Kto poszedł wczoraj wcześnie spać, ominął wspólne słuchanie emisji wywiadu z Jamesem, jaki Makak z Antyradia przeprowadził telefonicznie w poniedziałek. Audycję nagraliśmy i możecie jej posłuchać w .mp3 TUTAJ (wycięliśmy studyjne utwory puszczane pomiędzy fragmentami, a zostawiliśmy jedynie jedno fajne wykonanie Hit The Lights na żywo). W środku natomiast znajdziecie transkrypcję opublikowaną w tym samym czasie na T-Mobile Music.

Trzymając się jeszcze tematu płyty, której daty powstania nikt nie zna, chciałbym zapytać, czy masz już gotowe teksty, czy będziesz je tworzył na szybko? Jak to wygląda w twoim przypadku?
I tak, i tak… Bez przerwy coś notuję, piszę jakieś wiersze. Jeśli pasują do riffów, trafiają do utworu, innym razem tworzę tekst do powstałej muzyki. Nie ma określonej drogi. Teksty powstają, gdy jest po temu czas… Zawsze coś piszę i albo to wykorzystuję, albo o tym zapominam i tracę.
„Czarny Album” nagraliście w 1991 roku, z zupełnie innym basistą. Z pewnością jego wykonanie przez Roberta musi się czymś różnić.
Styl Roberta [Trujillo] jest zupełnie inny niż styl Jasona [Newsteda]. Oczywiście, zagra wszystkie utwory z płyty, ale zrobi to na swój sposób. Tak świetnemu muzykowi jak Robert nie możesz powiedzieć jak ma grać, on ma własny styl. Przede wszystkim, gra palcami, a Jason grał kostką.
Dlaczego tak długo trwały przygotowania do nagrania „Czarnego Albumu”, długo szukaliście producenta?
Z Larsem zrobiliśmy wszystko, na co było nas stać, a i tak brzmienie „…And Justice For All” nie było zadowalające. Był nam potrzebny ktoś z zewnątrz, kto pozwoliłby nam skoncentrować się jedynie na grze oraz komponowaniu, a nie przejmowaniu się brzmieniem. To była główna przyczyna zaproszenia Boba Rocka do współpracy. Okazaliśmy się za słabi, jeśli chodzi o kwestie związane z brzmieniem.
Ale nie lubiliście go od początku.
Nikogo nie lubimy na początku. (śmiech). Było ciężko, byliśmy dzieciakami, przekonanymi, że nasze pomysły są najlepsze. Koniec, kropka. Byliśmy zamknięci na sugestie, ale im więcej pracowaliśmy z Bobem, tym lepiej się nam układało. Do tej pory ja z Larsem byliśmy odpowiedzialni za każdy pomysł i krok związany z Metallicą, dlatego gdy ktoś inny chciał nam coś podpowiedzieć, pojawiały się problemy.

Jak „Czarny Album” zmienił wasze życie prywatne?
Och, trasa koncertowa związana z promocją płyty była najdłuższą, jaką do tamtej pory zagraliśmy. Trwała trzy lata. Wiele nauczyliśmy się o świecie, o koncertowaniu, wykonywaniu piosenek na żywo, o naszych możliwościach i słabościach. Dzięki tej płycie trafiliśmy do prawie każdego europejskiego czy amerykańskiego domu. „Czarny Album” przyniósł nam niesamowitą sławę, musieliśmy nauczyć się jak sobie z tym radzić. Czasem nam to wychodziło, czasem nie. Popularność, a co za tym idzie sukces finansowy, odcisnęła ogromne piętno na naszej czwórce. Przyniosły ogromną radość, ale i problemy. Wiele nas to nauczyło i wzmocniło nas.
OK, bardzo dużo powiedziałeś o aspekcie zawodowym, a pytałem o życie osobiste.
Życie osobiste, hm… Mnóstwo rzeczy się zmieniło… Od czternastu lat jestem żonaty, mam trójkę dzieci, koledzy z zespołu również mają przynajmniej po dwójce. Czyli w tej kwestii bardzo dużo się zmieniło. Czujemy się bezpieczniej, jesteśmy bardziej ustatkowani. Zostanie rodzicem zmienia każdego w dużym stopniu. Rodziny i zespół cieszą nas bardziej, niż wcześniej.
Czy możemy porozmawiać o takiej rzeczy… nie bardzo wiem jak to ująć… Wasza płyta, jego płyta… chodzi mi o „Lulu” i współpracę z Lou Reedem. Czyj to był pomysł?
To był jego pomysł. Bardzo miło spędziliśmy czas grając wspólnie podczas rocznicy Rock’n’Roll Hall Of Fame. Spytał, czy nie chcielibyśmy czegoś z nim zrobić. Nigdy przedtem nam przez myśl nie przeszło, żeby z kimś nagrywać płytę, ale w tym wypadku uznaliśmy, że to może być fajna przygoda i musieliśmy się zgodzić. Poza tym Lou pisze niesamowite teksty! Wiedzieliśmy, że to nie będzie kolejna płyta Metalliki, tylko niesamowita przygoda.
Ale wiesz, że bardzo wielu ludziom ten album się nie spodobał?
Niektórzy mogą przyjąć Metallikę tylko w pewien określony sposób, rozumiem to. Jednak nie możemy być niczyją własnością. Niektórzy rozumieją, że jesteśmy wolnymi wilkami i możemy oddać się przygodzie, inni nie są w stanie tego przełknąć. Ale w trzydziestoletniej karierze musisz mieć jedną czy dwie płyty, których ludzie nie znoszą! (śmiech) Może za dwadzieścia lat, patrząc wstecz, ludzie pomyślą, że trzeba było mieć jaja, żeby to zrobić. Wciąż może się im nie podobać, ale mnie to nie obchodzi.