Maybeshwill, jedna z post-rockowych gwiazd słynnej sceny brytyjskiej, niebawem kończy działalność. Nam udało się złapać ich między ostatnimi występami. O kondycji post-rocka, planach na przyszłość i o ostatniej wspólnej dekadzie przeczytacie poniżej. Zapraszamy!

Jesteśmy świadkami zdumiewającego namnożenia się nowych gatunków i podgatunków muzycznych, ale większość z nich jest efemeryczna – tuż po pojawieniu się znikają bez śladu. Ale nie post-rock, jest popularny od ponad 20-tu lat: koncerty są wciąż tak samo oblegane. Gdzie leży źródło tej post-rockowej siły?
Sądzę, że ludzie używają terminu post rock w zbyt szerokim znaczeniu. Bądź co bądź ten gatunek sprowadza się w większości przypadków do dźwięków, których źródłem jest gitara instrumentalna. „Post rock” nie dzieli się na miliony przeróżnych podgatunków. Przeciwnie – pozostaje jednym obszernym wymiarem, a przy tym bezustannie się przeobraża, bowiem ludzie operujący wewnątrz tego wymiaru nie czerpią inspiracji wyłącznie „z wewnątrz”, a tym bardziej nie orbitują wokół jednego dźwięku. Nie powiedziałbym, że w „Post-Rocku” jest coś szczególnego, to po prostu bardzo głęboka dziedzina.
Maybeshewill jest bardzo przewrotną nazwą. Skąd taki pomysł? Czy stoi za tym jakaś historia?
To sekwencja sylab, które przyjemnie brzmią i które wymyśliliśmy, kiedy jeszcze nie sądziliśmy, że ludzie mogą się jakkolwiek zainteresować zespołem.
Post-rock i math rock to bardzo ogólne określenia. Co odróżnia was od innych kapeli, co czyni was wyjątkowymi? Jak opisalibyście swoją muzykę komuś, kto nigdy nie zetknął się z tym gatunkiem?
Sam nie wiem… Po prostu próbujemy tworzyć muzykę zbliżoną do tej, jaka do nas przemawia, niezależnie od prezentowanego przez nią gatunku. Nie snujemy żadnych odgórnych założeń odnośnie tego jak mamy brzmieć. Słuchacze zdają się po prostu podążać za naszą muzyką. Kiedy tylko możemy, staramy się wykręcić od prób zaszufladkowania; zachęcanie wszystkich do zapoznania się z naszą muzyką, to najlepsze podejście, jakie przychodzi mi do głowy.
Wydaje mi się, że Post rock jako gatunek jest bardzo zbliżony do sztuki malarskiej. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale mam wrażenie, że w przeciwieństwie do wielu współczesnych artystów nie staracie się narzucić niczego słuchaczowi, lecz raczej pokazac wasze obserwacje dotyczące świata – jego znaczenia i kształtu, używając muzyki jako formy artystycznego przekaźnika. Mylę się, czy rzeczywiście taka była wasza ambicja?
Po części tak. Nie możemy nadać utworowi konkretnego znaczenia poprzez tekst. Możemy za to dać mu tytuł, który będzie rodzajem aluzji i wskazówki, dla naszego rozumienia utworu. W przeciwnym wypadku odbiorca musi wydobywać własne znaczenie, co – jak sądzę – znacznie poszerza możliwości interpretacji.
Czego słuchają gwiazdy post-rocka? Jakie są wasze wzory, a kto wydaje się wam przereklamowany lub kiepski?
W zasadzie nie słucham za dużo muzyki instrumentalnej. No może poza Mogwai i zespołami, które spotkaliśmy na trasach jak ASIWYFA, You Slut i Waking Aida… Myślę że wszystkie są niesamowite. Jednak lwia część muzyki „Post Rockowej” grzęźnie w miejscu pozostając pod wpływem wyłącznie swojego gatunku, czasem nawet jednego zespołu. Chyba nie ma w tym nic dobrego. Tyczy się to szczególnie pewnych zespołów, które w niewyjaśniony dla mnie sposób zyskały nagle ogromną popularność. Ktoś inny jednak widzi w tym sens i to, jak sądzę, stanowi o pięknie muzyki – każdy czerpie z niej coś innego.
Wasza muzyka jest raczej dość trudna w odbiorze. Wymagacie nie tylko pewnego muzycznego przygotowania i emocjonalnego zaplecza ale też sporej wyobraźni. Było trudno zaistnieć w tym gatunku?
Naprawdę? To ciekawe, że tak mówisz. Nie sądzisz, że każdy ma jakieś emocjonalne zaplecze? Może poza psychopatami… Jeśli muzyka w jakiś sposób w tobie rezonuje, to świetnie. Nie sądzę jednak, by wymagała jakiegokolwiek zaplecza, czy doświadczenia. Czasami ludzie dostają małego bzika bo nie słyszą wokalu, ale ogólnie rzecz biorąc, sądzę że nasza muzyka jest dosyć przystępna. Nigdy nie staraliśmy się narzucać odbiorcy, dlatego myślę, że nasza muzyka mówi sama za siebie; przynajmniej w pewnym stopniu. To fajnie, że ludzie ją lubią.
W zeszłym roku świętowaliście dziesięciolecie pracy artystycznej. Jak wspominacie ten czas? Jaką drogę przeszła przez ten czas wasza muzyka I wasze umiejętności?
Nawet nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Powinniśmy byli jakoś to uczcić. To było niesamowite doświadczenie – od samego początku do końca. Poznaliśmy fantastycznych ludzi, graliśmy muzykę, którą kochamy dla ludzi, do których trafia. Odwiedziliśmy miejsca, nieodwiedzane wcześniej nawet w naszych snach. Maybeshwill było absolutnym błogosławieństwem.
Powiedz coś o waszym ostatnim albumie – “Fair Youth.” Czym się różni od poprzednich wydawnictw? I czy jest coś, na co warto uczulić fanów poddających lekturze waszą muzykę?
Na pewno jest trochę inna. Więcej elektroniki a zarazem więcej muzyki organowej. Jesteśmy naprawdę dumni z tego krążka.
Za dwa miesiące macie zamiar wystąpić w Polsce, a dokładniej w Warszawie i we Wrocławiu. Jakie są wasze oczekiwania w związku z tym, że to będą wasze ostatnie koncerty? Jak wspominacie swoje poprzednie wizyty?
Kochamy przyjeżdżać do Polski. Zawsze byliście dla nas bardzo życzliwi. Nasz pierwszy występ odbył się w Poznaniu. Graliśmy wtedy z And So I Watch You From Afar, ale to było tak dawno… Za każdym razem to było świetne doświadczenie.
Wybiegnijmy na moment w przyszłość. Gdzie widzicie się za 20 lat? Nadal na scenie?
Nie z Maybeshewill, ale zawsze będziemy robić coś z naszą muzyką. To na pewno!

