Jack Flanaganm, manager zespołu GWAR, potwierdził w swoim oficjalnym oświadczeniu informację o śmierci frontmana kapeli, Dave’a Brockiego.
Z ciężkim sercem potwierdzam, że mój drogi przyjaciel Dave Brockie, artysta, muzyk i wokalista GWAR zmarł około godziny 18:50 czasu wschodniego 23 marca 2014 roku. Jego ciało zostało znalezione w niedzielę przez kolegę z zespołu w jego domu w Richmond.
Władze Richmond potwierdziły jego śmierć i poinformowały o niej jego krewnych. Zostanie przeprowadzona pełna autopsja. Miał 50 lat, urodził się 30 sierpnia 1963 roku.
Moim głównym celem teraz jest opieka nad moimi kolegami z zespołu i nad jego rodziną. Więcej informacji w związku z jego śmiercią, zostaną podane, gdy potwierdzone zostaną szczegóły.
Rzeczniczka policji Dionne Waugh potwierdza, że funkcjonariusze zostali wezwani do 4800 bloku West Seminary Avenue o godzinie 18:53 w niedzielę. Na obecną chwilę detektywi nie stwierdzili przestępstwa, ani nie podejrzewają samobójstwa. Nie odnaleziono także jakiegokolwiek listu pożegnalnego.
Randy Blythe, frontman kapeli Lamb of God, na swoim profilu na portalu Instagram, zamieścił wiadomość na temat swojego zmarłego, wieloletniego przyjaciela:
Gdy ktoś umiera, w większości przypadków ludzie mówią: „Och, on był wyjątkową osobą, jedyną w swoim rodzaju, prawdziwym oryginałem” – większość z tych ludzi nie ma pojęcia o czym mówi. Oni tak naprawdę nie znali Dave’a. Dave BYŁ NAPRAWDĘ JEDYNYM W SWOIM RODZAJU – nie znam NIKOGO nawet w niewielkim stopniu do niego podobnego. To BARDZO TRUDNO OPISAĆ. Mój zespół nauczył się od GWAR jak stać się prawdziwie koncertującą kapelą, jako pierwsi nam to pokazali. Nauczyłem się wielu rzeczy od Dave’a i za wiele z nich będę dozgonnie wdzięczny, a za niektóre głęboko zawstydzony. Zrobiłem mu zdjęcie na jego imprezie z okazji urodzin parę miesięcy temu – Dave całujący swój Oderousowy tort urodzinowy. I teraz, gdybym chciał naprawdę złożyć hołd Dave’owi w sposób jaki ON by to zrobił, gdybym JA umarł, musiałbym opowiedzieć kompletnie niesmaczny dowcip na temat jego śmierci. Ale nie mam na tyle silnego żołądka by to zrobić – Dave miałby, ale nie ja. Nigdy nie pokładał wiary w coś takiego jak „ograniczenie”. Richmond straciło jednego z najbardziej kreatywnych ludzi.
Jest mi tak ogromnie szkoda. Dziękuję Dave za całe szaleństwo, którego dokonałeś – dzięki Bogu, że mogłeś to zrobić ty zamiast mnie. Było dla mnie zaszczytem znać ciebie, być twoim Shaky Slave, służyć w Blood Vomit ramię w ramię z tobą (Jazda!) i zostać przemoczonym do suchej nitki przez twoją słodką mątwę. RIP Dave Brockie. Oderous, baw się dobrze podczas powrotu do domu.
