27 września, gdy miejsce miała premiera filmu „Metallica Through The Never”, James i Kirk udzielili wywiadu dla RollingStone, w którym opowiedzieli o inspiracji w procesie tworzenia filmu, roli Dehaana oraz ich własnej, jak i o przesłaniu, jakie niesie film.

Niektóre ujęcia 3D podczas koncertu sprawiają wrażenie, jakbyś był piątym członkiem Metalliki. Tak jakbym powinienem być tam z wami z tamburynem czy czymkolwiek, czym mógłbym się zająć. Oh, przepraszam, że usiadłem na podnóżku bębna. Czemu jestem na scenie?
J: Dlaczego ja idę na pierwszy ogień? [śmiech]
K: Dlaczego to pytanie leci wprost do mnie? Powinienem stchórzyć?
James, rozumiem, że chciałeś udokumentować nie tylko koncert, ale również coś bardziej interesującego, nie za bardzo jednak wiedziałeś co?
J: W chwili, gdy uświadomiłem sobie, że wszystko opłacane jest z naszej kieszeni i to, jak wiele z tej kieszeni ubędzie, zacząłem myśleć 'Lepiej sprawmy, by to było naprawdę wyjątkowe.’ [śmieje się]. Nie mam pojęcia, jak wiele razy będziemy mieli możliwość powtórzenia to w ciągu naszej kariery, ale wiesz, fajnie jest zrobić coś więcej. Razem z Larsem zaczęliśmy trochę wariować – myślę, że nie tylko my, ale wszyscy – że to tylko film 3D zawierający koncert. Widziałem kilka takich, były osobliwe, były w porządku [śmiech]. Jednak po krótszym przemyśleniu nie wiem czy obejrzałbym je drugi raz. Jeśli masz w domu telewizor 3D, ewentualnie można by to zrobić. Niestety ja potrzebuję czegoś więcej, znacznie więcej. Wtedy właśnie naszła mnie myśl, 'Bądźmy kreatywni,’ wspominając The Song Remains the Same, The Wall czy nawet film Monkees – [Head], lub the Beatles.
Obejrzałeś je wszystkie, by odświerzyć sobie pamięć?
J: Nie. To, co z nich pamiętałem było wystarczające. Pomyślałem, 'Dlaczego nie zaszalejemy? Wszyscy jesteśmy dość kreatywni, powiązani różnymi rzeczami. Znamy ludzi specjalizujących się w animacjach i tak dalej. Spróbujmy wszystkiego.’
Główny bohater, ten biedny dzieciak, musiał naprawdę kochać Metallikę, skoro nie odszedł.
K: Kiedy [Dane] pierwszy raz spojrzał na scenariusz, nie mógł w niczym się połapać, ponieważ nie było w nim dialogów. Cały scenariusz ma może cztery czy pięć stron, gdyż są to tylko opisy scen, ujęć.
Jako widz, nie zdajesz sobie sprawy, że Dane nie wypowie żadnych słów, które mogły by pomóc zobrazować jego historię i pokazać jak dobrym jest aktorem.
J: On ma od tego twarz. On ma idealną do tego twarz. Ma te oczy, z których można wyczytać całe jego życie. Sprawia wrażenie kogoś o wiele starszego, dojrzalszego. Ma tą głębie, jego ruchy, sposób w jaki wykonuje przeróżne czynności, mimika twarzy. Te rzeczy mówią wszystko.
K: Dane zdecydowanie ma tę intensywność na ekranie, co jest dobre dla nas, bo jego gra w filmie świetnie równoważy intensywność naszej roli, naszego występu.
Nie mieliście nic wspólnego z narracją. Z jej treścią czy realizacją. To znaczy, że tak naprawdę nie wiedzieliście, jak to wszystko będzie wyglądać?
K: To było totalne ryzyko, totalny strzał w ciemno.
Kiedy pierwszy raz obejrzeliście swoje dzieło, co najbardziej utkwiło w waszych głowach?
