Nagrał jedną z ciekawszych płyt na polskiej scenie blackmetalowej Roku Pańskiego 2015, w tym roku dowalił konkretną EP zawierającą niepublikowany dotychczas materiał z okresu nagrywania poprzednich płyt. Zorormr to projekt wzbudzający pewne zainteresowanie zarówno w kraju, jak i za granicą – i w tym punkcie kariery przyłapaliśmy z wywiadem. Wspomnienia, przemyślenia odnośnie kondycji obecnej sceny w Polsce, także z perspektywy wydawcy, wreszcie dalsze plany. Przed wami Fabian „Moloch” Filiks.

Witaj, Moloch!
Najświeższym wydawnictwem Zorormr jest „The Aftermath”, dlatego może od niego zacznijmy rozmowę. Skąd wziął się pomysł wydania epki z niepublikowanym dotychczas materiałem?
W 2015 roku, tuż po premierze „Corpus Hermeticum” skrystalizował się koncept zrobienia EP-ki z niepublikowanymi numerami z poprzednich płyt Zorormr. Z samej sesji „Corpus” miałem 3 numery, które stylistycznie odbiegały od tego co znalazło się na krążku. To po pierwsze. Po drugie chciałem w jakiś sposób zamknąć czy też podsumować pierwszy etap działalności projektu i ta EP-ka wydała mi się dobrym pomysłem. Poza tym w odwrotnej chronologii można poznać muzyczną ścieżkę Zorormr, co może też zachęci do zapoznania się z longplejami.
Zeszły już wszystko z „magazynu”, czy gdzieś jeszcze leżą utwory dopominające się o wydanie?
Na ten moment nie mam nic w archiwach, co by nadawało się do wydania. Jest trochę takich szkiców, pomysłów, kilka utworów bez wokali, ale nie jest to nic co by było warte pokazania światu. Może do niektórych z tych numerów jeszcze kiedyś wrócę, ale na razie niech leżą sobie spokojnie na dnie szuflady.
Jak wyglądał początek Twojej podróży w muzykę ekstremalną? Na przestrzeni kolejnych lat zmieniały się Twoje preferencje, czy konsekwentnie upatrzyłeś sobie w jej obrębie jakąś estetykę, podgatunek?
Zaczynałem od słuchania thrash metalu. Szybko mnie ta muzyka wciągnęła i w pewnym sensie zdominowała. Niczym prawdziwy junkhead potrzebowałem jednak co raz to mocniejszych doznań i tak krok po kroku zmierzałem w kierunku ekstremalnego grania. To był wynik naturalnych poszukiwań. W czasach gdzie z internetem łączyło się po 22 na modemie od Zoltrixa swój gust trzeba było sobie wyrobić samemu. Podpytując znajomych, podczytując prasę i wreszcie eksperymentując. Pamiętam, że był taki czas, że kupowałem kasety tylko ze względu na okładki bo nawet nie można było próbnie przesłuchać kilku utworów (śmiech). Największe wrażenie swego czasu zrobił na mnie Limbonic Art więc nietrudno się domyślić, że zaraz po tym pojawił się w moim odtwarzaczu też Emperor, Mayhem itd. Przez długi czas nie miałem odwagi ani umiejętności grać takiej muzyki samemu dlatego zacząłem tworzenie muzyki od dark ambientu. Ale to mi nie wystarczało, stąd pojawił się Zorormr.
„The Aftermath” dwoma ostatnimi utworami zabiera słuchacza kilka lat wstecz, do początków działalności Zorormr. A Ty, jak z perspektywy czasu wspominasz okres pracy nad pierwszym krążkiem, „Kval” z 2010?
