Choć w obozie Frontside bywało ostatnio podejrzanie cicho, to zespół zdążył nas już przyzwyczaić podczas swojej ponad 20-letniej działalności, że jego status jest przeciwieństwem tytułu ich nowej płyty. Redakcji DeathMagnetic.pl udało się natomiast dotrzeć do założyciela i jedynego oryginalnego członka składu sosnowieckiej kapeli Mariusza Dzwonka, by dowiedzieć się czegoś więcej o odważnych zdjęciach, które ostatnio pojawiły się na oficjalnym Facebooku Frontside. O powodach ciszy przed nadciągającą burzą, ulubionych trunkach, zespołach i planach koncertowych jednego z współwłaścicieli Rock’n’Roll Tattoo and Piercing w Katowicach mieliśmy szansę podpytać Demona w jego naturalnym, tatuażowym środowisku.
DeathMagnetic.pl: Przede wszystkim Mariusz – jak tam koncert Scorpionsów?
Tak szczerze to średnio! Było bardzo dużo ludzi, praktycznie full, co jest oczywiście dobrą wiadomością dla fanów ciężkiej muzy, natomiast pierwszą i to dosyć istotną niedogodnością był fakt, że było bardzo cicho. Oglądałem wcześniej koncert z płyty, ale na tym gigu nie było tego przysłowiowego pierdolnięcia. W ogóle. Show zrobili fajne i wszystko się w nim zgadzało – były animacje, było solo na perkusji, było solo gitarowe oraz wszystko co powinno się znaleźć na koncercie rockowym. Niestety zabrakło tego pierdolnięcia. Ale generalnie gig jak najbardziej na tak, na pewno to był udany wieczór.
No to najważniejsze, że mimo wszystko wyszło in plus! A czy poza zbliżającymi się koncertami samego Frontside’u planujesz wybrać się na jakiś muzyczny event?
Na pewno pojadę na koncert Faith No More, ponieważ jest to dla mnie wciąż bardzo ważny zespół i miałem już okazję oglądać ich kiedyś w Spodku. Jest to taki może nie tyle niedościgniony wzór, lecz po prostu zespół który w moim mniemaniu nagrywał takie albumy, że w owym czasie był na poziomie o wiele wyższym od całej reszty sceny rockowej i w ogóle muzycznej. W latach 90. pchnął muzykę na zupełnie inne tory i był to jeden z tych wykonawców, który na bardzo szeroką skalę połączył ze sobą wiele odrębnych nurtów muzycznych. Wiadomo, że to były czasy MTV i taką muzę było wtedy łatwiej promować, ale myślę, że ten band zrobił także bardzo dużo dla sceny metalowej łącząc punk rock z cross-overem w swojej twórczości. Kiedy wydawali zaś „Angel Dust” to chyba cały rynek rockowy na świecie zaliczył przysłowiowy klęk, bo ta płyta zmiażdżyła wtedy wszystkich i wszystko (śmiech).
A poza Faith No More…
Planuję także pojechać na koncert Body Count i Suicidal Tendencies, bo obie kapele nagrały bardzo fajne płyty. Z samym Suicidal jestem od gówniarza i pewnie gdyby nie ten zespół to Frontside prawdopodobnie nie zaistniałby na scenie muzycznej i to bez dwóch zdań. I obok Slayera oraz Danziga to jest kapela która miała absolutnie ogromny wpływ na naszą twórczość na początku działalności. Jeżeli chodzi o Body Count to moja historia z tym zespołem zaczęła się od 'Cop Killer’ z ich pierwszego albumu. Potem wydali krążki które raczej mnie mniej interesowały. Natomiast ostatnia płyta to bardzo fajny album i z chęcią zobaczę jej wykonanie na żywo. Ponadto wiem, że planowane są koncerty Testament i na pewno ich też zobaczę, bo czekam na nową płytę. Tych koncertów jest naprawdę sporo, bo Toma z KnockOutem robi bardzo dużo sztuk.
A Impact Festival w Łodzi?
Nie (śmiech). Slipknot już widziałem, a Godsmack to nie moja bajka w ogóle.
Zatem sporo gigów przed tobą! W takim razie jak wygląda teraz twoja playlista? Odświeżasz kawałki przed koncertami czy słuchasz czegoś nowego?
