Jakiś czas temu najbardziej chyba znana muzyczna stacja na świecie – MTV – przeprowadziła wywiady z członkami zespołu na temat Death Magnetic, ale nie tylko. Ostatnio pisaliśmy sporo o przeróżnych rzeczach komentowanych przez czwórkę z San Francisco na łamach MTV. Dzisiaj kolejna dawka muzycznych informacji – Ugluk przetłumaczył tekst o powrocie do korzeni, oraz graniu ?tak, jak chcieliby tego fani”.

Czy Death Magnetic może być kolejnym wielkim dziełem, powrotem do korzeni, którego tak domagają się fani od wielu lat?
James:
Nie wiem. Z jednej strony tak, z drugiej nie. Ostatnią rzeczą jakiej pragnę jest fakt, że ktoś pomyśli 'Och, powrócili do stylu Puppets, bo to był ich najlepszy album, zrobili to, bo tego chcieliśmy’. Jeśli zaczniemy pisać piosenki dla swoich fanów, będzie w tym coś niedobrego. Fani mogą myśleć, że wiedzą najlepiej, ale hej! to ja jestem tu rozgrywającym w naszym zespole. Koniec końców, musimy napisać ten materiał, bo kochamy to robić i płynie to prosto z naszego serca. Dlatego właśnie ludzie się z tym utożsamiają. Jeśli zaczniemy pisać dla nich, stracimy sens.
Zdajemy sobie sprawę, że ten album był naszą esencją. Była tam młodość, było w tym albumie przysłowiowe 'to coś’. To wspaniały czas na wydanie takiego albumu. Old-schoolowy metal przeżywa wielki powrót, tak wiele osób chce go grać, chce słuchać riffów, solówek. Uwielbiam to i znowu to robimy.
Misją Ricka Rubina było sprawienie, abyśmy odnaleźli esencję Metalliki. Poczuli się tak jak wtedy, przypomnieli sobie co myśleliśmy i jakie były nasze inspiracje. (…) To była dobra praca, ale dla nas niemożliwym jest powrót w czasie. Możemy się ubrać jak w 1986, ale nie będziemy tam ponownie. Przez tyle razem przeszliśmy, że nie możemy wymazać wszystkiego co się przez ten czas stało.
To co naprawdę ma dla nas sens, to ten głód i wyzwanie, aby zaimponować. Rick powiedział 'macie do napisania setlistę, wasz następny album będzie setlistą najlepszych waszych piosenek, jakie macie do zaoferowania. Tak jakbyście musieli szukać wydawcy, aby wydać album.’. I to była dla nas świetna misja.
Ale czy krytyczne uwagi fanów wywarły swoje piętno na procesie pisania i nagrywania? Czy Metallica czuła, że ma coś do udowodnienia na Death Magnetic?
James:
To możliwe, ale kluczowe są zawsze nasze własne emocje. Nie możesz błądzić, jeśli idziesz za głosem serca, tak to wygląda. Jest nam bardzo wygodnie, jeśli nasza grupa fanów dobiera się naturalnie. Nie musimy ich uszczęśliwiać, bo to jak próba kontrolowania świata. Nie możesz tego robić. Jeśli oni poczują tą muzykę, będą z nami. Jeśli nie polubią albumu być może odejdą. I to jest OK. To oznacza, że pojawią się wolne miejsca dla innych ludzi.
Dla Kirka Hammetta, Death Magnetic raczej nie jest powrotem do old-schoolowego brzmienia zespołu, lecz jego aktualizacją.
Patrząc w przeszłość, widzimy jaka muzyka odgrywała swoją rolę dobrze i staramy się ją aktualizować.

Lars twierdzi natomiast, że zespół jest krytykowany już od tak dawna, że on nawet tego nie zauważą. Zespół ewoluował, ponieważ jego członkowie ewoluowali. Jest dumny z faktu, że niezależnie od tego co robili, zawsze było to szczere.
Zawsze była w Metallice ta melodyjna strona, strona, która kwitła w pragnieniu przełamania wszelkich stereotypów i pragnieniu kreatywnego i muzycznego wykazania się. Myślę, że wiele rzeczy, które nagraliśmy sprzeciwia się konserwatywnemu sposobowi myślenia w heavy metalu i hard rocku. I to jest OK. Zawsze żyliśmy sobie w naszym małym świecie i nigdy tak naprawdę nie musieliśmy nikomu odpowiadać, poza sobą, wciąż jednak pozostając w niesamowitych relacjach z fanami.

Posłuchajcie, nie jesteśmy sprzedajną pastą do zębów. To nie jest produkt. Ludzie, którzy są z nami wiedzą, że mamy tą niewygodną, czasami wręcz perwersyjną potrzebę przełamania stereotypów i potrzebę pójścia w stronę jaka nam się tylko spodoba. Czasami taka strona okazuje się błędna, ale przynajmniej to zróżnicowana i szczera przejażdżka. Nigdy nikomu nie wciskaliśmy ściemy jeśli chodzi o tworzoną muzykę. Trzymanie się czegoś, czego ludzie po tobie oczekują, jest w rzeczy samej czymś, co mnie zupełnie nie interesuje.
Trzeba przyznać, że cały wywiad jest całkiem ciekawy i pada w nim sporo ciekawych stwierdzeń. Pamiętać należy jednak również komentarze z 2003 roku, kiedy to St.Anger również okrzyknięto powrotem do korzeni i prawdziwego, metalowego grania. Czy tak właśnie się stało… to już nie podlega ocenie redakcji, tylko nas wszystkich!