Mój pierwszy rok w DeathMagnetic.pl upłynął na intensywnych przeżyciach – dziesiątki recenzji płyt, książek, relacji z koncertów tych mniejszych, jak i największych gwiazd, a także wydarzenia zupełnie do tej pory dla mnie niewyobrażalne, czyli wywiady z m.in. The Offspring, Joe Satrianim, The Dillinger Escape Plan czy Ride. Jestem wdzięczny za te możliwości i po cichu liczę na więcej w nowym, 2016 roku. Niech dla nas wszystkich będzie jeszcze bardziej ekscytujący, niż 2015, a są ku temu przesłanki. Tymczasem zostawiam Was z moimi typami na największe wydarzenia mijającego roku:
1.Płyta roku 2015 – Polska: Hey – „Hey w Filharmonii. Szczecin Unplugged”

Zabierając się do podsumowania zdałem sobie sprawę, że w 2015 r. nie powaliła mnie na kolana żadna polska płyta. Owszem, zaskoczył mnie ciekawy album Besides, który miałem okazję recenzować na łamach strony, lecz nie wiem czy zasłużył na miano polskiej płyty roku. W tym wypadku pozostaje stary, sprawdzony Hey, który choć zmierza w coraz dziwniejsze, coraz bardziej pretensjonalne rejony, wciąż jest solidną firmą na rodzimym rynku. „Hey w Filharmonii. Szczecin Unplugged” ma swoje momenty w postaci intymnej, „pozytywkowej” wersji „R.E.R.E.”, wyciszonej, ubarwionej sitarem „Wczesnej jesieni”, czy jak zwykle dobrej w każdym wydaniu „A Ty?”. Po latach eksperymentów nowy album z premierowym materiałem ma być powrotem do bardziej rockowych brzmień, na co niecierpliwie czekam w 2016 roku.
2. Płyta roku 2015 – świat: Public Image Ltd. – „What the World Needs Now…” / Neil Young + Promise of the Real – „The Monsanto Years”

Zagraniczni artyści na szczęście byli bardziej hojni, jeżeli chodzi o dobre płyty. Właściwie przez cały rok otrzymywaliśmy albumy, do których warto było powracać. Marilyn Manson po prawie dekadzie niebytu powrócił do formy dość zaskakującym, bluesowym “The Pale Emperor”, podobnie Eagles of Death Metal i ich “Zipper Down”. Monster Magnet postawili na kolejny odważny krok wydając nową wersję płyty „Mastermind” z 2010 r. – „Cobras and Fire: The Mastermind Redux”. Stary wyjadacz David Gilmour dzięki „Rattle That Lock” udowodnił, że po 45 latach na scenie dalej jest błyskotliwym i ponadczasowym artystą, a nieśmiertelni Motorhead utrzymali dobry poziom na „Bad Magic”. Królowie progresywnego rocka, King Crimson, powrócili minialbumem koncertowym “Live at the Orpheum”, a ciekawe rzeczy wydali również The Darkness („Last of Our Kind”) oraz Scott Weiland, którego “Blaster” okazał się ostatnim… Wiadomo jednak, że jest to ranking subiektywny i dla mnie najważniejsze w tym roku okazały się „What The World Needs Now…” Public Image Ltd. oraz „The Monsanto Years” Neila Younga. Pierwsi swoim kolejnym po reaktywacji doskonałym materiałem umocnili pozycję na alternatywnej scenie, a Young swoim protest-albumem przeciwko koncernowi Monsanto, narzucającym Amerykanom żywność GMO oraz produkując rakotwórcze środki ochrony roślin, pokazał, że pomimo ponad 50 letniej kariery wciąż jest jednym z najbardziej zaangażowanych i inspirujących artystów na świecie.
3. Piosenka roku 2015 – Polska: Alcoholica – „Beer’em All”