Powiem tak – ostatnio odświeżam stare rzeczy. Szukam czegoś co mogłoby mnie ponownie zachęcić do przygody z metalcorem. Nic w obecnej muzyce na ten moment mnie nie miażdży mi jajek że tak powiem. Czekam na nowego Slayera i odnawiam cały czas rzeczy spod znaku starej szkoły thrash metalowej i rockowej. Z tego co ostatnio słuchałem to na pewno wskazałbym na drugi album Turbowolf, nowe Prodigy, pierwszego i drugiego Slasha, Iron Reagan jeżeli chodzi o thrash oraz przeleciałem również dyskografię Meshuggah. Do tego pojawia się u mnie nagminnie cała twórczość Suicidal. Polecam również nowy album Toto – nie jest to może ciężkie granie, ale przesłuchałem ten krążek już niezliczoną ilość razy.
Dzięki za rekomendacje i faktycznie człowiek nie samym metalem powinien żyć! Ale zajmijmy się teraz tym co obecnie się dzieje w obozie Frontside. Pieniądze, kokaina, giwera, piękne kobiety… ze zdjęć i wpisów na waszym Facebookowym profilu wiemy, że to zapowiedź powstającego klipu do 'Ona jest zła’ z „Prawie martwego”. Kiedy możemy się go spodziewać?
To kolejny obrazek który powstał generalnie z niczego, a mianowicie zaczęło się od pomysłu z przysłowiowej dupy. Wpadliśmy na ten pomysł któregoś wieczoru. W klipie wystąpi Ala która jest osobą bardzo plastyczną jeżeli chodzi o grę na ekranie i w taki właśnie sposób chciała zaakcentować swoje zamiłowanie do tego co robi zespół Frontside. Cały klip kręci się wokół niej i nie jest to może obraz o zbyt głębokiej fabule, ale też nie z tą myślą robiliśmy to wideo. Nie będzie to też właściwie klip do całego numeru, lecz krótki film ozdobiony jak gdyby muzyką Frontside a konkretniej kawałkiem 'Ona jest zła’. Całość będzie hardcore’owa i najprawdopodobniej nie trafi na YouTube tylko będzie dostępna na Vimeo w wysokiej rozdzielczości i ten kto lubi piękne, kobiece ciała to na pewno nacieszy nimi oko oglądając ten klip nie raz i nie dwa. To będzie niezła awantura. W przyszłym tygodniu powinniśmy skończyć jego montaż, bo wszystko zostało już nakręcone. Podsumowując – nie jest to typowy klip, a jego genezą były wygłupy oraz niezła impreza, a dzięki temu, że ma się różne pomysły i czas na ich realizację to powstają takie zajebiste akcje (śmiech).
I rzeczywiście to będzie X-rated? Mamy się spodziewać czegoś a’la 'Pussy’ od Rammsteina?
Są tam cycki i jest tam wszystko! Wiadomo, że ja się tam nie rozbieram, bo mam tam raczej rolę epizodyczną, natomiast Ala pokazuje bardzo dużo i przede wszystkim stoi to na cholernie wysokim levelu jakościowym. To się fajnie ogląda, naprawdę.
Po zdjęciach zamieszczonych na waszym Facebooku nie sposób się z tobą nie zgodzić!
W takim razie każdy kto widział te fotki, będzie potrafił sobie mniej więcej wyobrazić co tam będzie się działo (śmiech)
Zostańmy zatem jeszcze na chwilę przy klipach i rewelacyjnym 'Lubię pić’ no i właśnie… co ty lubisz właściwie pić?
Przyznam, że ostatnio powtarzałem, że lubię piwo i łychę, ale niedawno rozsmakowałem się w bourbonie, który mi bardzo dobrze wchodzi. I jeżeli miałbym teraz jechać na zakupy to kupiłbym bourbon a nie whisky. Ale a propos tego tematu zmieniły mi się też inne kubki smakowe i zaopatrzyłem się dziś w piwko Komes z browaru Fortuna. O dziwo wolę ostatnio ciemne piwa – nie te typowe szkockie, irlandzkie i brytyjskie piwa oraz inne lagery. Polecam też Koźlaka – zajebisty browar. I tak, jestem zdecydowanie piwoszem.
A jakie inne piwa miałeś ostatnio okazję degustować?
