Wspieranie młodych, niezależnych kapel od zawsze ma swoje nieodłączne plusy – oprócz możliwości wypromowania rodzimej muzyki można się wiele dowiedzieć, a niekiedy wręcz nauczyć. Z tego też powodu na celownik redaktorów HeavyRocka nasunął się trójmiejski zespół Last Grey Ocean, który dzięki wydanej ostatnio EPce (recenzja tutaj) stał się kolejnym, pełnoprawnym filarem polskiej sceny metalowej. Zobaczcie sami, co jego muzycy mają do powiedzenia.
HeavyRock: Choć wasza muzyka cieszy uszy coraz szersze grono odbiorców, to odnoszę wrażenie, że jesteście raczej skromnym zespołem. Zarówno na Facebooku, Band Campie, jak i na waszej własnej stronie internetowej nie uświadczymy historii Last Grey Ocean. Może tutaj uda się choć w niewielkim stopniu nadrobić zaległości?
Adam Zawiślak: Mimo, że Last Grey Ocean to my, nie chcemy zbytnio dorabiać temu naszych twarzy. Nie mówię, że założymy na koncerty maski, czy schowamy się za kotarą, ale jeśli ktoś ma nas polubić to przede wszystkim poprzez muzykę. Każdy z nas miał swoją własną drogę muzyczną przed LGO, bądź jak w moim i Maćka przypadku wspólną, co stanowi zupełnie inny temat na zupełnie inną rozmowę. Spotkaliśmy się jakieś trzy lata temu. W tym czasie przewinęło się kilku perkusistów jak i wokalistów, ale formę jaką jesteśmy dziś ukształtował Szymon. Otworzył nam oczy na pewne ścieżki, którymi nie spodziewaliśmy się, że będziemy podążać. Cała nasza praca polega na jednym wielkim kompromisie i fuzji umysłów z różnych światów. Trwało to oczywiście chwilę, zanim nasze gusta i style muzyczne się dotarły, a ich owoc, a w zasadzie zalążek możecie usłyszeć na płycie.
Czy skromność jest właściwym sformułowaniem? Cieszymy się oczywiście, że tak to odbierasz, ale my po prostu robimy to co wydaje mi się, że kochamy robić, a tak jak mówiłem wcześniej – chodzi o muzykę. Jesteśmy bardzo dobrymi kumplami. Zawsze wychodziliśmy z założenia, że od tego w zespole trzeba zacząć. Atmosfera to podstawa. Podsumowując dopowiem, że Last Grey Ocean powstało wraz z utworem 'The Source’. Grzesiek zapodał w połowie próby riff, a dokładnie dwa riffy i od razu odpłynęliśmy. Szymon zaczął śpiewać. To było to. Jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć o naszej pracy w LGO to właśnie tam musicie szukać.
W jakim stopniu ostanie sukcesy trójmiejskich zespołów, takich jak Behemoth, czy Blindead odbiły się na waszej twórczości? Prężna scena muzyczna wywiera presję, czy może daję niezbędną motywację?
Grzegorz Globke: Na pewno jesteśmy dumni z sukcesów wszystkich porządnych zespołów, nie tylko metalowych i nie tylko trójmiejskich. Jeśli chodzi o trójmiasto to faktycznie jest tu wiele prężnie działających bandów, a świadomość, że twoi sąsiedzi robią światową karierę jest na pewno budująca. Nie skłamię jak powiem, że szukamy inspiracji bardziej w swoich głowach niż na swoim podwórku i raczej skupiamy się na modelu, który sami wypracowujemy dążąc do czegoś co potocznie nazywamy stylem. Jak za parę lat wrócimy do tego tematu, okaże się czy go mamy. Czy czujemy jakąś presję/motywację z powodu silnej sceny? Presja u nas nie istnieje, a największą motywacją do działania jest pozytywny feedback od osób, które słuchają naszej muzy.
Cieszę się że zabrałeś głos, ponieważ kolejny temat jest skierowane stricte do Ciebie: jeszcze w połowie tego roku wymieniany byłeś jak członek Sinful Carrion. Teraz już tam nie widniejesz…
Faktycznie po roku wspólnej pracy nad LGO dostałem propozycję dołączenia do Sinful Carrion i się zgodziłem. Przez ostatnie dwa lata grałem w obu zespołach,kończąc rok 2014 z dwiema nagranymi płytami. Wiedziałem jednak, że nie da się w 100% poświęcić rodzinie, pracy i dwóm kapelom. Z czegoś musiałem zrezygnować i jestem zadowolony z tej decyzji.
