Niezwykły to zaszczyt i przyjemność przygotować playlistę stojącą na półmetku do setki. Będzie jednak ona (o zgrozo!) wyjątkowo mało metalowa. Jeśli jednak nie straszne jest ci małe zboczenie z kursu od czasu do czasu, to zapraszam serdecznie. Jeśli pasy zapięte, to możemy ruszać.

1. Converge – 'Coral Blue’ (z albumu „All We Love We Leave Behind”)
Wyjątkowo melodyjny, nad wyraz spokojny i wręcz przebojowy 'Coral Blue’ to jeden z najciekawszych momentów ostatniego jak do tej pory krążka Converge. Mimo że uważam „Jane Doe” za ich najważniejsze dokonanie, tak do „All We Love We Leave Behind” wracam najczęściej. Być może to właśnie dzięki połączeniu typowych dla grupy utworów z niespotykaną jak do tej pory w muzyce zespołu z Salem melodii. I do tego produkcja Kurta Ballou (a kogo by innego), która z tym krążkiem weszła na jeszcze wyższy poziom i otworzyła mu i GodCity Studios furtkę do produkcyjnej superligi.
2. Mutoid Man – 'Bridgeburner’ (z albumu „Bleeder”)
Odchodzimy od Converge, ale nie tak znów daleko, ponieważ z moim kolejnym wyborem na playliście wiążą się ponownie 2 osoby silnie związane z tą grupą. A mowa tu o Benie Kollerze i ponownie Kurcie Ballou. Ten pierwszy bębni, podczas gdy drugi zajął się produkcją ostatniego krążka Mutoid Man. Występy zespołu to prawdziwa eksplozja energii i przykład tego jak można bawić się na scenie w trakcie koncertu. 'Bridgeburner’ otwiera ich ostatni krążek i jest wszystkim co najlepsze w Mutoid Man. Trio, w którego skład oprócz Kollera wchodzą Steve Brodsky (znany również z Cave In) i Nick Cageao tworzą muzykę bez spiny, w garażowo-rock’n’rollowym stylu i z hardcorowym zacięciem. Jeśli jeszcze nie widzieliście, zobaczcie ich koniecznie na żywo.
3. Death In Rome – 'Lambada’ (cover Kaoma)
Jak już Steve Brodsky na nas nakrzyczał, to możemy nieco zwolnić. Death In Rome nie jest zapewne obce osobom, które lubią wynajdować różne dziwne muzyczne projekty. Grupa której pochodzenie, ani członkowie nie zostali podani do oficjalnego obiegu, tworzy muzykę wzorowaną na kultowym neo-folkowym Death In June. Projekt wziął jednak na siebie zadanie karkołomne i podjął się coverowania popowych hitów na swój sposób. Egzorcyzmy odprawili już na m.in. 'Wrecking Ball’ Miley Cyrus, 'What Is Love’ Haddaway, czy 'Chandelier’ SIA. W tym przypadku jednak zadanie było nad wyraz karkołomne, ponieważ Death In Rome podjęli się przeróbki utworu francuskiego zespołu wykonującego zouk i muzykę latynoamerykańską, będącą mieszanką rytmów boliwijsko-brazylijskich. Możecie nie kojarzyć Kaoma, ale ich utwór ’Lambada’ znacie na pewno. W wykonaniu tajemniczego projektu brzmią oni jakby słowami „Chorando estara ao lembrar de um amor” wieszczyli koniec świata. Dodatkowo takie wrażenie sprawia amatorski klip okraszający ten przepiękny utwór.
4. Them Pulp Criminals – 'Jack Torrance’ (z albumu „Lucifer Is Love”)
Najbardziej amerykańscy wśród polskich muzyków. Mówi się o nich jako o naśladowcach duchowej i muzycznej drogi King’a Dude’a. Teksty napisane przez Tymoteusza Jędrzejczyka udzielającego się na co dzień w death i blackmetalowych hordach, pełne są miłości do Lucyfera i ludzkiego szaleństwa. Czyli to co zwykle w death i black, prawda? Nie do końca, bo trzeba jeszcze dodać do puli suchy, teksański pejzaż, tęsknotę za dawno straconą kobietą i gitarę Igora Herzyka grającą jakby w hołdzie Cashowi. ’Jack Torrance’ to mój ulubiony numer z debiutu Them Pulp Criminals. Najciekawiej zaśpiewany, bez cienia akcentu, najbardziej melancholijny a jednocześnie zapadający w pamięć.
Tym razem 4, a nie 5 utworów. 'Jack Torrance’ stanowi doskonałe outro, za doskonałe żeby je psuć kolejnym utworem. Tymczasem do następnego. Szalom!
