Wywiad który dziś przeczytacie został przeprowadzony dwa miesiące temu podczas wrocławskiego koncertu KnockOut Tour. Poszedłem na ten koncert, chcąc sprawdzić jak miewa się obecnie scena death metalowa w naszym kraju. Największą niespodzianką dla mnie był występ Materii, z której gitarzystami Tadeuszem Piesiakiem i Adrianem Dubińskim porozmawiałem po koncercie. Chłopaki obecnie są w swojej europejskiej trasie, co można zobaczyć na ich Facebooku:

Jak wasze wrażenia po koncercie we Wrocławiu, szczególnie że to już któryś z kolei koncertów na tej trasie?
Adrian: Wrocław jak dla mnie miazga. Zajebisty koncert, zajebisty odbiór też. To od razu zaraża wszystko nawzajem: siebie, nas, i tak dalej, jest cios.
Tadeusz: Publika to w ogóle fenomenalna, masakra. Nie sądziłem, że już nawet przed koncertem ludzie będą zajarani na nasz występ. Natomiast jeśli chodzi o moje odczucia sceniczne, miałem kłopot, bo grałem na nowym wzmacniaczu, nie mieliśmy próby dźwięku, przez co nie miałem jak pokombinować i nie miałem takiego brzmienia jak chciałem.
Istniejecie jako zespół już od 2007 roku. Mieliście super trasy, Sonisphere, występ z Metallicą na Bemowie. A potem wzięliście udział w „Must be the Music”. Co spowodowało, że zdecydowaliście się akurat na ten program, szczególnie, że pewnie macie świadomość jak jest on odbierany przez fanów metalu? Z jakim podejściem wybraliście akurat ten program.
A: Wydaje mi się, że podejście jest bardzo proste – żeby promować swoją muzykę, pokazać się ludziom. Im więcej osób nas zobaczy, tym więcej fanów prawdopodobnie zdobędziemy. Jeśli ktoś uważa, że to jest komercyjne, występowanie w takich programach, to według mnie to głupota. Tak naprawdę, po to właśnie są takie programy – aby się promować. Nawet jeśli cały świat jest skomercjalizowany, to fakt, że w telewizji pokazali nas, metalowców, którzy napieprzają taką muzykę, jest właśnie zajebiste.
T: Zawsze jest coś za coś. Wiadomo że taki występ to nie jest koncert metalowy. Ale z drugiej strony nagle tyle ludzi dowiaduje się, że jest sobie taka Materia, że gra tak i tak. Nie warto się zastanawiać nad minusami. Nam zależy na tym, by dotrzeć do jak największej rzeszy odbiorców. To jest super sprawa, że zespół metalowy może zagrać w takim Polsacie.
A: Każdy zespół powinien tak zrobić.
Schodząc z tematyki koncertowej, chciałbym wam zadać jedno z klasycznych pytań – na temat waszych inspiracji. W trakcie słuchania waszego materiału do głowy przyszły mi dwie kapele – Parkway Drive i Vildhjarta. Jak wy uważacie – czy faktycznie pasuje do was etykieta math metalu, djentu?
A: Ja myślę że pasują zarówno skojarzenia jak i etykiety. Jak zaczynaliśmy, to słuchaliśmy dużo metalcoru, gdzie Parkway Drive był wtedy jedną z czołowych kapel. No a później poszło to wszystko w tym „djentowym” kierunku, kapele takie jak Meshuggah, Animals as Leaders, Periphery albo Monuments.
T: Oczywiście, słuchamy muzy nowoczesnej, ale oczywiście, inspiracje były różne. Już od dzieciaka przewijał się jakiś nu-metal.
A: Wszystko tak naprawdę zaczęło się od Korna. W podstawówce założyliśmy wtedy pierwszy band, nazywał się inaczej, graliśmy w trójkę i właśnie główną inspiracją był Korn.
W kwestii djentu, zdanie jest bardzo mocno podzielone. Niektórzy uważają, że djent tak naprawdę nie jest gatunkiem, a pewnego rodzaju stylistyką, że zostało to wymyślone ze względu na samą nazwę, „djent” które ma oddawać pewny dźwięk. Inni zaś uważają, że jest to pełnoprawny gatunek. Jak wy uważacie, czy to faktycznie jest gatunek, czy jest to słowo-wytrych dla określenia waszej muzyki.
A: Ja uważam, że djent to takie groovowo-rytmiczne granie, jak dołożysz do tego melodię, jest fajnie. Gramy tak, co nam przyjdzie na myśl, takiej muzyki słuchamy.
T: Zacząłem się nad tym zastanawiać nad tym właśnie, tak jak zadałeś to pytanie. Czy to przypadkiem właśnie nie jest jakiś rodzaj brzmienia. Bo tak naprawdę, w tych wszystkich kapelach djentowych riffy są progressive metalowe, math metalowe. Djent to jest fragment muzyczny, gdzie jest mocno postawione na rytm. Są niektóre kawałki, które mają tylko takie rytmiczne brzmienie, i tu należy zadać sobie pytanie – czy jest taki gatunek. Myślę, że można tak to nazwać.
Wracając do nawiązania do Vildhjarty – jest to bardzo liczna kapela (7 członków). Jak wy sobie radzicie z waszymi dość skomplikowanymi kompozycjami, mając tylko 4 członków?
T: Radzimy sobie tak, że kiedy jest zapotrzebowanie na dwie gitary rytmiczne i brakuje kogoś, kto zagra melodię, to od jakiegoś czasu używamy samplera. Nagrana jest tam gitara, która się pojawia i wypełnia przestrzeń.
