Magazyn The Rolling Stone ukazał się właśnie w nowym, specjalnym, letnim wydaniu z Metalliką na okładce. James w jak zwykle interesującym w wypadku tej gazety wywiadzie odpowiada w nim na pytania o bieżącą aktywność zespołu, granie utworów, z którymi po latach się już trudno identyfikować, ciągłą obecnością gniewu, z którym musi sobie radzić, o pracach nad nową płytą, własnym filmie 3D i in. Tłumaczenie wewnątrz.

– To dla ciebie zapracowany rok, nie wliczając nawet pisania nowej płyty. Czy gdy wchodzisz do studia, czy wydaje ci się to być swego rodzaju biurem?
Ani trochę. Nie mogę się doczekać, by tam być. To daje poczucie bezpieczeństwa. Poczucie autentyczności. Mogę być zupełnie sobą. Na zewnątrz – nie za bardzo. Gdy wchodzę do studia, czuję się przyziemnie. Czuję się OK.
Gdy pracowaliśmy w innych miejscach, panowała tam inna energia. Gdy nagrywaliśmy w Danii, spaliśmy w pomieszczeniu z taśmami. Budziliśmy się, schodziliśmy na dół i nagrywaliśmy, potem szliśmy na górę i kładliśmy się. Ale tutaj mamy wszystko, czego dusza zapragnie. Gdy jesteś w kapeli rockowej, chcesz czegoś takiego. I my to mamy.
Miejsce, w którym nagraliśmy Master of Puppets było na Carlson Boulevard. Był tam garaż, w którym nigdy nie zaparkowaliśmy żadnego auta. Była tam perkusja, kilka wzmacniaczy – zapach tamtego dywanu.. ugh! Miał zostać rozebrany, ten historyczny, mały budyneczek [uśmieszek]. Chciałem go kupić i umieścić tutaj [wskazuje na pokój nagraniowy]. Wsadzić stary garaż do naszego nowego garażu. Musiałem jednak dać temu spokój.
– Po 30 latach wiele kapel zaczęłoby zwalniać.
Wiele zespołów powiedziałoby, 'Ciekawe jak to jest istnieć 30 lat. Nigdy tego nie osiągneliśmy.’ Wielu ludzi chciałoby, abyśmy to skończyli. To złoto mieć taki problem. Dlaczego mielibyśmy przestać? Wciąż jest tyle fajnych rzeczy. Nie chcę mówić czemuś nie, a potem myśleć, 'Ty dupku. Ominęło cię coś i już nie będzie drugiej szansy.’
– 20 lat temu wielu z tych ludzi myślało, że chodzicie po wodzie.
To głównie [myślenie typu], 'Nie robią rzeczy, które chcą, by robili. Nagrali album z Lou Reedem. Nie chcę tego.’ Są zakochani w czymś, czego nie ma. Albo są zakochani w czymś, co się zmienia, co potrzebuje własnej przestrzeni. Nie potrafią tego ogarnąć.
– Gdy graliście starsze kawałki podczas występów z okazji 30-lecia w Fillmore w grudniu, czy rozpoznałeś młodszego siebie, bardziej gniewnego siebie w tamtych tekstach? Jesteś dziś człowiekiem innym niż ten, który napisał „Of Wolf & Man”.
Albo „Dyer’s Eve”, które jest złością w czystej postaci. [milczy przez chwilę]Patrzę na zdjęcia i widzę kogoś, kto jest szczęśliwy – uśmiechnięty, wydurniający się, używający brzydkiego języka w nieodpowiednich momentach, trochę odpychający, ale szczęśliwy. Ale za za zamkniętymi drzwiami była to samotna, obrzydliwa, nienawistna osoba. Dzięki Bogu za muzykę.
Był w tamtych dniach romantyzm, za którym tęsknię. Patrzę na te fotografie i chcę tam znowu być. Potem patrzę na swoją relację z zespołem, moimi przyjaciółmi, a zwłaszcza z moją rodziną, i myślę, 'Nie miałbym tego, gdybym [nadal]był taką osobą.”
– Czy na Black Albumie znajdują się jakieś utwory, których śpiewanie sprawia ci teraz trudność?
Lirycznie? Nie. To tylko uwiecznia to, przez co przechowiłem. Widzę to jaśniej. „The Struggle Within” – żaden ze mnie psychiatra, ale to trafia w sedno. „Don’t Tread On Me”, „Sad But True”, „My Friend of Misery” – one wiele mówiły o tym, co miało dopiero nadejść. Gdy Pushead zrobił pierwotny artwork do „Sad But True”, z czaszką patrzącą na siebie samą, nie miałem pojęcia, że ta dwoistość była tak uderzejąca w tym kawałku. Uchwycił to: dobro i zło, ukryty ja i publiczny ja. Cieszę się, że jestem nieco bardziej czytelny niż myślę, że jestem. Ludzie zdołali mi pomóc dzięki temu.

