Pat Furey z Behind The Mask przeprowadził wywiad z Billem Steerem, gitarzystą brytyjskiego zespołu Carcass. Najważniejsze kwestie poruszone w wywiadzie tłumaczymy poniżej:
Macie nowy album, wydany w drugiej połowie 2013 roku przez Nuclear Blast – ,,Surgical Steel”. Byłem osobiście zaskoczony ogólnie pozytywnymi reakcjami, które jednomyślnie wychodziły od ludzi. Czy jest to dla ciebie zaskoczenie, biorąc pod uwagę szerzącą się negatywność, która wydaje się panować w świecie metalu?
(Śmiech) Tak, masz rację, wiele z tych rzeczy ma miejsce. Nie powiedziałbym, że to wszystko było jednomyślne, ponieważ, jeśli poszukasz, znajdziesz wiele negatywnych komentarzy dotyczących płyty, ale tak, byliśmy zszokowani tym, jak pozytywna była ogólna reakcja. I tak naprawdę nie byliśmy na to gotowi. Przygotowaliśmy się na reakcję pół na pół, a tymczasem okazało się, że większość ludzi lubi album. To było świetne!
Mówiłeś, że było to satysfakcjonujące. Czy pojawiły się jakieś obawy lub niepewność, gdy przyszło wam tworzyć nowy album? Czy bałeś się, że ludzie to zlekceważą jako niegodne uwagi, po czym album odejdzie w zapomnienie?
Skądże, nie moglibyśmy tak naprawdę pozwolić naszym umysłom iść w tym kierunku – w przeciwnym wypadku zamarlibyśmy ze strachu. (śmiech) Patrząc wstecz, myślę, że zaczęliśmy w dobry sposób, ponieważ nie powiedzieliśmy nikomu, że piszemy nowy materiał. Na początku w sali prób był tylko Dan Wilding, nasz perkusista oraz ja, potem bardzo szybko dołączył do nas Jeff Walker – między nami trzema była bardzo dynamiczna atmosfera. Codziennie coś osiągaliśmy. Tak czy owak wychodziliśmy z całym numerem bądź kilkoma utworami. Wierzyliśmy też w to, co robimy, więc oczekiwania czy opinie innych ludzi nie wchodziły w cały proces dopóki nie skończyliśmy pracy. Serio, a gdy mieliśmy już wszystko przygotowane i gotowe do wydania, nadszedł straszny czas, ponieważ musieliśmy przygotować się na zmierzenie z opiniami dziennikarzy.
Czy przy tych wszystkich rozmowach o reaktywacji z obecnie nieistniejącymi kapelami trwały dyskusje między tobą i chłopakami z jakiegoś wcielenia Napalm Death? Czy pojawiły się rozmowy na temat zorganizowania koncertu, w którym wystąpiliby ludzie grający w zespole na przestrzeni lat?
Jeśli była taka rozmowa, to ja jej nie słyszałem. Nie mogę sobie wyobrazić, że byłoby to możliwe, jako że wszyscy są w innych miejscach. I nie mam na myśli geograficznie, ale mentalnie i muzycznie. Jeśli popatrzysz na aktualny skład Napalm, to ja grałem z tylko jednym z tych ludzi. Byłem na festiwalach, gdzie grały oba zespoły (Carcass i Napalm Death – przyp. red.) i ludzie mówili: „Powinieneś iść i zagrać z nimi”, ale wtedy poczułbym się do tego niezwykle zmuszony, bo nie dzieliliśmy sceny nawet w dawnych czasach. Jedyną osobą, o której mógłbym coś powiedzieć, byłby Shane (Embury, basista Napalm Death – przyp. red.). Ten zespół to zawiła sprawa, ponieważ jest wiele gałęzi tego drzewa rodzinnego, ale to, na co mogę zwrócić uwagę, to fakt, że w latach, w których byłem zaangażowany w ten zespół, kluczowym członkiem – i myślę, że nikt nie mógłby tego podważyć – był Mick Harris (perkusista grający w Napalm Death w latach 1985–1991 – przyp. red.). Tak naprawdę, myśląc w kategorii przywrócenia tej wersji Napalm Death z powrotem, powinien być w to zaangażowany, a, z tego co rozumiem, to nie jest zbytnio prawdopodobne.
Tak, słyszałem, że nie chce mieć już mieć nigdy z tym do czynienia.
Może chodzić o to, ale może też być to bardziej skomplikowane, ponieważ, wiesz, jeśli facet trzyma się z dala od grania blastów i bardzo intensywnego bębnienia przez wiele lat, jest bardzo ciężko do tego wrócić. Więc nawet jeśli skłaniał się ku temu, to byłaby bardzo ciężka batalia wrócić do tego poziomu. Jestem pewny, że aktualny skład Napalm zbytnio nie zaprząta sobie głowy zrobieniem czegoś takiego.
Cały wywiad przeczytacie pod tym linkiem.
