W tym roku mamy szczęście być świadkami wielu muzycznych wydarzeń na najwyższym poziomie. Tylko w ciągu ostatniego tygodnia wystąpiły w Polsce takie legendy jak Judas Priest, ZZ Top, Black Label Society czy Saxon. Wczoraj na warszawskim Torwarze wystąpiła kolejna ważna (można nawet powiedzieć: niezastąpiona) dla ciężkiego grania grupa – Motörhead.
Zanim na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru publiczność rozgrzał polski Scream Maker. Ten młody zespół pomimo krótkiego stażu doskonale radzi sobie na scenie, dając koncerty w coraz poważniejszych miejscach. Klasyczny heavy metal w połączeniu z niezwykle wysoko ustawionym głosem wokalisty przypominał dokonania Iron Maiden czy Judas Priest, do inspiracji których panowie sami się przyznali wykonując 'Wasted Years’. Oprócz jednego coveru zaprezentowali własny repertuar śpiewając i po polsku i po angielsku. W pewnym momencie na scenie pojawiły się także 2 tancerki i wtedy rzeczywiście można było się poczuć jak na metalowej imprezie z lat 80-tych. Wokalista oprócz pewnego śpiewania pomiędzy utworami próbował dyskutować z publicznością, dzięki czemu wydaje się, że grupa nawiązała z zebranymi doskonały kontakt. Jeżeli tylko Scream Maker będzie rozwijał się w odpowiednim kierunku, może namieszać na polskiej scenie metalowej, bo panowie dają bardzo energetyczne i profesjonalne show.
Trio, dla którego zjawiło się na Torwarze kilka tysięcy ludzi nie dało na siebie długo czekać i wydaje się, że pojawiło się scenie nawet chwilę przed czasem. Tak naprawdę recenzję koncertu można by zawrzeć w jednym słowie – „Motörhead”. 40 lat na scenie, tysiące koncertów, dziesiątki płyt – o tym zjawisku napisano już właściwie wszystko, a dla wielu to nie tylko kolejny zespół, lecz religia i filozofia życia, jaką reprezentuje przede wszystkim niezłomny Lemmy Kilmister. Chyba każdy fan rocka wie, na czym polega fenomen brytyjskiej legendy, której nie da się nie kochać będąc słuchaczem tego rodzaju muzyki. Ponadczasowe połączenie surowości rock’n’rolla, punkowej szybkości i metalowego ciężaru skutecznie opiera się wszelkim modom i jest na szczycie od czterech dekad.
Gdy wokalista krzyknął „We are Motorhead and we are here to play some rock’n’roll!” grupa w jednej chwili nawiązała doskonały kontakt z publicznością i od razu ostro zaczęła atakować słuchaczy tradycyjnym otwieraczem ’We Are Motörhead’. Dalej z basowego karabinu frontmana leciały jeden za drugim utwory z klasycznego okresu grupy – ’Damage Case’, 'Stay Clean’, 'Metropolis’, 'Over the Top’. Chwila wytchnienia nastąpiła przy solówce gitarowej Phila Campbella, który akurat w tym momencie miał problemy techniczne, dlatego usłyszeliśmy jedynie jej połowę. Wszystko wybaczył następny numer, również stały punkt koncertowego repertuaru, 'The Chase is Better Than the Catch’ z „Ace of Spades”.
Następnie przyszła pora na niespodziankę, bo zespół wykonał cover ’Rosalie’, który okazjonalnie zdarza im się grać, jednak warszawska publiczność była pierwszą, która usłyszała utwór na obecnej trasie. Wydawało się, że następna również będzie niespodzianka, bo Lemmy zapowiedział piosenkę jako 'Rock’n’Roll’, lecz zamiast numeru z płyty o tym samym tytule zespół zagrał jednak standardowe ’Rock It’ z „Another Perfect Day”. Następnie przyszła kolej na „wolną piosenkę”, jak określił frontman ’Lost Woman Blues’ z ostatniej płyty „Aftershock”. W drugiej połowie utwór przyspieszył jednak do standardowego tempa, jakim rządzą się koncerty Motörhead i zebrani pod sceną powrócili do szaleńczego pogo.
