Kilka dni temu Slayer wydał oświadczenie, którego chyba nikt się nie spodziewał. Zespół ogłosił pożegnalną trasę. Gitarzysta wspomniał także, że grupa nie nagra już nowego albumu. Perkusista Anthrax przejęty tym wydarzeniem, skomentował je w Cobras & Fire:
Kiedy zobaczyłem tę wiadomość, to w pewien sposób mnie uderzyła. Miałem takie uczucie, że ktoś postawił pewien znak czasów. Nigdy nie patrzę na wiek. Chyba że ktoś mi przypomni czy wyśle urodzinową kartkę. Pomyślałem sobie, że, cholera, może w pewnym sensie zbliżamy się do końca naszej przejażdżki. Wydaje mi się, że zaskoczyło to wielu ludzi, tak muzyków, jak i fanów. Chyba życie zaczyna nas doganiać. Myślę, że fani są zmartwieni teraz i myślą sobie, co pozostanie? Te gówniane zespoły, które pojawiają się dzisiaj? To zrozumiałe, że chcieliby, żeby ich idole żyli wiecznie. Jednak tak się nie da. Nikt nie chce chodzić na koncerty staruszków i stwierdzać, ze to było okropne, bo ledwo grali. Z jednej strony jest smutek i ta niechęć, żeby odchodzili, a z drugiej nie chcesz ich widzieć w takim stanie. Trzeba cieszyć się chwilą i zapamiętywać dobre momenty, rzeczy, dzięki którym byliśmy szczęśliwi, do których można wracać.