K: Po kilkakrotnym przeczytaniu streszczenia scenariusza, miałem problem, by ogarnąć to wszystko. Spytałem więc Nimróda o szkice scen, po czym on przedstawił nam całość w scenorysach i dał nam je wszystkie. Dla mnie było to o wiele bardziej przejrzyste. O wiele bardziej spójne pod względem ukazującej się fabuły. Gdy jednak zobaczyliśmy pierwsze zmiany, kiedy pojawiła się scena z narracją, przestraszyłem się [śmiech]. Myślałem, 'Ej, chwila, to chyba nie tak miało być, nie tak to zaplanowaliśmy’. Potrzebowałem wiele pracy. W dodatku ja, jako osoba z brakiem jakiegokolwiek doświadczenia w tworzeniu filmów, nie miałem pojęcia, że to jest część całego procesu – widzisz jakiś 'surowy’ projekt i wstawiasz tam swoje pomysły, opinie, swoje za i przeciw, pomału pomagając temu i pchając to dalej, ostatecznie zbliżając to do realizacji swojej wizji tak bardzo, jak jest to możliwe.
Jest to niby apokaliptyczny scenariusz, jednak fabuła jest głównie o lojalności, a Metallica jest lojalna jako jedność, jak i prawdopodobnie wasza ekipa wraz z wszystkimi, którzy z wami pracowali. Jednak nikt nie może stwierdzić, jaki jest prawdziwy sens tej historii, ponieważ jest coś, coś ważnego, co nie jest ukazane. Nie chcę tu spoilerować niczego komukolwiek, kto dopiero ma zamiar obejrzeć film.
J: I o to właśnie nam chodziło. Chcieliśmy by było to tym, czego wy byście chcieli, jednocześnie będąc tym, czego my chcemy.
K: Jest tu duże pole do interpretacji.
J: I to jest całe piękno tego filmu. Stwarza możliwość dowolnej interpretacji, co sprawi, że ludzie zaczną o tym mówić – 'Co to znaczy?’ To była dla niego [Dane’a] podróż. Wyruszył na podróż by zdobyć coś. To była misja, był cel, jednak wszystko działo się między wydarzeniami, gdzie ze zwykłego chłopca na posyłki stał się wręcz bohaterem. Nigdy nie wiadomo, co stanie się w ciągu kolejnych 12 godzin.
Praca dla Metalliki.
J: [śmiech] Dokładnie.
Wraz z następną trasą, musicie przekazać torbę komuś, kto pracuje dla was.
J: Zdecydowanie.
K: Oni przeszli trochę więcej, niż tylko próbę zdobycia torby.
J: Nasza ekipa przeszła naprawdę wiele [śmiech]. Oni byli częścią lepszych 'filmów’ niż nasz.
Myślisz, że moglibyście dodać do waszego sklepu figurkę tego Małego Ludzika?
J: Do sklepu? Nie mam pojęcia.
Sądze, że był uroczy. Świetnie wyglądałby na koszulce.
J: Jest uroczy. Mały ludzik – lalka. Podróżna lalka do zawieszenia na lusterku. Jest jego sumieniem. Jego aniołem stróżem, czy czymkolwiek innym. Lecz to, co naprawdę mi się [w lalce]podobało to to, że w środku, zamiast serca miał prawdziwą kość życzeń*.
*kość życzeń (z ang. „wishbone”) – kość w kształcie litery Y u ptaków; w Stanach związana jest z nią swoista wróżba szczęścia – dwie osoby łamią kość i komu przypadnie dłuższy fragment, tego życzenie się spełni (stąd nazwa) – red.
K: Ja tak tego nie widziałem.
Nagraliście koncerty z Vancouver i Edmonton. Była tam prawdziwa publiczność, jednak można było odnieść wrażenie, że dają z siebie wszystko. Nie było tysiąca wzniesionych telefonów czy stojących jak kołki ludzi chadzających po piwo i hot dogi.
K: Wiesz, wiedzieli że nagrywamy.
J: Sam nie wiem czy prosiliśmy ich o to, czy nie. Zostawiliśmy to tak, jak jest. Film był głównym elementem. Byliśmy tam by go nakręcić, a oni to wiedzieli. Byli więc częścią czegoś megawyjątkowego, czego nie muszą nagrywać [śmiech] – my to nagrywaliśmy.
Scena jest niesamowita – tak wielka, że ponoć nie zmieściłaby się do ponad 60% aren?
J: Ta, coś w tym stylu.
Nie jest okrągła, a prostokątna.
J: Tak, jest prostokątna. Z łatwością zajęłaby powierzchnię lodowiska hokejowego.
Gdzie jest teraz?
J: Czeka, aż zostanie użyta. Jest szwajcarskim scyzorykiem wśród scen. Ma w sobie wszystko. Jest najlepszą sceną dla nas.
