David Silveria – były perkusista Korn (odszedł z zespołu w 2006r. i otworzył restaurację) – opublikował na swoim facebooku wiadomość, w której wyjaśnia jak doszło do utraty przez Korn charakterystycznego stylu, jaki zespół wyrobił sobie pierwszymi trzema płytami. Co ciekawe, wyraża też chęć powrotu do składu. Po jego odejściu Jonathan Davis stwierdził, że Silveria „był tam i pisał beaty, ale tak naprawdę był nieobecny” i że „szczerze nie lubił grać na perkusji” oraz że „po jakichś pierwszych dwóch albumach stracił zamiłowanie do gry”. Cóż, dzięki poniższej historii można zrozumieć dlaczego. Tłumaczenie w dalszej części.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=wul2Y9o6hmE
Cześć ludzie,
Nim przejdę do tego postu, chcę aby było jasne, że wyjaśniam jedynie historę wczesnych dni Korn. Nie uderzam w Korn ani trochę.
Mam nadzieję, że dla fanów Korn będzie to interesująca informacja.
No to jedziemy.
W 1991r., gdy Korn zaczął pisać muzykę, działo się to w naszej salce prób. Kiedy mieliśmy 6-8 utworów, wyszliśmy zagrać swój pierwszy koncert, a potem wróciliśmy do salki i pisalismy dalej. Więc przez kolejne parę lat pisaliśmy utwory i przepisywaliśmy je, grając liczne koncerty. Kawałki, które trafiły na nasz pierwszy album „Korn” były pisane i grane na żywo i dopieszczane na przestrzeni jakichś 2,5 roku. Nasz drugi i trzeci album, „Live Is Peachy” i „Follow The Leader”, [również] zostały napisane w naszej salce prób i były ogrywane i dopieszczane wciąż i wciąż. To kluczowy element.
Pierwsze trzy albumy miały różnego rodzaju dziwaczne złamania nie w tempo w utworach. Celowo przyspieszaliśmy i spowalnialiśmy partie. Większość dziwnych złamań stworzył Fieldy i ja. Zmienialiśmy tempo w środku utworu bez wyraźnego powodu.
Jedną z wspaniałych rzeczy w muzyce jest to, że nie ma reguł.
Skok wprzód do naszego kolejnego albumu, „Issues”. Znany producent przyszedł i powiedział nam, że „zabierze nas na wyższy poziom”. Od razu stwierdziłem, że pieprzy. Sądziłem, że dopiero co nagraliśmy legendarne płyty?
Oto kolejny kluczowy punkt. On chciał nagrywać album przez cyfrowy system Pro Tools. Chciał także, żeby nagrywać wszystko z click trackiem, eliminując wszelkie zwariowane zmiany tempa i złamania poza rytmem oraz przeciągania i przepychania partii. Tylko ja uważałem, że to koszmarny pomysł. Nasz charakterystyczny styl został zaatakowany, a chłopaki siedzieli i tylko słuchali tego „znanego” producenta.
Zaczęliśmy więc pisać muzykę. Zrobiłem swoje na perkusji, grając w swoim stylu. Producent od razu chciał, abym uprościł swoją grę. Powiedziałem mu, „To nie jest twoja płyta. Zrobię to po swojemu.” Następnego dnia odebrałem telefon od naszego managera, który powiedział, że ktoś z zespołu twierdzi, że utrudniam pracę. Poważnie!! Zatem poproszono mnie o bycie marionetką i o ogłupienie swojej gry i żebym był grzecznym chłopcem. Słyszałem to tyle razy, że w końcu uprościłem wszystko.
Dość lamersko, co?
Następnie dowiedzieliśmy się, że będziemy nagrywać całą muzykę zanim Jon w ogóle zaczął robić wokal. To kolejne istotne uderzenie w nasze charakterystyczne brzmienie. Zawsze pisaliśmy utwory jako zespół pięciu ludzi i tworzyliśmy wyjątkowe akcenty i złamania konkretnie z myślą o wokalu.
Cóż, i tak przepadło unikalne brzmienie Korn.
Jak tylko nasz pierwotny sposób komponowania totalnie się zmienił, pierwotne brzmienie również uległo zmianie. Byłem rozczarowany.
Pytano mnie setki razy o to, dlaczego nasze brzmienie zmieniło się tak bardzo po „Follow The Leader”. Teraz macie odpowiedź.
Kocham muzykę jaką zrobiliśmy po „Leader”; nie zrozumcie mnie źle. Po prostu utracuła tak wiele z naszego wyjątkowego brzmienia, z którego byliśmy znani. Naprawdę myślę, że fani to zauważyli.
Poczyniłem kilka prób, by cofnąć zespół do podstaw i pisać i nagrywać tak jak na pierwszych trzech albumów, ale za każdym razem spotkałem się z opozycją. Nie wiem dlaczego. Chciałem jedynie robić lepsze płyty. Ale pozostali członkowie nie chcieli spędzać dodatkowego czasu, jaki jest potrzebny, żeby pisać w oryginalny sposób. Ale hej, próbowałem.
Kiedy pisałem o przywróceniu funku, miałem na myśli pierwotny styl pisania.
Strasznie bym chciał wrócić do sali prób z chłopakami i wskrzesić pierwotną pasję i niekonwencjonalny styl komponowania i zrobić albu, który dorastałby do pierwszych trzech. Oczywiście, zanim byłoby to możliwe, bardzo chciałbym usiąść z chłopakami i pomówić o naszych skromnych początkach i naprawdę spojrzeć na sprawy z perspektywy czasu.
Mam szczerą nadzieję, że wkrótce znów zobaczę fanów Korn zza swojej perkusji na scenie z chłopakami.
Jeśli ktokolwiek chce wrzucić to na inne strony, proszę, zróbcie to. Proszę tylko o szczerość i umieszczenie tego w całości, a nie wyciąganie rzeczy z kontekstu.
Mam nadzieję, że jako prawdziwi fani Korn uznaliście ten wgląd za interesujący.
Trzymajcie się wszyscy. Do potem 🙂
W kolejnym poście kilka godzin temu ustosunkował się dodatkowo do słów Davisa o tym, że odszedł, bo stracił zamiłowanie do gry:
Nigdy nie straciłem pasji do grania muzyki. Straciłem pasję do pozwalania producentom na robienie kawałków Korn w foremkach do ciastek. Straciłem pasję do bezsensownych ego i bzdur. Czułem, że byłem jedynym gościem, który chciał być w prawdziwym rock’n’rollowym zespole. Nie interesowała mnie dramaturgia ze strony czyichś dziewczyn i marudzenie i narzekania o wszystko. Jestem dorosłym facetem, a nie małym płaczkiem. Kocham seks, narkotyki i rock’n’roll, nie jakiś nonsens:)