To był eksperyment i próba pogodzenia moich zainteresowań muzyką elektroniczną (dark ambient) z muzyką ekstremalną. „Kval” jest pod tym względem bardzo eklektyczna ale i chaotyczna. To tak naprawdę przysłowiowe „szwarc mydło i powidło” (śmiech). Co jednak broni się na tym krążku po tylu latach to, moim zdaniem, klimat. Potrafi wciągnąć i zatrzymać słuchacza na dłużej. I to chyba główne osiągnięcie „Kval”. Pracowałem nad nim dość szybko i starałem się wiele pomysłów zrealizować na raz. Produkcyjnie miałem w głowie zbyt dużo dark ambientu, żeby dobrze oddać brzmienie gitar czy nawet automatu perkusyjnego. Koniec końców była to naprawdę ciekawa przygoda i lekcja pokory. O tym jak mało wiedziałem na temat produkcji muzycznej przekonałem się przy nagraniach „IHS”…
Wracasz do tamtych nagrań? Chciałbyś coś zmienić? Na późniejszych płytach coraz bardziej do głosu dochodził black metal, mniej było tego skupienia na dark ambiencie…
Rzadko. Nie jestem typem „artysty”, który rozwodzi się nad swoją twórczością i upaja własnym geniuszem. No, może trochę (śmiech). Najwięcej słucham zawsze aktualnych produkcji, tego nad czym pracuje. Ciągle coś poprawiam, zmieniam i szlifuję. Stare rzeczy rzadko odpalam. Jeśli już to raczej z sentymentu. Myślę, że w swoich muzycznych poszukiwaniach cały czas muszę przeć do przodu i nie oglądać się za siebie. Na każdym etapie życia Zorormr każda kolejna płyta stanowiła dla mnie „paramount” i na daną chwilę była moim maksimum. Nie chcę do nich wracać, czy ich poprawiać. Nagrałbym może „Misanthropy” jeszcze raz bo to naprawdę fajny numer. Ale reszta to kronika mojego obłędu i niech zostanie w takim stanie w jakim jest.
„IHS” ukazał się trzy lata później i został dobrze przyjęty. Jakie masz, w roku 2016, przemyślenia odnośnie tego krążka?
„IHS” to w dużej mierze była zmarnowana szansa. Od początku jakieś fatum wisiało nad całym procesem rejestracji, a później produkcji tego albumu. Miałem jakieś dziwne problemy w swoim studio ze sprzętem, sesja bębnów też nie była „spacerem po parku”. Na domiar złego mix i master to było zbieranie całego tego materiału do kupy, bo po drodze coś tam się posypało i tak cała radość tworzenia zamieniła się w koszmar. Na koniec wydawca olał kwestię promocji i numery, które lubię do dziś i uważam, że mają duży potencjał koncertowy nie trafiły do takiego grona odbiorców jak się spodziewałem. Lubię ten materiał, jest bardzo blackowy, momentami nawet punkowy. Surowy, brudny, prymitywny. Czasem jest trochę kwadratowo, ale całość jest napisana z pasją. Myślę, że to słychać i że ludzie wracają do tego krążka tak jak ja.
„Corpus Hermeticum”, trzeci i ostatni długogrający album, spotkał się z satysfakcjonującym odbiorem w Polsce i, jak czytałem, poszedł nie tak dawno temu dalej w świat – chociażby do Rosji i dalej na wschód. Masz jakieś informacje, jak Twoje dzieło radzi sobie poza granicami Rzeczypospolitej?
Z tego co wiem radzi sobie całkiem przyzwoicie. Nie jest to pierwszy raz gdy Zorormr pojawił się za Bugiem i dalej, gdyż „Kval” była tam wydana przez Sturgmlanz Black Metal Manufaktur chyba w 2011 roku. Tym razem moją muzyką zajmuje się Alex z More Hate i cieszę się, że Zorormr jest też częścią historii jego labelu, który istnieje na rynku od 1999 roku. Rosja to rynek z dużym potencjałem, gdzie praktycznie nie ma tego typu projektów co Zorormr. Jest za to sporo innych ciekawych zespołów, bardziej melodyjnych i ze „słowiańskim sznytem”, choć niekoniecznie folkowych. Na tym tle Zorormr nieco odstaje, ale i tak dla mnie to spore wydarzenie, że moją muzykę można kupić w regularnych sklepach a info o niej krąży gdzieś tam po rosyjskim internecie i VK.
Tak, jak wywiadach podkreślasz, krążki Zorormr łączą pewne elementy konstrukcyjne, chociażby tematyka tekstów, w których znaleźć można między innymi odwołania do twórczości Lovecrafta. Skąd ten hołd dla Samotnika z Providence?
Tych elementów wspólnych na moich płytach, szczególnie na poziomie konstrukcyjnym, jest bardzo dużo. Często to są takie rzeczy, na które nikt nie zwraca uwagi. Np. znaczenie okładek i ich rola w przekazaniu czegoś więcej niż tylko zapowiedzi tego co znajduje się na krążku, numeracja utworów i stosowanie tytułów z liczbami oraz ich znaczenie, odwołania do literatury, nie tylko do Lovecrafta, czy filozofii. Tych tropów jest sporo. Mam nadzieję, że ktoś kiedyś znajdzie chwilę, żeby je wszystkie odnaleźć… Wracając jednak do Twojego pytania to z twórczością Lovecrafta zetknąłem się jakoś pod koniec lat 90-tych i wywarła na mnie przemożny wpływ. Stąd też zawsze, przynajmniej jeden utwór na każdej kolejnej płycie Zorormr w jakiś sposób nawiązywał do twórczości Lovecrafta.
