Tylko osoby pod największym kamieniem nie słyszały on nowym albumie Gojiry. „Magma” zostanie wydana 17 czerwca, a już zbiera wokół siebie dużo zainteresowania i oczekiwań. Zespół podsyca je wydając nowe teledyski, oraz często koncertując. Udało nam się porozmawiać z Joe Duplantierem, liderem zespołu, tuż przed koncertem w Krakowie.
Deathmagnetic.pl: Dobrze Cię widzieć, jak minęła podróż?
Joe: Dobrze, dziękuję.
D: Za parę dni wydajecie wasz nowy album. Mieliśmy okazję go posłuchać i jest to odważny, wymagający ale zarazem przyjemny album. Nie sądzicie jednak że wasi zagorzali fani mogą go nie docenić?
J: Kochamy naszych zagorzałych fanów, naprawdę. Jednak nie możemy uzależniać od nich swojego życia, więc jak najbardziej, niektórzy mogą być zawiedzeni stratą swojego „death metalowego pupilka”, ale nie jesteśmy ich pupilkiem (śmiech)! Jesteśmy rockową, czy też metalową kapelą, zwij to jak chcesz, jesteśmy jakoś po środku. O to chodzi w graniu muzyki, by czuć się żywym, by cieszyć się sobą, wytyczać nowe granice, stawiać wyzwanie swoim słuchaczom. Nie boimy się tego, że w tym procesie możemy stracić fanów, jest to smutne, fakt, ale to i tak by się stało. Starzejemy się i nie mamy już siły by grać death metal.
D: Teksty na waszych poprzednich płytach były bardzo nietypowe jak na death metal – środowisko, ekologia. Będzie kontynuować taką tematykę na Magmie?
J: Magma to pewnego rodzaju logiczna ewolucja względem poprzednich nagrań. Zawsze podchodzę do słów w ten sam sposób. Wiesz, jak siedzisz w sypialni, grasz na gitarze, myślisz o różnych rzeczach, coś cię gryzie. Taki właśnie jestem, martwię się o wiele rzeczy. Myślę o tym co się stanie z ludzkością, z naszą planetą. Wiem, że koniec końców Słońce urośnie na tyle, że zniszczy całą planetę, cały Układ Słoneczny jest skazany na zagładę, ale nie o to chodzi. Czytam książki o buddyzmie, i w tym wszystkim chodzi o moment, o energię chwili. Przeszłość, przyszłość, wszystko jest tak naprawdę teraz. Więc miast myśleć „Czy warto chronić tę planetę, skoro i tak zniknie?” bardziej zastanawiam się nad ludzkim zachowaniem, nad energią którą tworzy, która zostaje. Na pewnej płaszczyźnie czas i przestrzeń tracą na znaczeniu, wiesz? Wszystko w naszym życiu jest święte, każda myśl, każde słowo, każdy gest. Wiesz, jesteśmy zespołem, gramy, ale z tym wszystkim w mojej głowie, muszę to po prostu wykrzyczeć. Jestem tylko wokalistą z rzeczami w mojej głowie, krzyczę swoje myśli do mikrofonu. W przypadki tego albumu widać że dojrzeliśmy, jesteśmy mniej gniewni, bardziej spokojni. Mógłbym powiedzieć, że jest to stan w jakim obecnie się znajdujemy, ta płyta. Magma jest emocjami które w nas się kłębią, wszystkimi emocjami i odczuciami. To dość złożone.
D: Czy to właśnie jest inspiracja do tytułu albumu? Możesz nam opowiedzieć coś o tym?
J: Wszystko zaczęło się ode mnie i mojego brata, kiedy jamowaliśmy. Ogrywaliśmy otwierający riff do utworu, który później stał się 'Magmą’. Gdy tak graliśmy, mój brat spojrzał na mnie i powiedział „To brzmi jak, no nie wiem… jak magma, jakby coś wrzało”. Nie ująłbym tego lepiej. To był ten riff, ten dźwięk, którego szukaliśmy. Od samego początku naszej kapeli staraliśmy się oddać przytłaczający ciężar gór, miażdżący aspekt fal, ogrom przyrody. Tak więc piosenka roboczo stała się 'Magmą’. Gdy myśleliśmy nad tytułem albumu, stwierdziłem „Stary, to Magma”. To nie jest tak, że siedzimy przy stole, wiesz, krawaty, garnitury. To się po prostu samo tak dzieje.
D: Na jednym z poprzednich albumów „From Mars, to Sirius” teksty piosenek łączyły się w jedną całość. Czy tak samo jest w przypadku „Magmy”?
J: W przypadku „From Mars to Sirius” faktycznie tak jest, tak jak mówi tytuł – z punktu A do punku B. Masz album z pewnego rodzaju podróżą, więc faktycznie, da się go nazwać koncepcyjnym. W przypadku Magmy… nie jestem pewien czy nazwałbym go koncepcyjny, wydaje mi się że to nie ma nawet takiego znaczenia. Jednakże ta energia przewija się przez całe nagranie, mające tak skrajnie odmienne kawałki, jak 'Stranded’, 'Silvera’, czy też 'Magma’, 'Pray’ lub otwierający 'The Shooting Star’. Każda z tych piosenek to inny, odrębny świat, pełen kontrastów. Okładka do albumu to wulkan, oraz słońce, które przedstawia życie, dość proste. W sumie to dość zabawne, niektórzy uważają że jesteśmy powiązani z jakimiś tajnymi stowarzyszeniami, illuminati, coś w ten deseń. Czytam czasem komentarze na Facebooku i widząc niektóre myślę „Cooo..?”. Oko jest świadomością, piramida wiedzą, cywilizacją, silną podstawą, słońce zaś życiem. To dość uniwersalne symbole. Fakt, na jednym z klipów jest oko w trójkącie, ale nie ja go kręciłem. Dla nas wszystko jest proste, jesteśmy prostymi ludźmi z prowincji. Zachwyca nas uroda różnych rzeczy, często gdy podróżujemy to przyglądamy się innym ludziom, czym się od nas różnią. Jesteśmy dziecinni i naiwni, więc i nasza symbolika jest dość prosta, nie ma co w niej doszukiwać się drugiego dna. Ten album to magma, więc na swój sposób jest koncepcyjny, wszystko to magma. Bo to metal.