Piłem te wszystkie wynalazki zespołów hard rockowych i metalowych takich jak Trooper od Iron Maiden i browar sygnowany nazwą AC/DC. I o ile to od Maidensów da się wypić to zawartość puszek AC/DC to porażka. Po prostu mi nie smakowało i choć jestem fanem ich muzyki to piwa AC/DC nie polecam – nie próbujcie, to zdrada.
Dzięki za ostrzeżenie i wracając jeszcze na chwilę do klipów – planujecie nakręcić jeszcze jakiś do innych kawałków z „Prawie Martwego” poza 'Lubię pić’ i 'Ona jest zła’?
Na obecną chwilę raczej nie, zresztą teraz generalnie mało się dzieje w naszym obozie. Gramy dwa koncerty, potem mamy Woodstock do którego się przygotujemy z jakimś specjalnym setem i na który prawdopodobnie też zaprosimy gości. Jesteśmy również na etapie planowania trasy z pewnym zespołem, który zapewne większość z was lubi i nie wdając się w dalsze szczegóły mogę zapewnić że trasa będzie naprawdę zajebista. Rozpocznie się w grudniu i obejmie 12 koncertów w 3 w weekendy. Nawiązując jeszcze do klipów i do obrazu 'Ona jest zła’ to tak jak już wspomniałem jeżeli pojawi się jakiś ciekawy pomysł który będzie można zrealizować pod kątem wideo to pewnie coś na tym terenie zrobimy, bo tak właśnie działamy. Natomiast gwarantuję, że jak się pojawi nasze najnowsze dzieło z udziałem Ali to narobi ono takiego zamieszania, że będziemy mieli spokój przez następne 3 miesiące (śmiech).
(śmiech) To najważniejsze, żeby się coś działo i żeby wzbudzać skrajne emocje i nie możemy już doczekać się premiery tego klipu! Kolejne pytanie też chciałem zacząć od „czy planujecie” ale z tego co widzę we Frontside jest więcej spontanu niż planowania.
Ostatnio tak to właśnie wygląda. Dzieje się tak głównie z powodów zawodowych – mamy Rock’n’Roll Tattoo and Piercing w którym się obecnie znajdujemy, Toma zaś ma przede wszystkim agencję koncertową Knock Out Productions. Właśnie te dwa przedsięwzięcia wpływają głównie na działalność zespołu. Mamy po prostu mało czasu. Dodatkowo w tej chwili jesteśmy porozrzucani po całym kraju i czasami ciężko jest nam się nawet umówić na jakąkolwiek próbę. Także podejrzewam, że teraz częściej widzimy się na imprezach i na koncertach innych wykonawców niż na własnych próbach i gigach. Więc nic konkretnie nie planujemy, ale nie wykluczamy, że przed letnią trasą i Woodstockiem wypuścimy jakiś klip żeby też podpromować to wydarzenie.
No to szykuje się wam pracowite lato! A wracając do pytań czy przewidujesz jaką stylistykę będzie posiadał wasz kolejny krążek?
Oczywiście, że przewiduję. Przewidywaliśmy już takie rzeczy tak jak w przypadku albumu „Sprawa jest osobista” oraz płyty „Prawie martwy”. Rzecz jasna nie mogliśmy od razu powiedzieć przy okazji wydawania „Sprawa jest osobista”, że mamy nagrane już 20 numerów na 20-lecie zespołu, więc postanowiliśmy podzielić materiał na dwa krążki. Całość powstała podczas jednej sesji nagraniowej i mogę zdradzić że podczas tej samej sesji zarejestrowaliśmy cięższe kawałki, więc niewykluczone, że wrócimy też i do takiej stylistyki. Nie mniej jednak jest jeszcze stanowczo za wcześnie żeby podejmować decyzje wiążące, bo tak jak powiedziałem wcześniej nie mamy regularnych prób i nie mamy narzuconych planów że pod koniec bieżącego lub na początku przyszłego roku przysiadamy do kolejnego albumu. Jak pojawi się wena i potrzeba to być może tak się stanie. Mam pewną ideę tekstową na następny krążek i możliwe że coś powstanie wokół tego jak pojawi mi się jeszcze więcej pomysłów. Prawdopodobnie mam też nawet już sam tytuł. Także zobaczymy czy te utwory oraz teksty wytrwają próbę czasu i co faktycznie się znajdzie na przyszłym nagraniu. Mamy różne ciągotki i nie wiem kompletnie w którą stronę pójdziemy.