Prócz Lovecrafta, ciekawą inspiracją dla Twojej twórczości jest „Corpus Hermeticum” zbiór tekstów greckich poświęconych objawiającemu się Hermesowi Trismegistosowi. Jakim sposobem znalazł się w orbicie Twoich zainteresowań i zdołał przeniknąć na Twój trzeci album do tego stopnia, że nawet stał się tytułem? Nie wydaje mi się, żeby był to popularny motyw w muzyce metalowej…
„Corpus Hermeticum” powstawał wkrótce po tym jak obroniłem doktorat z filozofii Heinricha Corneliusa Agrippy. Z racji tego, że naczytałem się sporo starożytnych i nowożytnych tekstów hermetycznych na potrzeby mojej pracy naukowej i chciałem dać temu wyraz, komentarz muzyczny. Tytułowe „ciało hermetyczne” to ten ostatni krok w drodze do poznania. Spójrz na okładki płyt Zorormr. Mroczny las, postać wiedzącego, który odkrywa przed nami tajemnicę poznania i wreszcie oskórowany człowiek, który posiadł tajemnicę, jest ostatecznie nagi. I wreszcie kości „The Aftermath”… Filozofia jest obecna na płytach Zorormr od początku i w pewnym sensie stanowi ich wspólny mianownik…
Jakie jeszcze dzieła kultury wywarły jakiś wpływ na życie czy twórczość Molocha z Zorormr?
Nie proś mnie, żebym wymienił tu jakieś konkrety bo wątpię, że ktoś chciałby czytać taką listę (śmiech). Zresztą, jeśli ktoś jest uważnym słuchaczem i ma jakieś tam rozeznanie to sam odnajdzie te wszystkie nurty i odwołania w mojej muzyce zarówno do literatury, filozofii, religii czy popkultury.
Często zapraszasz do współpracy, w charakterze sesyjnym, muzyków Devilish Impressions, Quazarre’a i Icanraza. Quazarre wystąpił na wszystkich płytach Zorormr, jednak pozostaje gościem – chcesz zachować całkowitą niezależność czy coś innego stoi na przeszkodzie przed poszerzeniem składu? Jak ta współpraca w ogóle się rozpoczęła? Co panowie wnoszą ewentualnie do twórczości Zorormr?
Tak jak powiedziałem wcześniej Zorormr to na początku był tylko eksperyment. Z czasem chciałem więcej i tak powstały kolejne płyty. Z każdym kolejnym krążkiem pokonywałem własne ograniczenia i korzystałem z pomocy doświadczonych muzyków. Quazarre pomagał mi w Zorormr od samego początku. Bardzo dużo się od niego nauczyłem, głównie w kwestii produkcji dźwięku ale też i techniki gry. Proponowałem mu kilka razy permanentną obecność w Zorormr ale nie był zainteresowany. Chyba woli taką rolę jaką ma teraz i pozostaje z boku. Tak mi się przynajmniej wydaje… Ale potwierdzenia na to musiałbyś szukać u niego.
Tworzenie muzyki łączysz z obowiązkami zarządzającego wytwórnią, Via Nocturna. Czujesz się bardziej artystą czy biznesmenem?
Czy to ważne? Definiowanie siebie przychodzi mi z trudem. Łatwiej określam cele i prościej mówi mi się o dążeniach, o tym czego chcę niż o tym kim się czuję. Na pewno obojgiem po trochu. Wiesz, ja nie jestem muzykiem na pełny etat, nie żyję z tego i nie gram cały czas. Jest to pewna istotna część mnie, z której nigdy nie będę potrafił zrezygnować. Nie powiedziałbym, że bycie muzykiem stanowi dla mnie dodatek czy hobby, bo ja de facto jestem muzykiem ale tak samo jestem biznesmanem i filozofem.
Jak wygląda codzienne życie właściciela takiej wytwórni?
Normalnie, to praca biurowa jak każda inna tylko zamiast słuchania Radia Zet słucha się całego mnóstwa muzyki ekstremalnej (śmiech).
