Gitarzysta ma bardzo niekonwencjonalny, charakterystyczny i rozpoznawalny image na scenie. Występuje z kubłem od KFC na głowie oraz maską na twarzy. W ostatnim wywiadzie z Coming Alive Podcast zdradził, jak do tego doszło i jak wszystko się zaczęło:
To jakoś po prostu się stało. Nie myślałem nigdy o czymś takim. Pewnego razu jadłem. Nie było to KFC, nie pamiętam co, jakaś inna tego typu firma. W każdym razie jadłem i nagle pomyślałem, że mam taką maskę, coś w stylu Michaela Myersa (z „Halloween”). Nie taki sam rozmiar, ale podobny typ. Więc ubrałem ją, założyłem na głowę ten kubeł i spojrzałem w lustro. Pomyślałem, że to taki Buckethead. [Śmiech] Nagrał mnie tak pewien kolega. Znałem też gitarzystę, nazywał się Jim Gore. Czuję, że wiele mu zawdzięczam. To on namówił mnie do tego. Mówił: „Powineneś iść, być Bucketheadem i grać!”. A ponieważ zawsze bardzo bałem się grać, to stwierdziłem, że to dobry pomysł. To było dziwne. Jak jakiś facet z horroru. Jim, kiedy tylko to zobaczył, powiedział, że muszę to zrobić i że to będzie super. Dzięki temu czułem się pewniej. To dotyczyło także rzeczy, które lubię, jak np.: Disneyland, sztuki walki, taniec. Pomyślałem, że nie mogę tego zrobić jako ja, ale jako Buckethead owszem.
Muzyk jest głównie znany ze swojej solowej kariery. Ma na koncie aż 40 solowych albumów oraz ponad 100 innych, które są współprojektami bądź pojawił się na nich jako gość. Gitarzysta miał też 4-letni epizod w Guns N’ Roses, a jego partie znajdują się na ostatnim krążku zespołu.
