Premiera gry Guitar Hero: Metallica była jednym z ważniejszych wydarzeń zarówno dla fanów zespołu, jak i osób interesujących się grami wideo. Od tego wydarzenia minęło już kilka miesięcy, więc „na chłodno” możemy wrócić do tematu. Ponieważ do momentu wydania gry przekazywaliśmy Wam informacje o nowym Guitar Hero, dziś wracamy do tematu. W poniższym artykule prezentujemy Wam podsumowanie najciekawszych recenzji gry, tak, by każdy mógł sobie odpowiedzieć na pytanie, czy warto zagrać w Guitar Hero: Metallica.
Najnowsze Guitar Hero, dostępne w Ameryce Północnej od końca marca 2009, na Starym Kontynencie oficjalnie pojawiło się w maju. Wydawca gry – Activision – świetnie trafiło z wyborem głównej gwiazdy tego wydania Guitar Hero – w 2008 roku Metallica bezdyskusyjnie powróciła jako największy i najsłynniejszy zespół heavy, „Death Magnetic” dostawało oceny przynajmniej dobre, hale i stadiony całego świata zapełniały się jak w czasach „Czarnej Płyty”, a samą grę udało się wydać na kilka dni przed wprowadzeniem zespołu do Rock `n`Roll Hall of Fame. Gra dostępna jest na konsole Playstation 2 i 3, XBox 36o i Nintendo Wii. Cena gry jest podobna jak w przypadku innych gier na wybrane konsole, natomiast w komplecie z plastikową gitarą to wydatek ok. 430 zł. Zanim dowiemy się, co jest najlepsze w nowej grze Neversoft, obejrzyjmy intro:
httpv://www.youtube.com/watch?v=Zka7BH8dn-8
1. Rozgrywka
Rozgrywka oparta jest na bezpośrednim poprzedniku w serii Guitar Hero, noszącym podtytuł „World Tour”. Choć w nazwie serii jest wymieniony tylko jeden instrument, to autorzy gry pozwalają nam także na odgrywanie ścieżek basu, perkusji, a nawet wokalu. Serwis IGN zwraca uwagę na różne „cool” możliwości związane z graniem jako Lars Ulrich. Podłączyć można specjalną elektroniczną perkusję, a jeśli to będzie za mało, to możliwe jest dokupienie drugiej stopy perkusyjnej. Rozwiązanie takie pozwala na uruchomienie specjalnego poziomu trudności „Expert+”, gdzie dokładnie odgrywać musimy także fragmenty z podwójną stopą. Perkusja do gry może być używana również w konkurencyjnej serii gier Rock Band, w grach tych jednak nie działa dodatkowa stopa. Generalnie rzecz biorąc, ścieżki perkusyjne ułożone przez Larsa i dostępne w grze określane są jako „fun to play” i jeden z lepszych elementów gry.

Pozostając w temacie perkusji, wypada nadmienić o kolejnej bardzo docenionej innowacji – „Drum Over”. W trybie tym wyłączona zostaje oryginalna ścieżka perkusji, gracz słyszy tylko partie gitar, basu i wokalu, i może grać wymyślony przez siebie podkład perkusyjny. Co ciekawsze, brzmienie poszczególnych elementów perkusji jest oparte na brzmieniu z danej epoki. Dla przykładu, jeśli wybierzemy „Master of Puppets”, to sample perkusyjne będą brzmiały jak na albumie z 1986 roku.
Jeśli chodzi o samą strukturę gry, to przypomina ona dwie pierwsze części serii. Żeby przejść grę nie trzeba zaliczać każdego kolejnego utworu, lecz wystarczy w ogólnym podsumowaniu zdobyć wymaganą liczbę punktów. Dzięki temu, jeśli nie przejdziemy którejś piosenki, to nie ma potrzeby tkwić w niej aż do zaliczenia – gracz ma możliwość rezygnacji i zabrania się za inny kawałek. Oczywiście podczas dalszej gry zachęcani jesteśmy do powrócenia do niedokończonych utworów. Nie znaczy to jednak, że gra jest łatwa. Recenzenci podkreślają świetnie trafiony poziom trudności, gdzie stopniowo przechodzimy do coraz to bardziej wymagających kawałków. Natomiast ci, których nużą prostsze utwory, mogą szybko przejść do takiej „ciężkiej artylerii” jak Master of Puppets albo One.