A: To akurat wy macie trudniejsze zadanie (mowa o braciach Piesiak – gitarzysta i basista – przp. red.) bo gracie i śpiewacie.
T: To że nie mamy samodzielnego wokalisty też jest oszczędnością na członkach zespołów.
Pośród fanów djentu pojawia się taka opinia, że djent powoli odchodzi do lamusa, że największe lata świetności ma za sobą. Mowa tutaj od latach 2008-2012, gdzie swoje „gatunkowe” płyty wydała Meshuggah, Vildhjarta, Animals as Leaders, czy też Periphery. Mówi się, że nowe kapele djentowe spóźniają się ze swoim brzmieniem, nie trafią w duch czasu. I teraz powstaje pytanie – mamy już prawie 2016 rok, i czy uderzając w djent, czy gramy dalej nową muzykę, czy trzeba zacząć szukać nowych brzmień?
A: Trzeba zaznaczyć, że metal prawdopodobnie jest jedynym gatunkiem, który tak ewoluuje. Każda kapela się zmienia, cały czas jest coś nowego. My gramy to co nam w duszy gra, nie zwracając uwagę na to co będzie kiedyś. Może kiedyś przejdziemy na reagge metal (śmiech).
T: W odpowiedzi na Twoje pytanie, też mam takie wrażenie. Że te lata djentu, takich patentów już minęły. Jednak to jest tak, że ilość tych rytmicznych kombinacji jest ograniczona, co skazało ten gatunek na to, że się w pewnym czasie wyczerpie, zacznie zjadać własny ogon. I ten taki groove, funky metal, większość tego co można było zagrać, było już zagrane. Stąd też widąć, że te kapele zaczynają inaczej grać, trochę lżej.
A: W całej muzie tak naprawdę jest. Masz 13 dźwięków, ile możesz z tego stworzyć kombinacji? Wszystko już zostało zagrane. Nawet tworząc coś swojego, słuchasz potem kawałka i mówisz „Ej, to brzmi dokładnie jak nasz riff”
Jesteście kapelą, która często koncertuje, staje się co raz bardziej popularna. Jak byłem na Islandii i poznałem ich „metali”, to powiedzieli to co powtarza niemal cały świat metalowy – polska scena metalowa stoi black metalem. I jak wy, kapela grająca taka nową muzykę, odnajdujecie się w tym środowisku, na naszej metalowej scenie.
T: Tacy konserwatywni fani black metalu nie będą zajarani tym co gramy. Tu jest inna publika, mamy inny target. Inna publika.
Czy postrzegacie się za jakąś nowość na naszym rynku?
T: Myślę że w Polsce jest chyba nie za dużo takich kapel. Świetna kapela jest w Gdańsku, Tripture, szukają obecnie wokalisty. Oni to w ogóle grają w kierunku takiego czystego djentu.
A: To tak jak mówiłeś we wcześniejszym pytaniu – w Polsce jest więcej fanów black metalu. Do Polski dopiero wchodzą takie brzmienia połamane, djentowe.
T: Ale nadal jest ich niewiele. Jak jeździmy po trasie to mało jest takich kapel grających taką muzę.
A: Była taka kapela z Grudziądza, co fajnie grała. Grali z nami w Płocku.
T: Fleshcold.
A: Oni fajnie grali.
(Zespół poleca również młode kapele takie jak Messa, Scylla, Totem i The Sixpunder)
T: Pewnie jest też masa kapel, które w ogóle się nie przebiły, a pewnie fajnie grają.
Wasza ulubiona płyta, mająca największy wpływ na was?
Obaj równocześnie: Korn – Issues.
Skąd się właściwie wzięła się nazwa waszej kapeli?
T: Kurde, właściwie to nie wiem. Jakoś mi się tak skojarzyło to z nasza muzą.
A: To jest tak materia, jak sama nazwa mówi – wszystko, wszechświat. Ta nasza muza też jest taka – nie zagramy tego riffu, bo nie jest taki.
T: Takie materializowanie dźwięku. Drugie skojarzenie to pesymistyczne przesłanie, że wszystko to materia. Takie anty, anty…
Przeciwne transcendentalności.
T: O! Nie wiem co powiedziałeś, ale brzmi zajebiście (śmiech)!
To pytanie z mojej działki – co oznacza wasza okładka do najnowszej płyty „We Are Materia”? Czy ta źrenica ma jakieś znaczenie?
A: Ja właśnie myślę, że widać na tej okładce o co chodzi. W oku jest odbite zadymione miasto i widać, że to oko patrzy na Ciebie z taką materią, z tą głębią.
T: To oko właśnie patrzy i widzi, że jesteśmy tą materią i się dziwi.
Ostatnie pytanie, a raczej przesłanie dla czytelników – co byście chcieli im powiedzieć.
A: Ludzie, którzy czytają to, czy mają w sobie ten klimat, powinni pamiętać że najważniejsze to trzymać się ze sobą. Chodzić na koncerty, wspierać żywą muzę, żeby nie było tylko tej telewizyjnej siepy, że jest 5 kanałów disco, a metal nawet po 22 nie leci. Żeby wszyscy metale, ludzie słuchający rocka, wspierali się, grali, chodzili na koncerty, wspierali żywą muzę.
T: Ładnie powiedziane. Ja mam zawsze problem z tego typu pytaniami, ale Adi świetnie to podsumował.
Dzięki za wywiad i za świetny koncert.
