Jak wiemy, Mike Portnoy nie zagrał wczoraj w Katowicach. Jego miejsce po samowolnym opuszczeniu grupy, którą założył, zajął już na dobre Mike Mangini. Portnoy żałował swej decyzji, lecz było za późno. Okazuje się, że wytarczyło posłuchać dobrej rady od A7x, których wspierał po śmierci The Reva, a z którymi najwyraźniej chciał zostać na dłużej. W wywiadzie dla Guitar World gitarzyści Zacky Vengeance i Synyster Gates opowiedzieli nieco o całej ówczesnej sytuacji, jak również o przyjęciu nowego perkusisty (wywiad wewnątrz newsa):

– Czy sądzicie, że było intencją Mike’a zostać w Avenged Sevenfold?
Gates: Myślę, że zdecydowanie chciał. I byłoby to bardzo miłe. Jest świetnym gościem i świetnym perkusistą i uważamy go za rodzinę. Ale po prostu… To „Mike Portnoy”. On ma swoją markę. Zarabia masę pieniędzy. Więcej niż my możemy przejeść, zwłaszcza w tym punkcie. A po tym jak Jimmy zmarł, cały byłem nastawiony, by dać szansę jakiemuś młodemu dzieciakowi. To byłby spełniający się sen, zaczerpnąć ze śmierci trochę nowego życia. I to wydaje się właściwe. I niestety, Mike podjął pewne decyzje, co do których nie wiem, czy jest superszczęśliwy w tej chwili, i które nie były zbytnio sprzyjające jego dobremu samopoczuciu.
Vengeance: Gdy Mike po raz pierwszy pojawił się ws. [nagrywania albumu]'Nightmare’, był autentycznie szczery w tym, że był tam, aby pomóc spełnić spuściznę po Jimmim i za to będziemy mu zawsze wdzięczni i pełni poszanowania. I, w istocie, był naprawdę jedynym człowiekiem do tej roboty. Ale sądzę, że szukał również nowych rzeczy do zrobienia, jeśli o muzykę chodzi. Wiem na pewno, że czar Dream Theater nieco dla niego prysnął. To zaczęło się zanim nas poznał. I wtedy wyszło 'Nightmare’ i to był album nr 1, i trasy były ogromne, i myślę, że to go podekscytowało. Myślę, że jego intencje były całkiem jasne, że chciał być członkiem Avenged Sevenfold. Ale nie byliśmy gotowi mieć kolejnego członka. I naprawdę, on nie jest do tego właściwy i tak. Gdy wziął i odszedł z Dream Theater, to było coś, na co nie mieliśmy nic do powiedzenia, bo jest dorosłym facetem i podejmuje własne decyzje. Ale nakłanialiśmy go przeciw temu, w pełni wiedząc, że nie byliśmy gotowi zaangażować się z nim. Ale to jego życie.
– Dobrze się bawił będąc częścią Avenged Sevenfold.
Gates: Taak, mieliśmy niezłą frajdę. Myślę, że podobała mu się energia młodości. Mike jest typem towarzyskiego kolesia – gwiazdy rocka, więc zdecydowanie podobało mu się na tej imprezie. Ponieważ tu panuje inna atmosfera niż w Dream Theater. Gdy ci goście grają, to bardzo intensywne coś, co wymaga dużej koncentracji. U nas jest inny klimat.
——————————-
Chłopaki opisali również dalszy przebieg wydarzeń. Otóż nie chcieli robić otwartych przesłuchań, zapytali więc swojego producenta – Mike’a Elizondo – czy zna kogoś młodego i wschodzącego, kto mógłby wejść w miejsce Reva. To samo pytanie padło w kierunku Mike’a Fasano – ich technicznego od perki. Ten wskazał na Arina Ilejaya, którego przesłuchali jako drugiego po jakimś chłopaku z YouTube, który świetnie rozpracowywał ich partie. Pojawił się – chudy i zdenerwowany jak cholera – usiadł… i zniszczył. Przypominał im Johna Bohnama i słuchali go z dużymi bananami na twarzy.
Pełen wywiad we wspomnianym, nowym numerze Guitar World.