2. Recenzja „Gramy na maxa”
Jako przerywnik przed dalszym podsumowaniem zapraszamy do obejrzenia recenzji przygotowanej przez zaprzyjaźnioną ekipę Gramy na maxa. Zakręceni redaktorzy z Lublina prowadzą w lubelskim studenckim Radio Centrum program poświęcony grom konsolowym – w każdą niedzielę o 19. Audycji można posłuchać też na ich serwisie internetowym – szczerze polecamy! Na ich stronie znajdziecie również wiele innych wideo-recenzji, równie ciekawych jak ta poniżej:
httpv://www.youtube.com/watch?v=SPKn0Qlwm_U
3. Jakie kawałki możemy zagrać?
Autor recenzji Gamespot.com, najbardziej znanego serwisu internetowego zajmującego się grami, chwali przede wszystkim dobór utworów, podkreślając, że tracklista oddaje coś na kształt „Best of” Metalliki. Przypomnijmy więc dostępne w grze piosenki Metalliki:
All Nightmare Long
Battery
Creeping Death
Disposable Heroes
Dyers Eve
Enter Sandman
Fade To Black
Fight Fire With Fire
For Whom The Bell Tools
Frantic
Fuel
Hit The Lights
King Nothing
Master of Puppets
Mercyful Fate
No Leaf Clover
Nothing Else Matters
One
Orion
Sad But True
Seek & Destroy
The Memory Remains
The Shortest Straw
The Thing That Should Not Be
The Unforgiven
Welcome Home (Sanitarium)
Whatever I May Roam
Whiplash
Rzeczywiście – mamy tu wszystko, co najlepsze. Dodatkowo, jako zachętę dla posiadaczy Playstation 2 i Nintendo Wii, autorzy dodali 3 tytuły z „Death Magnetic”: Broken, Beat & Scarred, Cyanide i My Apocalypse. W grze można też grać utwory spoza repertuaru Metalliki, wybrane natomiast przez samą czwórkę:
Alice In Chains – No Excuses
Bob Seger – Tum The Page (Live)
Corrosion of Conformity – Albatross
Diamond Head – Am I Evil?
Foo Fighters – Stacked Actions
Judas Priest – Hell Bent For Leather
Kyuss – Demom Cleaner
Lynyrd Skynyrd – Tuesday’s Gone
Machine Head – Beautiful Mourning
Mastodon – Blood And Thunder
Mercyful Fate – Evil
Michael Schenker Group – Armed and Ready
Motorhead – Ace of Spades
Queen – Stone Cold Crazy
Samhain – Mother of Mercy
Slayer – War Ensemble
Social Distortion – Mommy’s Little Monster (Live)
Suicidal Tendencies – War Inside My Head
System of a Down – Toxicity
The Sword – Black River
Thin Lizzy – The Boys Are Back In Town
4. Oprawa, dodatki, smaczki…
Podobnie jak w recenzji Gramy na maxa, tak i w innych recenzjach pojawiają się „ochy” i „achy” w odniesieniu do oprawy audio-wizualnej. Przede wszystkim podkreślić musimy świetne odwzorowanie ruchów charakterystycznych dla Jamesa, Kirka, Roberta i Larsa poprzez technologię motion-capture (pominąć można fakt, że ich komputerowe postacie nie potrzebują pasków do instrumentów, czy też niekiedy mają głupawe miny). Dodajmy do tego sceny na których można grać (w tym studio HQ!), menu… ale także dodatki w postaci chociażby fanowskich nagrań wideo z występów w małych klubach (rzeczy, które dotąd mogli ujrzeć tylko nieliczni szczęściarze), galerię zdjęć, notatki z tras koncertowych, teksty piosenek…
Bardzo doceniona została opcja „Metallifacts”, inspirowana kanałem muzycznym VH1. Daje nam to możliwość oglądania „komputerowego” koncertu Metalliki (opcja nie działa ze wszystkimi ich utworami, ale jest też dostępna dla nie-metallikowych piosenek), a w dolnej części ekranu pojawiają się różne ciekawostki dotyczące danego utworu. Jak podkreślono na serwisie IGN, Metallifacts to jedna z tych opcji, dzięki którym gra jest czymś więcej niż Guitar Hero: World Tour z wrzuconymi kawałkami Metalliki. Cechy omówione powyżej dobrze zaprezentowano w recenzji serwisu IGN, zatem zapraszamy do obejrzenia:
httpv://www.youtube.com/watch?v=pRjqcRV8PBg
Jak dotąd wygląda na to, że Guitar Hero: Metallica jest grą idealną. Trudno dostrzec wady w tak świetnie przygotowanym produkcie, choć właśnie recenzenci z IGN zwracają uwagę na fakt, iż posiadacze edycji World Tour, którzy pobrali ze strony gry dodatkowe, płatne utwory, nie będą mogli uruchomić ich w tytule poświeconym Metallice. Dodatkowo, dla osób którym nie wystarcza tracklista gry, producenci udostępnili do pobrania jedynie pełny album „Death Magnetic”. Na tle całej gry nie wydaje się to jednak wielką wadą, szczególnie, że oryginalnym zestawie utworów zabrakło Blackened i … And Justice For All (prawdopodobnie przez to, że są one dostępne dla serii Rock Band).