A jedną z takich ciągotek mógłby być…
Speed metal! (śmiech) Ostatnio śmialiśmy się, że to właśnie speed jest tym czego jeszcze nie graliśmy! (śmiech) Jest jednak jedno przeciwwskazanie dla nas, ponieważ nie mamy ochoty spinać się na gigach. O wiele fajniej jest wyjść na scenę, zagrać 3 rify na krzyż i solidnie przypierdolić, niż się wygłupiać z gitarą zawieszoną pod szyją i skupiać na tym, żeby odegrać każdy dźwięk.
Ja mimo wszystko nadal liczę, że pokusicie się o taki krążek! (śmiech) Wspomniałeś przed momentem o tekstach, więc muszę nawiązać do kawałka 'Jaki kraj taki Rock’n’Roll’ z „Sprawy jest osobista”. To cholernie mocny i prawdziwy przekaz dotyczący sytuacji polskich zespołów oraz rodzimego przemysłu muzycznego w ogóle. Padają tam słowa „od idealisty do cynika” – jakie masz teraz podejście do grania wciąż idealistyczne czy raczej cyniczne?
Tak naprawdę zawsze patrzyłem na to z przymrużeniem oka, bo mimo wszystko nasza przygoda muzyczna nigdy nie była ukierunkowana na życie z grania, na utrzymywanie się z tego, ponieważ zawsze wydawało nam się to utopijne. Nie zakładaliśmy jednak, że jest to całkowicie niemożliwe i raczej wierzyliśmy w taką ścieżkę rozwoju, którą najlepiej może scharakteryzować historia zespołu Vader. Zaczynali od podziemia, wydawali kasety-demówki, które pojawiły się w późniejszym czasie w szerszej dystrybucji. Najpierw miała miejsce wymiana materiału pomiędzy kapelami za pomocą poczty, bo czasy internetu miały dopiero nadejść. Potem było podpisanie mniejszego kontraktu na wydanie taśmy demo, którą można było zaprezentować szerszemu gronu odbiorców. Demówka „Morbid Reich”, którą zna chyba każdy fan death metalu i oczywiście pierwszy kontrakt jaki kiedykolwiek podpisał polski zespół z zagranicznym wydawcą i w końcu wypuszczenie płyty na arenie międzynarodowej debiutując w wytwórni Earache. I tak właśnie sobie to wyobrażaliśmy – że my też musimy taką drogę odbębnić wydając taśmy i grając koncerty wszędzie gdzie się tylko da. To był czas kiedy dawało się wiele wywiadów do przeróżnych zinów, kiedy robiło się własne flyery i nalepki rozdając je, roznosząc po różnych miejscach czy zostawiając je po prostu w tramwajach. Tagowaliśmy też flamastrami wszystko co się tylko dało (śmiech). Po prostu wierzyliśmy, że jeżeli robisz coś dobrze, jesteś temu wierny i w jakiś sposób się temu poświęcasz to prędzej czy później będą z tego jakieś korzyści. I nie mówię tutaj o korzyściach finansowych, bo nie można tego przewidzieć praktycznie w żadnym biznesie. Albo to robisz bo to kochasz i jeżeli jesteś konsekwentny to jest wielce prawdopodobne, że będzie miało to wszystko sens oraz zupełnie inne przełożenie albo po prostu z tego rezygnujesz. I w naszym przypadku tak właśnie było, bo nasza przygoda trwa już 20 lat i faktycznie zaczęliśmy od koncertów szkolnych, przez koncerty klubowe, rozdawanie pierwszych demówek za darmo, dystrybuowanie ich z trzema różnymi okładkami, aż po 7 latach grania właściwie pojawiło się nasze pierwsze wydawnictwo kompaktowe w podziemnej firmie Hardcore/Punk Pasażer gdzie wydaliśmy split z bandem 1125. Potem pierwszy kontrakt z Metal Mind Productions na pierwszą płytę, następnie kontrakt z Mystic i jakoś to szło od mniejszych koncertów po coraz większe, aż trafiły się przygody gdzie mogliśmy zagrać przed Iron Maiden czy pojechać w trasę razem z Behemothem i Vaderem. I faktycznie w rezultacie teraz jest tak, że nie dokładamy do tego interesu od paru lat. Teraz jedynym problemem jest wspomniany czas (śmiech). I przyznam, że to co się teraz dzieje to jest to luksus o którym nawet bym nie marzył 20 lat temu, a jeżeli zaczynałbym grać 10 lat wcześniej byłbym pewnie w stanie utrzymywać się z muzyki.
https://www.youtube.com/watch?v=AASGTud3dOA
Aż 10 lat wcześniej? A jak myślisz co dokładnie stanęło wam na drodze w tym by żyć z grania?