D: Ty, Twój brat oraz siostra nie tylko zajmujecie się muzyką, ale jesteście również artystami. Zaprojektowałeś większość okładek, Twój brat jest malarzem, zaś siostra fotografem. Chcielibyśmy spytać jak łączysz te dwie rzeczy, muzykę i sztukę, czy uzupełniają się one dla ciebie?
J: Są różne a zarazem takie same. Dorastaliśmy w starym domu, który zobaczycie w nadchodzącym teledysku, który wyjdzie wraz z premierą płyty. Mam nadzieje że was zainteresuje, bo pokaże wiele detali naszego domu. To bardzo wzruszający teledysk. Jak mówiłem, tam dorastaliśmy, nasz ojciec jest wciąż rysuje, więc mieliśmy od zawsze kontakt ze sztuką. Wiesz, gdybyś walnął w ścianę w naszym domu i zrobił dziurę, nikt by tego nie zauważył. Uwielbiałem ten beznadziejny, pełen szczurów, pająków i wolności dom. Wszędzie stały farby, ołówki, wszystkie takie rzeczy. Jeśli chcieliśmy malować – mogliśmy malować, jeśli chcieliśmy grać – mogliśmy grać. Chciałbym podziękować swoim rodzicom za to, ofiarowali nam wiele wolności. Dorastaliśmy w sposób bardzo naturalny, rysując, grając, malując. W którymś momencie moja siostra zainteresowała się fotografią, więc ojciec jej powiedział „Nie ma problemu, weź jeden pokój, wstaw kartony i rób co chcesz”. To właśnie ojciec był dla nas przykładem – wstawał wcześnie, ciężko pracował, osiągnął sukces, jednocześnie zostając niezwykle skromnym. Budował wszystko sam – krzesła, stoły, półki. Dał nam do zrozumienia, że jeśli chcesz malować, to maluj, jeśli chcesz coś stworzyć, to twórz tak długo jak po prostu to robisz. Dorastaliśmy ze sztuką, więc dla mnie to jest wszystko, ta magma kreacji. Zawsze robiłem okładki, więc mniej więcej co trzy lata wracam do takiego rysowania.
D: Możesz nam powiedzieć jak wygląda proces tworzenia okładki, skąd bierzesz pomysły?
J: To dość zabawne w kontekście poprzedniego pytania. Wiele razy gdy piszę słowa do piosenek, robię takie małe szkice. Kiedyś pisałem tekst do jednej piosenki, która okazała się potem być 'Wolf Down the Earth’. „Wolf down” oznacza połknąć w całości. Ziemia pochłaniana w całości była dla mnie dobrym obrazem ludzkości. Zacząłem rysować szkic i nagle słowa same się ułożyły w mojej głowie. Tak było w przypadku wielu innych utworów. W przypadku okładki do „From Mars to Sirius” miałem wizję w głowie, białego łagodnego tła i lecącego wieloryba. Więc narysowałem to. Z reguły pomysł pojawia się dość szybko, trudniej jest z wykonanie, więc czasem robię daną okładkę po pięćdziesiąt, siedemdziesiąt razy, nim będę zadowolony.
D: Sam projektujesz i opracowujesz okładki, czy komunikujesz się z zespołem?
J: Wydaje mi się że jestem osobą która nadaje kierunek zarówno na płaszczyźnie tekstowej jak i znaczeniu tych tekstów. Jednakże, zawsze komunikuję się z zespołem. Nie jest tak że mówię „Słuchajcie, mam piosenkę o tym że kocham nazistów, spoko, co nie?”. Bardziej to jest w ten sposób „No słuchajcie, mam tu kawałek o tym że Ziemia jest piękna, trzeba ją chronić” a oni „Spoko”. Z reguły się ze mną zgadzają, ale czasami, gdy wysyłam im szkic okładki, wskazują na pewne rzeczy które są dziwne.
D: Wspomniałeś wcześniej że nie nie macie jakiś ukrytych wiadomości w waszej muzyce. To samo tyczy się okładek?
J:Mówiąc że jesteśmy z prowincji, nie chciałem urazić ludzi stamtąd. Myślę że jest dużo słuszności w pogańskiej historii, naturze, życiu w dziczy. Wydaje mi się to o wiele bardziej głębokie niż jakieś ukryte wiadomości, tajemne stowarzyszania. Dla przykładu, na okładce „The Way of All Flesh” widać dwie krople zmierzające do serca. W buddyzmie, gdy umierasz, przez trzy dni w Twoim ciele dzieje się pewien proces. Te krople przedstawiają kolejno stan ciała i umysłu. W przypadku tej okładki przyłożyłem się w poszukiwaniu jakiś znaczeń, ale na ten przykład latający wieloryb… to po prostu latający wieloryb.