Przejdźmy zatem do nowej płyty. Pierwsze co rzuca się oczy to oczywiście okładka. W swojej recenzji napisałem: „Na pozór prosta, czytelna, nie rażąca, ale z całą pewnością kryje się pod nią głębszy podtekst..”. Jaka jest więc interpretacja grafiki? Kto ją stworzył?
Za całość pracy nad sferą wizualną LGO był odpowiedzialny Łukasz Hajduk, a wykorzystane zdjęcia są autorstwa Dawida Schindlera. Jeśli chodzi o koncepcję, to dużo rozmawialiśmy na ten temat zarówno między sobą, jak i z Łukaszem. Zależało nam na tym, żeby całość, podobnie jak strona www była minimalistyczna, odpowiednio klimatyczna i nawiązywała do naszej muzyki i tekstów. Na efekt końcowy nie trzeba było długo czekać i wszyscy jesteśmy z niego bardzo zadowoleni.
Będąc przy realizacji krążka, chciałbym zapytać o miejsce w którym nagrywaliście. Wszędzie w sieci pojawia się info, że było to Aurora Studio w Luboniu. Rozumiem, iż jest to oznaka zadowolenia ze współpracy z Danielem Witczakiem?
Z Danielem Witczakiem poznaliśmy się jakieś 6-7 lat temu jak mieszkałem w Poznaniu i od razu na pierwszych wspólnych prób pojawiła się muzyczna chemia. Graliśmy razem w zespole Aurora Aurora, zagraliśmy parę niesamowitych koncertów i postanowiliśmy nagrać album. Z tego co pamiętam to był początek drogi dla Aurora Studio . Po latach wiedziałem gdzie będę chciał nagrywać płyty i udało mi się namówić chłopaków na ten plan – mimo odległości 350 km od Gdańska, wożenia ton sprzętu, gitar itd. Rezultaty musicie sami ocenić. My jesteśmy mega zadowoleni, ponieważ udało nam się uzyskać taki efekt jaki chcieliśmy. Co mogę dodać więcej? W przyszłym roku mamy zamiar nagrać pełny album i jestem przekonany, że nagramy go właśnie w Aurora Studio.
Styl w jakim nagrywacie określacie jako metal alternatywny. Pojęcie to wywodzi się z pokaźnej mieszanki gatunków, które przewinęły się przez dekady istnienia muzyki gitarowej. Skąd więc czerpiecie inspiracje? Jakie zespoły mają wpływ na twórczość LGO?
Adam Zawiślak: Zespołów jest masa i to bardzo zróżnicowana, stąd też problem z klasyfikacją. Ludzie lubią te wszystkie szufladki, ale najprościej byłoby powiedzieć, że gramy metal. Każdy z nas słucha na co dzień zupełnie innej muzyki. Nie da się wymienić sensownie każdego zespołu. Są to kapele zwyrolskie, typu Behemoth i subtelne jak Dead Can Dance. Cały przekrój. U Grzecha w aucie leci cały wachlarz stonerów, post hardcorów, Gojiry i Mastodona oraz The Haunted. U Maćka z głośników wieje coraz to bardziej wysublimowana wersja nowych, youtube’owych żylet. Szymon to Stone Sour, Pantera oraz nasz ukochany Sting. U mnie królują soundtracki z moich ulubionych gier, muzyka elektroniczna, Clannad i Brendan Perry. Nie da się tego ogarnąć.
Ostatnio w serwisie YouTube pojawił się utwór 'Facing the Wall’. Wyróżnia się on na tle innych kompozycji mocnym i niespodziewanym wstępem, który przez całość trwania ani na chwilę nie traci swojej pierwotnej. O czym jest ten utwór?
Jest to jeden z pierwszych numerów, które powstały pod sztandarem LGO. W pełni skomponowany przed wstąpieniem Szymona w nasze szeregi. Z poprzednim wokalistą miał zupełnie inny wymiar. Wydaje mi się, że był to pierwszy tekst jaki powstał dla naszego zespołu, dlatego też nie jest zbytnio wyszukany. Wiąże się z nim prosty przekaz, można go nazwać buntowniczym. Trochę hardrockowy, co podyktowane zostało przez samą muzykę. Opowiada o ciągłej walce z własnym wnętrzem i odpuszczaniu wtedy kiedy trzeba.
