto nas zainspirował. Albo z nami jamował lub razem z nami zrobił coś fajnego, bądź historycznego. Pamiętam, jak oglądałem recenzje tych koncertów [z okazji 30-lecia]i ktoś napisał: „goście byli dziwni. Dlaczego na liście nie było Green Daya?” Coś w stylu „dlaczego oni nie zaprosili tam popularnych kapel?” Pomyślałem sobie: „co? Nie rozumiesz tego. Ludzie, których zaprosiliśmy, to ci, którzy sprawili, że jesteśmy dziś tym, kim jesteśmy.” Mercyful Fate mieli na nas wielki wpływ. Pozwolili nam na próby w ich studio podczas nagrywania „Ride The Lightning” a później „Master Of Puppets” w Danii. Każdy kto był z nami na scenie [w Fillmore]nam pomógł. Biff Byford z Saxon był jednym z nich. Na naszym drugim koncercie w karierze, pozwolili nam otworzyć ich show. Dlaczego? Byliśmy po prostu dzieciakami. To było w klubie Whisky w Los Angeles. Otwieraliśmy koncert Saxon. Pierwszej nocy byliśmy to my, drugiej Ratt. Biff [Byford] to niesamowity koleś. Był wtedy [podczas koncertów w Fillmore]na trasie [z Saxon]i leciał do San Francisco prosto z Helsinek, żeby zagrać z nami jeden utwór [„Motorcycle Man” z albumu „Wheel Of Steel”] a potem wrócił na trasę [lecąc z San Francisco do Krakowa]. To jest super.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=JvVmPmM3M3w
Możemy pogadać o Seanie Harrisie [z Diamond Head]i jego skórzanych spodniach?
Rany, on miał najgorszy styl ubierania się. Ale wiesz, Sean i Brian Tatler [gitarzysta Diamond Head]nie występowali razem na scenie od bardzo dawna. Nie gadali ze sobą przez 10 lat. Zważając na te fakty, próby z nimi były niesamowite. Grali razem i byli bardzo serdeczni w stosunku do siebie i kiedy zaczęli jamować, patrzyli na siebie nawzajem i mogłeś zobaczyć jak stoją coraz bliżej siebie. Potem nagle można było powiedzieć: „patrzcie na siebie chłopaki. Dostaliście prezent. Co osiągniecie nie gadając ze sobą? Nie zaprzeczajcie. Dawajcie dalej.” Następnie, gdy byli już na scenie, to było niesamowite. To było wspaniałe, zobaczyć ich jamujących razem, uśmiechających się do siebie i uprawiających headbanging.
Jaki moment był dla ciebie najważniejszy?
Powiedziałbym, że moment pod koniec wieczoru, podczas grania „Seek & Destroy”, kiedy wszyscy wyszli na scenę i razem jamowali. Po prostu obracasz się i widzisz zbiorowisko ludzi. To było niesamowite. Miałeś tam Marka Oseguedę i chłopaków z Death Aniel, miałeś tam także kilku trębaczy z Nowego Orleanu. Więc to była mieszanina ludzi. I każdy był tam, żeby po prostu świętować i dobrze spędzić czas, bez żadnego ego.
Czy daliście ludziom prezenty, czy jakiekolwiek inne pamiątki za przybycie?
Tak, każdy dostał iPada. Ludzie podchodzili do mnie i mówili: „o mój Boże, dlaczego to zrobiliście?” Moja odpowiedź brzmiała: „cóż, ponieważ wy zrobiliście to dla nas. I ponieważ tak chcieliśmy.” Nauczyliśmy się tego na trasach z Ozzym, który dawał nam prezenty za supportowanie go. Zawsze pamiętam, jak myślałem: „wow, co za klasa.” My zrobiliśmy to dla innych kapel i dla naszej ekipy; to jest po prostu jedna z rzeczy, które są miłe i sprawiają, że ludzie chcą wracać.
Czy było cokolwiek specjalnego, co zrobiłeś, aby przypomnieć sobie te 78 utworów? Czy musiałeś popatrzeć na teksty i na aranżację?
Absolutnie. Dużo ich słuchaliśmy, szczególnie oryginalnych wersji. Musieliśmy ponownie uczyć się części, które pomijaliśmy. Było kilka utworów, które przerobiliśmy z myślą o występach na żywo, ponieważ albo nie pasowały, albo nie mieliśmy czasu, albo też czuliśmy, że nie są konieczne do zagrania. Ale z okazji tych koncertów [w Fillmore]zdecydowaliśmy się na zagranie ich w oryginalnych wersjach. Co było świetną zabawą.
Kiedy zacząłeś się przygotowywać na te koncerty? Czy możesz dokładnie powiedzieć, kiedy zacząłeś słuchać tego, co chcieliście zagrać, aby odświeżyć pamięć?
Prawdopodobnie dwa tygodnie przed koncertami.
To wszystko?
Yeah.
O mój Boże. To niszczy umysł.
Cóż, kiedy sam tworzysz utwór, to łatwiej jest go zapamiętać. Robienie coverów było trochę trudniejsze. To jest jak kilka rzeczy z „St.Anger”: to było dla mnie trochę obce, kiedy to usłyszałem. Ale gdy tylko zacząłem to grać, pomyślałem „cóż, to jest przecież oczywiste. Prawdopodobnie zagrałbym tę partię jako następną.” I zrobiłem to, ponieważ tak to było napisane.
Więc, czy musimy czekać kolejne 30 lat na następną rocznicę?
Prawdopodobnie 40. będzie następna.
