Moment wyboru klucza do utworzenia playlisty na DeathMagnetic.pl to bardzo intrygująca chwila. Czasami również ja sam jestem zaskoczony tym, co pojawia się w ostateczności. W dzisiejszym artykule chciałbym przedstawić mniej lub bardziej znane utwory, jednakże trzymając się motywu przewodniego: czterech żywiołów.
Żywioły, elementy, pierwiastki – to pewna koncepcja filozoficzna, według której świat materialny, czyli Wszechświat, składa się z kilku podstawowych elementów. Oczywiście według różnych uczonych istnieją różne proporcje w jakich elementy te występują na świecie i reagują ze sobą, wyjaśniając jednocześnie dokonujące się w nim przemiany. Na poczet tego zestawienia przyjmijmy standardowy zestaw: ogień, woda, ziemia, powietrze.
1.Black Label Society – Fire It Up
Zaczynamy od ognistego podmuchu. Od lat Zakk Wylde raczy nas swoją oszałamiającą techniką i kompozytorskim geniuszem. Zarówno Black Label Society, jak również grunge’owe Pride and Glory i mroczne dokonania solowe, przywodzą na myśl szalejącą pożogę. „Fire It Up” to singiel i otwierająca piosenka z bardzo dobrze przyjętej płyty „Mafia” z 2005 roku, na którym to Zakk używa talk boxa wygrywając główny riff, dzięki czemu utwór brzmi niczym zawodzenie dusz trawionych piekielnym ogniem. Zakk, jako jeden z Jeźdźców Apokalipsy, zstąpił na Ziemię i przemierza świat krzewiąc heavy metal.
2. Pearl Jam – Oceans
Motyw wody i oceanu przejawia się w twórczości Pearl Jam w wielu utworach. Wszystko zaczęło się jednak od „Oceans” pochodzącego z albumu „Ten”. Utwór zainspirowany został miłością Eddiego Veddera do surfowania. Podczas występu w MTV Unplugged wokalista zapowiedział „Oceans” następującymi słowami: „To utwór o mojej miłości do deski surfingowej”. Kompozycja powstała, gdy Vedder nie mogąc się dostać do studia nagraniowego usłyszał resztę zespołu ćwiczącą demo utworu. Czekając w deszczu, aż ktoś zorientuje się, że wokalista stoi przed drzwiami do budynku, Eddie Vedder przygotował tekst piosenki i zapisał go na papierowej chusteczce. Delikatna, niczym niezmącona morska tafla kompozycja z wokalami Eddiego delikatnie sunącymi naprzód zdecydowanie odróżnia się od reszty materiału dostępnego na debiucie, ale stała się ona z miejsca faworytem wśród fanów. Teledysk został zarejestrowany na Hawajach.
3. Neil Young – Mother Earth (Natural Anthem)
Utwór Neila Younga, zarejestrowany razem z Crazy Horse, wita nas brzmieniem gitar przywodzącym na myśl lawinę. Cała kompozycja, pochodząca z bardzo rockowej płyty „Ragged Glory”, okraszona jest brudnym i ciężkim przesterem. Neil Young przedstawia się jako rzecznik wszystkich żywych stworzeń na Ziemi i wyśpiewuje ich hymn. Artysta znany jest ze swoich proekologicznych poglądów i przekonań, które zresztą niejednokrotnie przemycał na swoich albumach. Pomimo łagodnego śpiewu Neila, gitary brzmią wściekle, a jednocześnie wydają się lamentować nad stanem naszej planety. Wszystko w stylu znanym ze wcześniejszych dokonań Mistrza folk rocka. „Mother Earth” jest przestrogą i ostrzeżeniem. Nie niszczcie środowiska, wy małe chujki, bo inaczej Wujek Young was znajdzie i ukarze.
„Respect Mother Earth…”
4. Phil Collins – In The Air Tonight
Jeżeli chodzi o lekko psychodeliczny pop rock, to nie ma artysty lepszego od Phila Collinsa. Minimalistyczny, acz pełen przestrzeni utwór sprawia, że nigdy wcześniej wiatr nie brzmiał tak złowieszczo. Niczym podmuch z przeszłości, nietypowy dla twórczości Collinsa klimat utworu, pochodzącego z płyty „Face Value”, zbliżony jest raczej do kompozycji wykonywanych przez Genesis. Piosenka pojawiła się w ciężkim okresie dla perkusisty, powietrze było gęste negatywnych emocji będących wynikiem rozpadu małżeństwa muzyka, a odetchnięcie wolnością nie przyniosło ulgi. Dopiero solo na perkusji rozbrzmiewa niczym katharsis i musicie to przyznać – nie sposób zresztą powstrzymać się od wykonania go w powietrzu z wyimaginowanymi pałeczkami – brzmi wyśmienicie. Utwór kojarzony jest z pewną straszną miejską legendą, która rzekomo dotyczy Collinsa, ale to już opowieść na inną okazję.
Dziękuję Ci, Drogi Czytelniku, za wspólne słuchanie.