Nie mamy nowej muzyki od Metalliki, ale mamy za to Alcoholicę i ich numer „Beer’em All”. Dziwne to uczucie, gdy naśladowcy grają bardziej prawdziwie i na luzie, niż ich mistrzowie, dlatego zalecam Jamesowi i spółce telefon do Sasima i towarzyszy, by ci poinstruowali ich, jak grać jak Metallica. Gdyby tylko nasz ukochany zespół umieścił na nowej płycie kawałki w stylu „Beer’em All” byłaby to chyba najlepsza płyta od lat, a do tego uznana za triumfalny powrót do korzeni…
4. Piosenka roku 2015 – świat: Public Image Ltd. – „Double Trouble”
Tak jak już wspomniałem, jednym z wydarzeń roku była dla mnie premiera nowej płyty Public Image Ltd. Poprzednia, „This is PiL” wydana po 20 letniej przerwie była objawieniem, dlatego byłem pełen obaw, czy uda się utrzymać poziom. Pierwszy opublikowany singiel, „Double Trouble”, rozwiał wszelkie wątpliwości, że „What The World Needs Now…” będzie równie mocnym uderzeniem. Nie zawiodłem się, dlatego z czystym sumieniem wybieram „Double Trouble” na piosenkę roku.
5. Koncert festiwalowy/stadionowy 2015: Patti Smith gra „Horses” – Off Festival 2015

Co to był za rok… Wiele wspaniałych festiwali, jak Orange Warsaw Festival, Open’er, czy chociażby AC/DC na Narodowym. Dla mnie jednak wydarzeniem roku był zdecydowanie koncert Patti Smith na Off Festivalu w ramach obchodów 40-lecia jednego z najlepszych albumów w historii rocka – „Horses”. Możliwość usłyszenia tego dzieła w całości na żywo, a do tego zobaczenia Patti Smith we wspaniałej formie było szczytem marzeń i przeżyciem wręcz duchowym. Wcześniejsze spotkanie z Patti na ulicy, a także uczestnictwo w oficjalnym już spotkaniu na terenie festiwalu, gdzie artystka opowiadała o swoim życiu i inspiracjach było czymś zupełnie wyjątkowym. Wydaje się, że Smith pomimo prawie 70 lat na karku wciąż jest tą samą zbuntowaną 20-latką, którą była na początku kariery, wydając „Horses” właśnie. Niesamowite. Na tym moi drodzy polega istota rock’n’rolla.
6. Koncert klubowy/halowy 2015: Marianne Faithfull – Teatr Rozrywki w Chorzowie

Tutaj wybór również nie był łatwy, bo przecież tak wiele klasycznych grup odwiedziło nasz kraj w 2015 roku: Judas Priest, Motorhead, Deep Purple, czy Foo Fighters, którzy zagrali w Polsce pierwszy raz od 18 lat. Wszystkie te zespoły dały show, które przez fanów będą pamiętane przez kolejne lata. A co poza tym? Chociażby Limp Bizkit, którzy swoją agresywną muzyką i zwierzęcą wręcz energią wyzwolili taki amok publiczności, że po raz pierwszy cieszyłem się, że nie jestem pod sceną, tylko bezpiecznie na trybunach. Ponadto The Fall na Domoffonie, z którego chyba tylko ja wyszedłem zachwycony, a na facebooku pojawiły się głosy na temat zwrotu pieniędzy za bilety ze względu na zachowanie nieobliczalnego frontmana Marka E. Smitha. Dobry koncert dał również Joe Satriani na warszawskim Torwarze. Lecz tym razem również postawię na wokalistkę, a mianowicie Marianne Faithfull, która weszła na scenę o lasce, zasiadła na swoim „tronie” na deskach Teatru Rozrywki w Chorzowie i przez niewiele ponad godzinę raczyła słuchaczy opowieściami z życia swym niepowtarzalnym, chrypiącym, zniszczonym głosem, w którym zawarte są emocje z całych 50 lat kariery, które w tym roku obchodzi. Tak jak w przypadku Patti Smith – jeden z koncertów życia, który udowodnił, że muzyka prezentowana przez pewne grono artystów to nie tylko dźwięki i ładne melodie, lecz coś o wiele więcej.
7. Rozczarowanie roku 2015: zamach na koncercie Eagles of Death Metal / śmierć Scotta Weilanda