Oczywiście zmiany na scenie muzycznej i problem wszystkich młodych zespołów czyli fakt że płyty się po prostu nie sprzedają, ponieważ można je mieć za darmo z neta. Ponadto firmy nie inwestują w kapele tak jak kiedyś, nie inwestuje się w trasy i generalnie nie ma na czym zarabiać poza sprzedażą merchu na koncertach, a tak na dobrą sprawę raczkujące bandy muszą dodatkowo dopłacać jadąc w trasę. Po prostu trzeba się nauczyć żyć w nowych okolicznościach i to nie tylko na scenie muzycznej ale ogólnie. Takie jest po prostu życie.
Dokładnie życie to nie je bajka… i poza tekstami do kawałków Frontside piszesz o życiu również dla Antyradia! Czytałem twoje dwa ostatnie felietony i zaskoczyła mnie zarówno poruszana w nich tematyka jak i twój warsztat pisarski oraz lekkie pióro. Czy możemy spodziewać się więcej tego rodzaju publikacji z twojej strony?
Jakie tam lekkie pióro (śmiech) Generalnie wygląda to w ten sposób, że jeżeli myślę, że mam coś do powiedzenia w danym temacie to siadam i piszę. Ale na pewno nie jest to coś czym się na co dzień zajmuje i czym bym chciał się zajmować. Ale w związku z tym, że pojawiła się taka możliwości i miałem okazję popisywać dla metalnews.pl gdzie znajdziecie tego znacznie więcej, to dałem się skusić na taką propozycję. Poza tym ze względu na to, że muzyki rockowej i metalowej nie ma zbyt dużo w mediach to jest to też doskonały sposób, żeby się udzielać i w pewien sposób też prezentować zespół Frontside. Nie wiem czy nawet dzisiaj jeszcze czegoś nie napiszę, co prawda brakuje mi puenty, ale myślę, że wieczorem mogę ją odnaleźć (śmiech)
Jesteś zaopatrzony w Komesa więc na pewno ją odnajdziesz! (śmiech) Następne pytanie ponownie otrze się o wasze dwie ostatnie płyty – jak się czujesz w graniu hard rocka?
Dobrze! Zresztą sam posłuchaj… wszedłeś do salonu Rock’n’Roll Tattoo and Piercing i co leci? Hard rock! I to bardzo miękki hard rock. I powiem szczerze – przymierzaliśmy się do zrobienia takiej nuty dosyć długo i gdybyśmy nie byli pewni, że robimy to dobrze i gdybyśmy nie byli zadowoleni z tego jak ten materiał brzmi to po prostu nie wypuścilibyśmy tych krążków. Dobrze się czujemy i kochamy taką muzykę. Nigdy wcześniej nie graliśmy w ten sposób, bo sądziliśmy, że po prostu nie damy rady. Zawsze łoiliśmy i zawsze nasza twórczość bym ukierunkowana na mocne i agresywne brzmienie. I tak w przypadku dwóch ostatnich albumów chcieliśmy się pokazać z nieco innej strony. I choć pewne elementy lekkości były słyszalne na wcześniejszych płytach to na obecnych krążkach całkowicie króluje hard rock.
Na czym się skupiliście nagrywając te wydawnictwa i jak przebiegał proces rejestracji materiału?
Zależy nam na tym, żeby to co trafia do ludzi było w jakiś sposób identyfikowane z nami, bo to my podpisujemy się pod tą muzą. Nie jest też kwestią przypadku, gdy zasiadamy do kompa i robimy danego dnia jakiś losowy zbitek riffów. Pracujemy starym systemem, czyli wszystko jest tworzone w domowych w domowych pieleszach, a na próbach o tym rozmawiamy i to ogrywamy. Każdy numer nagrywamy parokrotnie do takiego momentu w którym podejdzie nam aranż do którego Daron dogrywa później solówki a Auman wokale. Wydaje mi się, że taki sposób tworzenia jest bardzo old-schoolowy. I tak jak kiedyś na kaseciaka, tak i teraz nagrywamy każdą próbę, aż w końcu trafiamy z gotowym materiałem do studia.
