W dzisiejszym muzycznym świecie łatwo jest się zagubić. Czasem można odnieść wrażenie, że wszędzie chodzi tylko o pieniądze i sławę. Tymczasem były perkusista Slayera przypomina o tym, co powinno być w nim najważniejsze. Mowa oczywiście o pasji do muzyki. Ten temat poruszył ostatnio w wywiadzie dla The Jasta Show:
Wierzę w to, że rozmiar zespołu nie ma znaczenia, dopóki jesteś w stu procentach szczęśliwy. Czuję, że jeśli kochasz muzykę, to nie dbasz o to, gdzie grasz. Będę występował w pieprzonym, brudnym, undergroundowym klubie w Londynie. To jest miejsce, gdzie grałem kilka razy… taki świat przestępczy! Jest też miejsce na Brooklynie i parę innych, gdzie koncertowałem. Po prostu totalne speluny! To jest zabawa. I nie ma różnicy, gdzie to robisz. Uwielbiam granie w małych klubach, ale wystąpię też na wielkich scenach. To nie ma znaczenia! Dla mnie jedynie to ma znaczenie, że robię to, co lubię, czyli gram na perkusji. Mógłbym być w swoim własnym garażu czy w garażu przyjaciół z kilkoma kumplami, pijąc piwo i spędzając razem czas. Kocham to i totalnie by mi to odpowiadało. I jeśli nie miałbym zespołu, zrobiłbym pieprzoną perkusyjną klinikę i grałbym sam dla siebie!
Słowa uznania należą się dla Dave’a Lombardo za takie podejście. Oby jak największa ilość muzyków brała z niego przykład.
