Serwis USA Today w ostatniej rozmowie z frontmanem AC/DC, Brianem Johnsonem, poruszył temat zmarłego w 1980r. wokalisty zespołu, Bona Scotta.
Myślę, że skupiał wokół siebie wszystko co zabawne, wszystko, co ucieleśnia „nie myśl o śmierci, żyj pełnią życia.” Tym bardziej straszne, że odszedł. Nie był jakoś bardzo zwariowany – był tak zwariowany jak reszta. Miał pecha. Wszyscy robiliśmy głupie, idiotyczne wręcz rzeczy, kiedy byliśmy młodzi, ale my z tego wyrośliśmy. On nie. To była jedna z najgłupszych rzeczy, jakie miały prawo się wydarzyć, zdarzył się wypadek i było to głupie. Nie powiem na niego złego słowa. Ciągle mówimy o nim jako o członku zespołu, kiedy wchodzimy do szatni.
Brian wspomniał również m.in., że spotkał Bona w 1974r., gdy grał w Geordie, a Scott był członkiem supportu. Obejrzał występ Briana i wypili potem kilka piw. Kiedyś przy okazji rozmowy w AC/DC wspomniał, że jego jedynym godnym następcą w razie czego byłby właśnie Brian – zespół na szczęście o tym nie zapomniał.
7 czerwca wydana zostanie specjalna edycja DVD/Blu-ray Let There Be Rock.