A jak wygląda już sama praca w studiu?
Gdy jesteśmy w studiu to już zwykle na 100% wiemy jak materiał ma brzmieć i jak ma być zaaranżowany. Niedopowiedzenia pozostać mogą tylko w kwestii wokalnej i solówkowej, bo to zawsze zostawiamy na koniec. Są to dwie sfery które w głównej mierze wpływają na odbiór utworu jako całości więc tutaj do końca zostawiamy sobie pole manewru do samego końca.
Widać, że macie poukładaną kulturę pracy i oczywiście owocuje to świetnym brzmieniem „Sprawy i „Prawie martwego”. I jeżeli chodzi o sprawy brzmieniowe to w ostatnim wywiadzie wspomniałeś, że podoba ci się bodajże to, w jaki sposób został zmontowany „Black Album” Metalliki. Czy ten krążek obok bardziej hard rockowego „Loada” i „Reloada” w jakimś stopniu wpłynął na pomysł zmiany muzycznej stylistyki w Frontside?
Te płyty może nie tyle wpłynęły na naszą decyzję, natomiast byliśmy świadomi, że Metallica wykonała taki właśnie ciekawy ruch. Jeżeli chodzi o brzmienie to wiedzieliśmy, że będziemy mogli pójść dwiema drogami. Jedną z nich jest old-schoolowe brzmienie analogowe, gdzie nie ma tak zwanego trigger’owania bębnów ani podrasowania instrumentów w miksie i masterze. Całość wtedy brzmi dość archaicznie i choć lubimy zespoły które mają taki właśnie sound, to stwierdziliśmy, że my w takim miksie nie będziemy się dobrze czuć i nie będziemy przede wszystkim brzmieć wiarygodnie. Wybraliśmy więc drogę typowego amerykańskiego rocka, którą można usłyszeć także na „Black Albumie” – mamy tutaj wysunięty wokal i bardzo wysuniętą perkusję. Taką charakterystykę stosuje większość amerykańskich zespołów z Nickelback włącznie. I taki właśnie standard brzmieniowy stworzył Bob Rock na Czarnym Krążku Metalliki czy na tytułowym albumie Motley Crue. Takie klimaty są mocno osadzone w czarnej muzie, w hip-hopie, gdzie dźwięki są porozmieszczane w taki sposób, że niezależnie na jakim sprzęcie odtworzysz tą muzykę to słyszysz przede wszystkim bęben i wokal, czyli to co sprawia, że chce ci się tupać nóżką i kiwać główką.
I takie brzmienie też wam najbardziej odpowiadało na „Prawie martwym” i na „Sprawie”?
Tak, dokładnie takie brzmienie nam najbardziej pasowało i według takiego właśnie klucza nagrywaliśmy te dwie płyty. I to od razu słychać, bo puszczając tą muzę na każdym sprzęcie po prostu chce się odkręcać gałkę w prawo coraz głośniej i głośniej. Nic też nie przeszkadza pod kątem sprzętowym, głośniki nie pierdzą i nie ma żadnych częstotliwości drażniących ucho. I stąd moje zamiłowanie do brzmienia Black Albumu, choć brakuje na nim nieco dołów. Świetnie się tego słucha, bo jest to wszechstronne i czytelne.
Mam ostatnie pytanie związane z bieżącym albumem i jego potencjalnymi następcami – czy przewidujesz częstsze występy Astka na waszych krążkach?
Myślę, że wszystko jest możliwe ze względu na to, że obecnie mamy ze sobą praktycznie ciągły kontakt. Podejrzewam też, że wszyscy narobili sobie nadziei na piekło i zło czytając newsa, że na naszym nowym krążku pojawi się Astek. Fani musieli się strasznie zaskoczyć, bo on na tej płycie po prostu śpiewa i jakoś dziwnym trafem ludzie pozapominali, że na wcześniejszych krążkach Astek też czysto śpiewał. (śmiech) Wracając do pytania to oczywiście jest taka możliwość, natomiast jeżeli ktoś z was chce zobaczyć Astka ponownie na scenie z Frontside, to będzie miał szanse doświadczyć tego na Woodstocku.
