W ostatnim wywiadzie dla kanadyjskiego programu „The Metal Voice”, Charlie Benante przyznał, że ilość materiału zgromadzonego na 11. krążek Anthrax mogłaby nie zmieścić się na pojedynczej płycie. Perkusista Scotta Iana mówił także o relacjach pomiędzy poszczególnymi członkami zespołu oraz o postępach prac nad następcą albumu „Worship Music”. Najciekawsze fragmenty wypowiedzi Charliego wewnątrz newsa.
Charlie Benante o relacjach pomiędzy poszczególnymi członkami Anthraxa:
Jest zdecydowanie lepiej, niż kiedykolwiek było. Powrót Joey’a oczywiście sprawia, że wszystko po prostu wydaje się na swoim miejscu. Idziemy naprzód – to właśnie jest to, co robimy. Nie oglądamy się przez ramię.
Myślę, że wszystko stało się jeszcze lepsze [w związku z powrotem Joeya Belladonny do kapeli- przy. red.]. I naprawdę sądzę, że w tym momencie o wiele bardziej przypominamy zgrany zespół, niż miało to miejsce w 2005 roku podczas trasy z Judas Priest. Myślę, że wtedy wciąż próbowaliśmy jeszcze odgadnąć to, kim nawzajem jesteśmy.
Jedną z bardzo ważnych rzeczy, w szczególności, gdy zaczynasz już nabierać pewnego wieku, jest zdanie sobie sprawy że naprawianie starych relacji, powinno być istotnym współczynnikiem w tym wszystkim. Bo jest tak wiele świetnych zespołów, które kocham i które ze sobą już nie grają, że wciąż powtarzałem: „Wow, chciałbym, żeby się znowu razem zeszli.” Bo jeżeli cokolwiek ma sprawić, że znowu się z kimś zejdziesz, to powinna to być miłość do muzyki.
O postępach prac nad nowym albumem:
Niektóre z nowych kawałków, które teraz z nas wypływają okazało się bardzo inspirującymi. To jak, pamiętam jak to kiedyś gitarzyście [Scottowi Ianowi], gdy mieliśmy już 12 nowych utworów: „Stary, teraz dopiero zaczyna się wylewać ze mnie naprawdę dobry materiał” na co odpowiedział: „Serio? Ale te 12 wałków jest już świetne.” A ja odparłem: „Nie, stary. Zaczekaj aż usłyszysz kolejną partię.”
Większość muzyki tworzę wewnątrz zespołu; pomysły się ze mnie wybrzmiewają, mówiąc muzycznym żargonem. Ale lubię też sytuację, w której każdy dokłada do materiału coś swojego. Przynoszę kawałek i zazwyczaj ja, Scott i Frank [Bello] ogrywamy go, robiąc zmiany w paru miejscach. Albo czasami, gdy Scott przyswoi sobie riff, to dopasowuje go do swoich umiejętności i wtedy dopiero zaczyna się on kształtować. Ale w większości przypadków sam wychodzę z inicjatywą.
Jeżeli chodzi o ten krążek, to naprawdę jestem szczęściarzem, że mogę czerpać z doświadczeń „Worship Music” i budować na nich coś nowego. Więc te nowe nuty są… jak by to najlepiej opisać? Jeżeli poprzedni album miałby być odpowiednikiem „Led Zeppelin IV”, to ten który tworzymy byłby jak „Physical Graffiti”. Powodem dla którego tak mówię, jest obfitość kawałków. „Physical Graffiti” było podwójnym albumem. A my mamy wystarczająco materiału, by wydać podwójną płytę.
Całego wywiadu można posłuchać poniżej.
https://www.youtube.com/watch?v=ec4d4I_DuOo