– Jakim sposobem piszesz gniewne teksty teraz, gdy już pozostawiłeś gniew za sobą?
Spytaj moją żonę, dlaczego się wkurzam i mam ochotę rozwalić auto na kawałki. To nadal tam siedzi. Chciałbym, by tego nie było. Ale dlaczego od tego uciekać? Po prostu to zrozum. Użyj tego. Gdy się tak czuję, łapię za długopis i papier. Chwytam gitarę. Zaczynam coś robić. Ponieważ to nie odeszło. Moja rodzina chciałaby, aby tak było. Ale tak nie jest.
– Czy posiadasz mentalny lub emocjonalny reżim, by sobie z tym radzić?
Oczywiście spotkania 12 kroków. Medytacja. Modlitwa. To wszystko pomaga mi przynajmniej wiedzieć, że to co czuję wychodzi skądś z jakiegoś powodu. Mam zrozumienie tego swojego cyklu: poczucia zagrożenia, używania gniewu do udowodnienia kim jestem i otrzymania tego, czego chcę, potem depresja. A potem nawrót poczucia zagrożenia. To krąg, nie jak z piciem – wszystko albo nic. Historia pokazuje mi, że to nie będzie trwało wiecznie. Ale gdy w tym tkwię, to tkwię.
– Jak daleko zaszliście w pisaniu nowej płyty?
Mam tylko 846 riffów.
– Czy to dokładnia liczba?
Na iTunes widzi się, jak wiele rzeczy się ma. A to nie obejmuje nagrań z prób, rzeczy, którymi się tu bawimy. Podłączasz wzmacniacz. Nagle to sprawia, że czujesz się dobrze – wpadasz na riff. „Stary, nagrałeś to?” Nie da się w tym miejscu uciec od bycia nagrywanym.
Ale Lars, spiżarnia Metalliki, ma obsesję na punkcie zaglądania pod każdy kamień: 'To mogłoby być świetnie!’ Tak, wszystko mogłoby być świetne. Ale ja mam już coś nowego w tej chwili. To paragraf 22. Masz riff sprzed 5 lat nagrany na trasie, który jest niesamowity. Czy nadal go czuję? Nie martw się. Coś lepszego przyjdzie do głowy.
– Czy nie ma zbyt wielu rzeczy – trasy, festiwal, film – odciągających uwagę od waszej głównej działalności…
Od pisania utworów? Absolutnie. Ten tydzień to wywiady, sesje zdjęciowe, nagrywanie wideo do różnych rzeczy. Kiedy zaczniemy pisać? „Musimy ćwiczyć granie Black Albumu.” Chciałbym bardzo usiąść i pisać nową płytę bez potrzeby myślenia o innych rzeczach.
– Co myślisz o filmach 3D? Gdy słyszę to określenie, zaczynam się martwić.
Myślisz o Pixarze. Myślisz o efekciarstwie. Naszym zamiarem jest zrobienie czegoś, co jest kompletnie szalone i w głowie się nie mieści. Chcę również scenariusza. Chcę, by był to film z rodzaju kultowych. Trochę głuptawo mówić o czymś w takich szczegółach, gdy nie wie się nawet, co to konkretnie będzie.
– Czyj to był pomysł?
Petera Menscha. Wyszło od tego, by uchwycić najlepsze rzeczy ze wszystkich przeszłych tras. Wiele dzieciaków nie miało okazji zobaczyć zniszczenia sceny [z trasy AJFA], albo Snakepitu. Połącz to w jedno the best of. I hej, dlaczego nie sfilmować tego w 3D?
– Macie na to kasę?
Tak. Piekielnie sporo [jej trzeba]. To zasadniczo oszczędności naszego życia [hmmm.. Ulrich mówił o 20 milionach dolarów za film.. przy okazji robicie Orion Music + More za 10 milionów.. i chyba jednak macie jeszcze więcej.. – red.]. Nie wiemy, co do cholery robimy. Ale wiemy, że chcemy spróbować.
– Jestem zaskoczony, że po waszym pozbawionym upiększeń dokumencie z 2004r., Some Kind of Monster, macie ochotę na kolejny film.
Może ktoś inny uda się na odwyk na tę okazję. [śmiech] Odwyk – w 3D!