Nie będzie można przegapić powrotu Seby na scenę! I faktycznie macie ze sobą teraz lepszy kontakt, w końcu prowadzicie razem studio tatuażu Rock’n’Roll i tutaj pytanie z totalnie innej beczki – jaka była twoja pierwsza dziara?
Pierwsza dziara to był oczywiście tribal, który sam sobie rozrysowałem z czego byłem dumny. Robiłem go u siebie w mieście w wieku 18. lat. I od tego momentu zaczęła się moja pasja związana z tatuażem. W następnej kolejności zrobiłem jeszcze 2 tribale, które w tamtym okresie były bardzo popularne tak samo jak motywy ze smokami czy Indianami. Natomiast teraz tatuaż osiągnął taki wysoki level, że można robić naprawdę bardzo dobrej jakości i zjawiskowe, cholernie realistyczne wzory. Zawsze tatuaż przewijał się na przemian z muzyką w moim życiu, zresztą będąc młodym chciało się naśladować swoich idoli, więc najpierw się grało na wiośle lub bębniło a później się dziarało. I w ten sposób tatuaży przybywa i będzie przybywać. Akurat jutro się tatuuję i na pewno niebawem zaprezentuję swój nowy nabytek.
A jeżeli chodzi o samo studio Rock’n’Roll Tattoo and Piercing, to czy są jeszcze jacyś tatuażyści których chciałbyś w swoich progach ugościć?
Właściwie to oprócz naszych stałych rezydentów gościmy od czasu do czasu bezwzględną, europejską czołówkę tatuażystów. Także w tym momencie chyba nie ma takiej osoby, którą w szczególności chciałbym u siebie ugościć, ponieważ ci ludzie się tutaj cały czas przewijają. Przewidujemy w tym roku odwiedziny kilkunastu znanych artystów, więc naprawdę będzie w czym wybierać i zapraszam wszystkich na nasz fanpage, żebyście mogli na bieżąco śledzić co się tu dzieje. Przede wszystkim zwróćcie też uwagę na prace naszych artystów, bo jak na trzy dotychczas salony w Polsce robimy naprawdę fajne rzeczy. W tej kwestii operujemy w tak szerokim spektrum, że praktycznie każdy znajdzie coś dla siebie w każdej stylistyce. Króluje tutaj nie tylko realizm, lecz dostępne są także proste, tradycyjne i old-schoolowe tatuaże.
Myślę, że już niedługo skorzystam z waszej gościnności i zrobię crash-testy na leżankach! Wiemy już o artystach którzy tatuują, w takim razie kogo się w Rock’n’Rollu z artystów muzycznych jeszcze tatuowało poza chłopakami z Decapitated?
Jeżeli chodzi o osoby bardziej rozpoznawalne to robiliśmy u nas tatuaż Kubie z Happysad, a akcją na skalę światową było wytatuowanie dwóch muzyków z Machine Head w Warszawie! Kiedy zaczynaliśmy grać i Machine Head wydawał krążek „Burn My Eyes” to nie spodziewałem się, że nasze ścieżki mogą się kiedykolwiek przeciąć i to w takich warunkach. (śmiech) Bardzo możliwe, że podczas kolejnej wizyty u nas, bo mają się pojawić jeszcze w tym roku, ponownie będziemy ich tatuować, bo byli zadowoleni z poprzedniej sesji. Tatuujemy też sporo artystów ze sceny hip-hopowej – przyjeżdża do nas Onar i dziaramy też Miuosha, także jesteśmy na bieżąco ze wszystkim.
Macie jakieś dalekosiężne plany jeżeli chodzi o Rock’n’Roll Tattoo and Piercing?
Przede wszystkim jeździmy na konwenty i w tym roku szykuje się 9 czy 10 europejskich i dwa polskie festiwale tatuażu. Staramy się przeć do przodu. Mamy 3 salony więc jest co robić. Wiadomo, jest praca i nie ma już miejsca na muzykę (śmiech)
Dokładnie! (śmiech) I nim zakończymy wywiad co byś chciał powiedzieć wiernym Frontsiderom oraz waszym hejterom?
Powiem tak jak zawsze… Licho nie śpi…
Rozmawiał: Mateusz 'Mate’ Sendecki