Mam też informację, że przygotowujecie klip do 'Beneath White Pillow’. Jak przebiega praca? Może zdradzicie naszym czytelnikom co na nim zobaczymy?
Klimat (śmiech). Niestety nie zdradzimy konkretów. Prace są w zbyt wczesnej fazie, aby mówić o czymkolwiek. Na pewno nie będziemy podpinać wzmacniaczy pod konary drzew, ani machać głowami na polu kukurydzy. Raczej skierowany będzie ku ogólnemu nastrojowi niż pokazówka naszych niesamowicie skomplikowanych partii gitarowych.
Przy 'Ashes of World’ znów odniosę się do w/w recenzji: „Tematyka i co po niektóre nuty przywołują na myśl zespół Trivium”. Jak odniesiecie się do tego stwierdzenia?
Jest to duże zaskoczenie, bo wielce szanujemy ten zespół. Świetni muzycy z ogromnym warsztatem i talentem. Wiadomo, może trafiliśmy w ich nutki, ale na pewno nieumyślnie. Oni czerpią dużo więcej z oldschoolowej szkoły brzmieniowej, która w moim odczuciu jednak ma mało wspólnego z naszą muzyką.
Kończąc temat płyty nie sposób nie zapytać o koncerty. Czy powstały już jakieś plany odnośnie pierwszej większej trasy LGO?
Chyba jest to najwyższy czas aby wspomnieć o nowej osobie w naszych szeregach. Bartek. Bębniarz. Bardzo dobrze zapowiadający się osobnik. Dopiero zaczęliśmy współpracę i dopóki się nie dotrzemy, nie ogramy materiału na stówę, nie ma mowy o koncertach. Nie chcemy odwalić fuszery. Za bardzo nam zależy i za długo nad tym pracowaliśmy. Jedyne co możemy zapewnić to to, że wraz z pierwszym koncertem pojawią się nowe utwory, które jak dla nas są zabójcze. Na pewno w ciągu kilku miesięcy nas zobaczycie.
Ostatnie pytanie jest zupełnie z innej beczki. Zbliża się finał roku, a więc czas podsumowań. Który album wydany w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy zrobił na was największe wrażenie?
Adam Zawiślak: Z metalowej eskapady zdecydowanie Slipknot „Gray Chapter”. Mimo, że z roku 2013 to zdecydowanie Sting „Last Ship”. Nie słucham w domu zbytnio metalu, raczej nie jestem w tym polu zbyt odkrywczy. Wolę swoje stare ulubione kapele.
Maciej Kamiński: Vesania – „Deus ex Machina”. Utworów tego zespołu zawsze słucham z wielką przyjemnością.
Szymon Czarnowski: Slipknot – The Gray Chapter
Bartek Walczak: Full Of Hell & Merzbow – „Full Of Hell & Merzbow”
Grzegorz Globke: U mnie najczęściej odtwarzanym albumem w tym roku był Mastodon – „Ones More Round the Sun”. Mimo, że jest to jeden z najbardziej lajtowych albumów tego bandu, dobrze mi wszedł. Z polskich rzeczy bardzo pozytywnie zaskoczył mnie ostatni album Decapitated.
Dzięki wielkie za rozmowę i przy okazji życzę sukcesów w nowym, nadchodzącym roku. Oddaje Wam głos – możecie pozdrowić słuchaczy i/lub podziękować osobom zaangażowanym w pracę nad EPką.
Podziękowania przede wszystkim należą się wszystkim tym, którzy chętnie kupili naszą debiutancką płytę. Dzięki temu możemy realizować kolejne kroki naszej muzycznej drogi. Nie wiele osób zdaje sobie z tego sprawę, że zespoły niezależne nie zarabiają kasy na graniu. Co więcej, od sprzedaży płyt zależą często ich dalsze losy. Także wspierajcie skostniałą scenę metalową w Polsce!
Największe podziękowania chcemy złożyć Danielowi za kawał świetnej roboty i wprowadzenie w realia nagrywek studyjnych. Hajdukowi za fenomenalną oprawę graficzną i zrozumienie naszego klimatu oraz wszystkim tym, którzy są z nami.


