W 2010 roku miała miejsce premiera spektakularnej produkcji „Roger Waters The Wall”. Relacja ze stadionowego koncertu, wstawki między utworami łączące antywojenny manifest z elementami biograficznymi oraz rozmowa Rogera Watersa i Nicka Masona, w której odpowiadają na zadane przez fanów pytania. To zdecydowanie gratka dla fanów zespołu Pink Floyd. 29 września w kinach sieci Multikino mieliśmy okazję zobaczyć to niesamowite widowisko.
Pod koniec 1979 roku światło dzienne ujrzał album, który swoim przekazem i psychodelicznym nastrojem zachwyca do tej pory. Historia muzyka rockowego o pseudonimie Pink została stworzona z niesamowitą dokładnością, cegiełka po cegiełce, tak jak w tytułowym murze, który w punkcie kulminacyjnym zostaje zburzony.
Część z Was na pewno widziała film oparty na albumie „The Wall”, do którego scenariusz napisał Roger Waters. Teraz postanowił on odświeżyć ten materiał, przekazując treść w nieco inny sposób, a jednocześnie potwierdzając jak bardzo uniwersalna i ciągle aktualna jest jego tematyka.
Sam koncert Rogera Watersa okazuje się być genialnym widowiskiem. Muzyk w końcu przekonał się do stadionowych warunków i wykorzystuje je. Wizualizacje, fragmenty filmu „Pink Floyd The Wall”, kostiumy… Wszystko nasuwa na myśl bardziej skojarzenie z przedstawieniem teatralnym niż koncertem. Mur odgradzający muzyków od widowni dosłownie budowany jest na scenie, by ostatecznie upaść. Główną rolę odgrywa w tym wszystkim oczywiście Waters, który od zawsze uważany był za pierwowzór postaci Pinka. Nad publicznością unosiła się latająca świnia, a przy odpowiedniej piosence można było dostrzec kukły matki czy nauczyciela rodem wyciągnięte z filmu z lat 70.
Cały materiał został urozmaicony wstawkami z udziałem Watersa. W produkcji aż roi się od wątków biograficznych, które mają pomóc widzowi zrozumieć dokładny sens przedsięwzięcia. Dodatkowo mają charakter mocno antywojenny. Pojawiają się zdjęcia osób poległych w trakcie walki, a sam muzyk miał okazję w ten sposób uhonorować swojego ojca, który poległ w trakcie II Wojny Światowej w bitwie pod Anzio. Razem z Watersem wyruszamy w dość intymną i momentami wzruszającą podróż.
W tej mieszance łatwo dostrzec niesamowitą wrażliwość Rogera Watersa, która w pewnym momencie zaczęła udzielać się widowni. Wiele osób na sali kinowej przesiedziała cały seans z zaparty tchem i nie ma się co dziwić. Było to coś, obok czego nie można przejść obojętnie.
Zarówno dla fanów, jak i dla samego muzyka, taki film to świetny prezent z okazji 50-lecia zespołu. Jeśli nie mieliście okazji zobaczyć tego filmu, nie przejmujcie się, będzie jeszcze okazja. Na prawdę warto.
Po napisach końcowych co cierpliwsi widzowie mieli możliwość obejrzenia dodatkowego, niezwykle ciekawego materiału. Było to spotkanie Rogera Watersa i perkusisty Pink Floyd Nicka Masona, na którym panowie odpowiadali na pytania fanów. Pytania zapisane były na kartkach, które tworzyły całkiem pokaźny stos, a muzycy na zmianę odczytywali je i odpowiadali. Większość z nich komentowali z przymrużeniem oka – szczególnie bawić mógł sarkastyczny, typowo angielski humor Nicka Masona. Najcenniejsze było jednak to, że dało się zauważyć, że Mason i Waters wciąż czują się dobrze w swoim towarzystwie i wspominają z sentymentem dawne czasy. Można było odnieść wrażenie, że brakuje im Pink Floyd i gdyby nie stanowczość Gilmoura (oraz oczywiście śmierć klawiszowca Richarda Wrighta) byliby skłonni podjąć rozmowy o reaktywacji. Te kilkanaście minut intymnej atmosfery było ciekawym kontrastem po obejrzeniu ogromnego, czasem przytłaczającego rozmachem przedsięwzięcia, jakim jest „The Wall”. Warto było poczekać i zostać w kinie te kilkanaście minut dłużej, by zobaczyć i usłyszeć, jak Waters oznajmia koledze, że przecież jest on tylko perkusistą, a nie muzykiem, a ten odwzajemnia się gestem spoliczkowania. Bezcenne.
![Roger Waters The Wall: Wrażenia z pokazu kinowego [29.09.2015]](https://deathmagnetic.pl/wp-content/uploads/2015/10/rogerwaters1.jpg)