Wymienienie i opisanie wszystkich możliwości Guitar Hero: Metallica (jak chociażby sieciowe pojedynki między zespołami graczy, wirtualne studio w którym można komponować własną muzykę) zajęłoby wiele godzin i nie jest celem tego artykułu. Część z niewspomnianych dotąd opcji zobaczycie w tej recenzji z Gamespot:
httpv://www.youtube.com/watch?v=JNqDJj44myc
W branży gier, Guitar Hero: Metallica okazało się strzałem w dziesiątkę. Rzadko kiedy pojawia się gra, która zdobywa tak wysokie oceny zarówno krytyków, jak i graczy. Średnia ocena recenzentów Gamespot to 8.5/10 (ocena graczy: 8.8), IGN dało grze 8.9/10. Podobnie jest przypadku innych serwisów – tutaj możecie obejrzeć zestawienie ocen z kilkudziesięciu źródeł.

[W międzyczasie, w domu Jamesa Hetfielda: „Miałem okropny sen – podpisaliśmy kontrakt dzięki któremu dzieciaki na całym świecie mogły grać nasze piosenki używając plastikowej gitary i perkusji, a po ekranie łaziły nasze postacie wygenerowane przez komputer…”]
5. Podsumowując…
… wydaje się, że napisaliśmy już o wszystkim. Omówiliśmy strukurę rozgrywki, dobór utworów, oprawę, dodatki i ciekawostki zawarte w grze. Jednak gra komputerowa, czy też konsolowa, ma przede wszystkim dawać przyjemność z samego grania. I tutaj wszyscy są zgodni – w Guitar Hero: Metallica gra się rewelacyjnie. Formuła rozgrywki została dopracowana po poprzednich edycjach, natomiast kawałki Metalliki są wręcz idealne do grania. Zresztą wiedzą i rozumieją to przede wszystkim osoby, które grają na gitarze, basie, perkusji. Tak jak autor tego opracowania. Na całym świecie muzyka Metalliki zainspirowała miliony osób do chwycenia za instrument i rozpoczęcia nowego hobby. Hobby to z czasem przeradza się w pasję, a ci zainspirowani muzycy w łączą się z innymi pasjonatami Metalliki i grają ich kawałki na próbach, a niekiedy nawet na własnych koncertach. Wszystko to ma swoje źródło w tym, że muzyka Metalliki ma w sobie tę wciagającą siłę – potężne riffy, solówki szybkie jak tornado, wolniejsze partie które nigdy się nie nudzą. Czy to proste i szczere riffy „Sad but True”, czy pogmatwane przejścia „All Nightmare Long”, prymitywny „Frantic”, agresywny „Whiplash” czy majestatyczny „The Unforgiven” – wszystko to jest po prostu „fun to play”. Nawet nie mając prawdziwego „wiosła” chce się robić „air guitar” i naśladować Jamesa, nie mając prawdziwej perkusji automatycznie chce się „grać w powietrzu” i wybijać rytmy ułożone przez Larsa, nie umiejąc śpiewać mamy ochotę nucić teksty Jamesa. Ta pasja jest kwintensencją ich muzyki. I jak podreślają autorzy różnych recenzji, tę kwintesencję udało się przenieść na poziom gry wideo, dzięki czemu nawet nie mając prawdziwej gitary, zespołu, miejsca na próby, można choć na trochę poczuć się jak rockowy bohater.