Wydałeś całkiem spore grono interesujących pozycji – jest w czym wybierać. A dla Ciebie, które płyty (poza Zorormr, oczywiście) są tymi ulubionymi?
Ciężko powiedzieć. Lubię je wszystkie na swój sposób. Oczywiście jedne bardziej, drugie mniej… Ale chyba byłoby to nietaktowne, gdybym któreś faworyzował więc pozwól, że nie odpowiem na to pytanie…
Są jakieś projekty, których nagrania chętnie w przyszłości byś wydawał?
Myślę, że jest ich całkiem sporo. Nie wchodźmy jednak w szczegóły bo konkurencja nie śpi (śmiech).
Że polska scena black metalowa ma się wybornie wiadomo od dawna, od lat wychodzą od nas dobre i doceniane przez podziemie na całym świecie krążki. Z różnych wywiadów znam twoją opinię na temat czołówki polskich kapel – a czy dostrzegasz wśród najmłodszej generacji muzyków projekty, które za kilka lat mogą być tymi rozdającymi na rynku karty?
Niekoniecznie. Nie bardzo widzę takie bandy, bo moim zdaniem muzyka ekstremalna się „zwija” a nie rozwija. Wracają mody na stare nurty, ale nowych nie widać… Na szerokie wody wypływają tylko nieliczni. Dinozaury trzymają się mocno a to one mogą liczyć na największe budżety i najlepsze miejscówki do grania. Młodym zostaje to w czym dinozaury są słabe – budowanie społeczności wokół swoich zespołów, takich prawdziwych grup wsparcia, które kupią kolejny krążek, koszulkę i pójdą na ich koncert w byle jakiej dziurze. Stąd tak popularne jest podejście DIY bo daje złudne poczucie kontroli i znaczenia. W rzeczywistości, jeśli ci odbiorcy nie będą w 100% stali za zespołem to oprócz krótkiego szumu miesiąc po premierze płyty zespół będzie musiał wrócić pod kamień z którego wypełznął… No i nie bez znaczenia jest fakt, że dzisiaj wszyscy wszystko chcą już, od razu, natychmiast. Droga na szczyt Vaderowi zajęła dekadę, Behemoth potrzebował już na to dwa razy tyle. Młodzi powinni wyciągnąć z tego wnioski i przede wszystkim ostro wziąć się do roboty. Jeśli nie chcą być tylko chwilową ciekawostką na facebookowym wallu to muszą się całkowicie poświęcić graniu. Bez tego nie osiągną sukcesu. Problem w tym, że na takie poświecenie stać naprawdę nielicznych…
Co po „The Aftermath”? Co szykuje teraz Zorormr? I kiedy można się ewentualnie nowych nagrań spodziewać?
W tej chwili powoli rusza produkcja nowej, pełnowymiarowej płyty Zorormr. Wszystkie utwory mam napisane i zaaranżowane w wersji demo. Najprawdopodobniej na początku przyszłego roku wejdę do studia, żeby ją zarejestrować. Myślę, że płyta ujrzy światło dzienne na jesieni 2017 roku lub na początku 2018. Dalej niż ta premiera nie mam planów względem Zorormr…
Tutaj też muszę zapytać o to, o co pyta każdy – być może po części w nadziei, że jakoś tymi pytaniami nagniemy my, dziennikarze, rzeczywistość. Czy możemy spodziewać się w nieodległej przyszłości koncertów Zorormr? Jeśli zaś miałoby to tego kiedykolwiek dojść, jak wyobrażałbyś sobie takie występy?
Raczej nie. Próbowałem zebrać skład w zeszłym roku, jakoś nawet szykowaliśmy się do prób, ale moi „koledzy po fachu” sobie odpuścili, nie mieli poważnego podejścia do tematu a ja nie miałem czasu, żeby zaczynać poszukiwania od nowa. Sprawa koncertów jest tematem otwartym, ale w najbliższej przyszłości raczej nie jest to realne. Szkoda, bo myślę, że wiele z moich numerów świetnie wypadłoby na żywo. Ale nic to, może jeszcze kiedyś się uda je tak zaprezentować?
Dziękuję za rozmowę w imieniu swoim i czytelników Deathmagnetic.pl, życzę ci wszystkiego dobrego i oddaję ci ostatnie słowo.
Również dziękuję i pozdrawiam czytelników Deathmagnetic.pl!