Jeżeli chodzi o albumy, na myśl przychodzi mi „Drones” Muse, który miał być powrotem do ostrego rocka, a okazał się dość prostym (może nawet banalnym) jak na ten zespół wytworem. Zamiast petard w postaci „Unnatural Selection” grupa zaserwowała wtórność spod znaku „Psycho”. Druga sprawa to „debiutancka” płyta Kurta Cobaina “Montage of Heck: The Home Recordings”, która – podobnie jak film – nie wniosła kompletnie nic do twórczości jednego z najzdolniejszych autorów piosenek lat 90-tych, a co więcej pozostawiła niesmak, bo wydaje się wydawnictwem zrobionym zupełnie na siłę i dla pieniędzy.
Co do rzeczy cięższej wagi – zamach na koncercie Eagles of Death Metal w Paryżu, co oprócz oczywistej tragedii jaką była śmierć prawie 90 osób, było także profanacją wartości i wolności, jaką uosabia rock’n’roll i którą, jak na ironię, przekazuje w swojej muzyce grupa. Święto rockowej beztroski zostało bezlitośnie skonfrontowane z brutalnym światem, który czaił się na zewnątrz sali Bataclan. W konsekwencji zespół odwołał resztę trasy i tym samym nie odbył się długo wyczekiwany koncert w Polsce. Według ostatnich doniesień Eagles of Death Metal są już gotowi do wznowienia trasy i wystąpią w Katowicach 9 sierpnia 2016 r.
Kolejnym szokiem jest niewątpliwie niedawna śmierć jednego z najlepszych wokalistów w historii rocka – Scotta Weilanda. Scott właściwie przez całą karierę był uzależniony od wszelkiej maści narkotyków, lecz w ostatnich miesiącach wyglądał już bardzo źle i w końcu doszło do najgorszego. Szkoda, że nie doczekaliśmy koncertu w Polsce, który miał się odbyć we wrześniu tego roku, lecz prawdopodobnie ze względu na stan zdrowia Weilanda cała europejska trasa została odwołana. Smutne, gdy taki talent zostaje pokonany przez własne słabości.
8. Nadzieja na 2016: Więcej rocka!

Życzę sobie i Wam, żeby 2016 rok był równie ekscytujący koncertowo i płytowo jak ten mijający, a przecież już wiadomo, że czekają nas m.in. koncert i nowa płyta Red Hot Chili Peppers, koncert Iron Maiden, nowa płyta Metalliki, Power Festival z Megadeth i KoRnem, którzy także planują wydać płyty, 4 koncerty King Crimson, koncert Black Sabbath w ramach pożegnalnej trasy, nowe albumy The Offspring, Anthrax, Dream Theater, Judas Priest, Soundgarden, prawdopodobna reaktywacja Guns N’ Roses… a rok 2016 się jeszcze nie zaczął! Do obsadzenia jest jeszcze prawie cały line-up Off Festivalu, Open’era, cały Orange Warsaw Festival plus na pewno pojawią się ogłoszenia dotyczące pojedynczych występów. To może być jedno z bardziej ekscytujących lat dla muzyki rockowej.
9. Muzyczna książka roku 2015: Duff McKagan – „Sex, drugs & rock’n’roll… i inne kłamstwa”

Czytam przede wszystkim książki muzyczne, a gdy jest to do tego autobiografia, czyli historia spisana przez samego zainteresowanego, jestem w siódmym niebie. Historia basisty Guns N’ Roses jest niezwykle inspirującą lekturą ukazującą drogę do sławy oraz wszelkie odcienie rockandrollowego życia: ciężkie dzieciństwo, rozczarowanie dorosłym życiem, szukanie jego sensu na własną rękę, wreszcie znalezienie odpowiednich osób i tej chemii, która stworzyła jeden z najwybitniejszych zespołów w historii rocka. Bycie na szczycie, a jednocześnie na dnie – uzależnienie od alkoholu i narkotyków, czego skutkiem była śmierć kliniczna… Wreszcie odmiana swojego życia, założenie rodziny, bycie przykładnym ojcem i mężem, nie rezygnując przy tym z grania wspaniałej muzyki chociażby z Velvet Revolver. Takie historie niesamowicie poruszają i pozwalają spojrzeć inaczej nie tylko na bohatera książki, ale także na życie. Oprócz tego innymi bardzo interesującymi pozycjami okazały się autobiografia Johna Lydona, książka o życiu Syda Barretta, biografia Micka Jaggera i Keitha Richardsa oraz „poradnik medyczny” jak zwykle szalonego dra Ozzy’ego.
10. Polski underground roku 2015: Besides – „Everything is”

Pozytywnie zaskoczyła mnie w tym roku płyta polskiego kwartetu Besides. Instrumentalny post-rock nie jest moim ulubionym gatunkiem, dlatego tym bardziej doceniam to, że udało im się przykuć moją uwagę. Nastrojowe, przestrzenne, a jednocześnie momentami ciężkie kompozycje powinny przypaść do gustu zarówno fanom eksperymentów, jak i tradycyjnego rockowego/metalowego grania. Do tego grupa nieźle zaprezentowała się jako support przed koncertem Agent Fresco w warszawskiej Hydrozagadce. Polecam zapoznać się i obserwować, bo na pewno panowie nie pokazali jeszcze pełni swoich możliwości.
