Od razu wyjaśnienie: ani glam, ani mullety, ani Big 5 nie są w planach Metalliki na przyszłość. James udzielił wywiadu południowo-afrykańskiemu programowi MK Ondergrond podczas niedawnej wizyty w RPA. Bardzo fajny ten program, trzeba przyznać. Wideo z animowanym Hetfieldem poniżej, a tłumaczenie wewnątrz newsa.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=88gX6_p06eo
– Cześć James..
Cześć! Hahaha!
– Trudne pytanie na przełamanie lodów. Czy bez glamu, a przynajmniej bez nienawiści do glamu, istniałby thrash metal?
Pewnie nie. Istniała ogromna do niego nienawiść, która napędzała dużą ilość thrashu. Niektórzy mogą znać historię, jak Metallica dorastała w Los Angeles, sercu glamu, dokładnie w czasie jego największego rozkwitu. Wszystkie te Motley Crue, RATT-y, Poisony i te inne, wszystkie pochodziły z LA. Nas nienawidzili, ale ich nienawidzono jeszcze bardziej. Wyrzucali nas z klubów, bo sądzili, że gramy punk rock.
– Od czasów glamu wiele metalowych gatunków pojawiało się i znikało. Co twoim zdaniem sprawia, że thrash przetrwał tak długo i wypełnia stadiony na całym świecie?
Cóż, czy to na wypełnianym stadionów, czy w głośnikach na maksa w pokoju gościnnym, [thrash]dostarcza emocji, wchodzi w relację z ludźmi, którzy go potrzebują. To poczucie undergroundu, to czarna owca muzyki. To coś, do czego lgną odszczepieńcy. To dla nas wielka łaska, że możemy grać to od 30-iluś lat, 32 lat, wciąż łącząc się z ludźmi, którzy nie wpasowują się [w ten świat / otoczenie / społeczeństwo, etc. – red.]
– Ostatnio świętowaliście 30-lecie jako Metallica, zaprosiliście nawet na scenę Rona, Jasona, Dave’a, by grali z wami. Czy to szczyt waszej kariery, czy jak? Co jeszcze pozostaje Metallice do osiągnięcia?
Hmm. 40 lat? Hehehe. I obyśmy nie musieli zapraszać więcej członków zespołu jako wsparcie w tym czasie! Wiesz.. te cztery noce na rodzinnej ziemi były magiczne. Powiedziałbym, że Rock 'n’ Roll Hall of Fame było ważne, ale to było znacznie fajniejsze. To byłą nasza historia, nasi fani, były flagi z 42 różnych krajów, graliśmy z dawnymi członkami zespołu, graliśmy z ludźmi, którzy nas inspirowali. To był wspaniały wieczór.
– A propos Jasona, czytałem z nim wywiad jednego dnia i wspominał, że jedną z największych rzeczy, jakich żałuje w zw. z odejściem z Metalliki to to, że nie dane było mu zagrać w miejscach takich jak Południowa Afryka. Z kolei Rob, również w internecie wspomniał, że jedną z największych zalet bycia w Metallice jest właśnie podróżowanie do takich miejsc. Na ile ważne jest dla Was granie w miejscach, do których szlaki nie zostały jeszcze przetarte?
Mamy szczęście, że dane jest nam podróżować do miejsc, do których połowa świata nigdy się nie wybierze, a nawet więcej [niż połowa]. Są kapele, które nadal tkwią na lokalnej scenie. My mogliśmy zobaczyć świat i to dużą część świata. Nadal są miejsca, do których jeszcze możemy pojechać. Nie wiemy jeszcze jakie, ale Chiny, albo kilka innych, wiesz, Iran – byłoby fajnie. Pewne miejsca, które nas nie chcą, albo nas nienawidzą, bardzo byśmy chcieli do nich pojechać i pograć [śmiech]
– Teraz poważne pytanie, posłuchaj uważnie. Czy zapuściłbyś hetfieldowski mullet z lat ’90 na cele charytatywne?
Absolutnie.
– Albo Lars.
Czy Lars by zapuścił hetfieldowski mullet? PEWNIE! Czemu nie? Spodobałoby mu się.
– Jedną z ostatnich dyskusji, jakie rozgorzały była dyskusja o tym, co jeśli występy Wielkiej Czwórki miałyby być występami Wielkiej Piątki? Czy kiedykolwiek była rozmowa o tym, że może powinniście zrobić Piątkę? Kto byłby piąty?
Określenie Wielkiej Czwórki nie zostało rzucone przez nas. Istniało od dawna w prasie przez długi, długi czas. Nie ma limitu w liczbie wielkich, thrashowych zespołów, które były w tamtych dniach szanowane. Powiedziałbym.. osobiście powiedziałbym, że Exodus byłby numerem 5.
– W mojej prywatnej, drańskiej, dziennikarskiej opinii, nawiązując do waszych ostatnich albumów, St. Anger brzmiał jakby zespół poddawał się samozniszczeniu, natomiast Death Magnetic było bardziej albumem, który zespół, Metallikę wskrzesił. Skąd wydobywał się będzie klimat albumu numer 10?
Mówisz, że mamy znów się rozpaść, żeby nagrać nową płytę? [śmiech] Zapał weźmie się stąd, skąd zawsze się bierze. Z woli zrobienia czegoś lepiej, lepiej niż przedtem, z ciągłego poszukiwania ostatecznego riffu, ostatecznego brzmienia gitary, ostatecznego tekstu, wszystkich tych rzeczy. To nigdy niekończąca się podróż. Nigdy nie jesteśmy usatysfakcjonowani. Również z cieszenia się i dbania o życie, które mamy. Mamy sporo szczęścia.
– Powiedz szczerze, czy gdyby Rob był mniejszy, czy znęcalibyście się nad nim bardziej, gdy dołączył do Metalliki?
[śmiech] A to dobre pytanie. Wygląda na dość umięśnionego, bardzo przypomina mi tarzana, tak więc nie wiem, czy zadzieralibyśmy z nim.
– Jakieś końcowe słowa, albo przemyślenia, albo pozdrowienia? Zanim Johannesburg zacznie spinać poślady w gotowości na metallikowe uderzenie..
Tak, wysiedźcie na dupach jeszcze chwilę!
[śmiech]