W tym miejscu warto wspomnieć o doskonałych humorach członków zespołu, którzy między piosenkami komplementowali wspaniale bawiącą się publiczność. W pewnym momencie na wzmacniaczach Lemmy’ego oraz Phila zawisły polskie flagi, o które wokalista na znak uznania sam poprosił publiczność. Dodatkowo Lemmy stwierdził, że kocha odwiedzać Polskę, a w szczególności Warszawę. Szkoda tylko, że robi to tak rzadko w porównaniu z naszymi zachodnimi sąsiadami, gdzie Motorhead oprócz 2 festiwalowych koncertów Rock am Ring i Rock im Park zagra jeszcze w tym roku 8 halowych występów. Myślę, że w naszym kraju spokojnie mogłaby dać jeszcze 2 koncerty, na które zapotrzebowanie byłoby równie duże.
Wracając do samej muzyki, byliśmy jeszcze świadkami ’Dr. Rock’, w którym znalazło się miejsce na jak zwykle genialne popisy Mikkey’a Dee. Perkusista pomimo 50-tki na karku zdaje się być cały czas w tak samo doskonałej formie jak np. przed prawie 10 laty na koncercie w Stodole. Lemmy wie co mówi przedstawiając go za każdym razem jako „best drummer in the world”. Następnie wybrzmiał znów wolniejszy, dający chwilę odpoczynku bębniarzowi ’Just 'Cos You Got the Power’, czyli kilka konkretnych słów frontmana do polityków. W dzisiejszych czasach i miejscu numer wydawał się boleśnie aktualny. Po szybkim ’Going to Brazil’ przyszła kolej na ostatnią piosenkę wieczoru, która została zapowiedziana jako „best song ever”. I rzeczywiście, „Ace of Spades” pomimo 35 lat wałkowania na każdym koncercie, jak przystało na jedną z najlepszych piosenek wszechczasów nie ma prawa się znudzić. Tutaj zabrzmiała ostro i metalowo niczym prawdziwa, tradycyjna brytyjska brzytwa. Zgodnie ze słowami Lemmy’ego, po hałasie i wywoływaniu bisu grupa powróciła na scenę wykonać utwór, którym kończy każdy koncert od 1979 r., czyli ’Overkill’. Po tym były już tylko podziękowania, rzucanie kostek oraz pałeczek perkusyjnych.
https://www.youtube.com/watch?v=2w_MLmdyCSs
Można narzekać, że koncert trwał niespełna 70 minut. Można narzekać, że grupa od zawsze na koncertach katuje te same utwory jak np. zupełnie przeciętny 'Going to Brazil’, pomimo tak bogatego katalogu i tak wielu wspaniałych piosenek nie zagranych nigdy lub jedynie okazjonalnie przy promocji nowych płyt. Można narzekać na to, że Lemmy myli teksty, które wyśpiewuje od 30-40 lat (na ostatnich koncertach zdarzało mu się nawet śpiewać tekst 'Ace of Spades’ do muzyki 'Overkill’). Ale nie można narzekać na jedno: pomimo coraz słabszego zdrowia Lemmy decyduje się dalej stać na scenie i grać dla ludzi, którzy być może mają ostatnią okazję, by zobaczyć na żywo legendę, od której zaczynało się na świecie ciężkie granie. W końcu jak sam podkreśla frontman – pamięta on jeszcze czasy, gdy nie było rock’n’rolla. Wspaniałe było to, że zespół wreszcie pojawił się na samodzielnym koncercie w Polsce, pierwszy raz od 9 lat i pomimo coraz większej wątłości Lemmy’ego był to jeden z najlepszych i najbardziej konkretnych koncertów Motörhead, w jakich było mi dane uczestniczyć. Lemmy nie chce żyć wiecznie, ale najwidoczniej jest niezniszczalny.
2. Damage Case
3. Stay Clean
4. Metropolis
5. Over the Top
6. Guitar Solo
7. The Chase Is Better Than the Catch
8. Rosalie (Bob Seger cover)
9. Rock It
10. Lost Woman Blues
11. Doctor Rock (drum solo)
12. Just 'Cos You Got the Power
13. Going to Brazil
14. Ace of Spades
—
15. Overkill
![Motörhead: Relacja z hali Torwar [6.07.2015]](https://deathmagnetic.pl/wp-content/uploads/2015/03/Motorhead.jpg)