’Różnorodność’, to wyświechtane i tak niedokładne słowo, że staram się jak mogę, żeby go nie używać. Jednak w kontekście dzisiejszej playlisty, trudno znaleźć lepsze. Podam dziś Wam mojego kandydata na album roku, powspominam nieco koncertów i ujawnię najlepszego gitarzystę na współczesnej scenie metalowej. Od psychodeli po death metal i stoner. Tak, będzie różnorodnie.
To już 3. odsłona Playlisty DeathMagnetic.pl. Nie jesteście ciekawi co słuchają inni redaktorzy portalu?
Playlista DeathMagnetic.pl #1
Playlista DeathMagnetic.pl #2
Jeżeli chcecie podzielić się swoimi ulubionymi i najczęściej goszczącymi ostatnio w odtwarzaczu kawałkami, to wrzucajcie je w komentarzach pod tym artykułem. W przypadku silnej chęci uzewnętrznienia zachęcamy do kontaktu mailowego – z chęcią opublikujemy na naszej stronie Waszą playlistę!
1. Royal Thunder – Time Machine (z albumu „Crooked Doors”)
Nazwijcie mnie męską, szowinistyczną świnią, ale nie przepadałem za damskimi wokalami. Może to kwestia nabierania doświadczenia i zyskiwania pewnej dojrzałości, ale ostatnio coraz bardziej przekonuję się do kobiet za mikrofonami. Bo i muzyka tworzona i współtworzona w ostatnim czasie przez kobiety idealnie trafia w mój gust. Debiut Blues Pills przez pół roku praktycznie bez przerwy siedział w moim odtwarzaczu, a Obscure Sphinx wręcz ubóstwiam. Do tego grona dołączył ostatnio Royal Thunder. Głos Mlny Parsonz to wizytówka grupy i jednocześnie jeden z najlepszych głosów na obecnej scenie muzycznej. Mimo że nie dotarliśmy jeszcze do połowy 2015 roku, to już mam swojego kandydata na album roku. Sprawdźcie „Crooked Doors”, bo szczerze wątpię, że w najbliższym czasie cokolwiek go przebije.
2. Turbowolf – Rabbit Foot (z albumu „Two Hands”)
Wiem, że pojawiali się już tydzień temu u Piotra, ale popełniłbym grzech kardynalny nie umieszczając ich na swojej playliście. Miałem okazję nie tak dawno temu zobaczyć i usłyszeć na żywo co do zaproponowania ma Turbowolf. I mimo, że się spodziewałem żywiołowego koncertu, rzeczywistość prześcignęła wyobraźnię. To co Brytyjczycy prezentują na scenie, to totalna erupcja energii i dobrej zabawy. A pomyśleć, że odkryłem ich gdy zobaczyłem teledysk do 'A Rose For The Crows’ w jednej z hipsterskich sieciówek (nie pytajcie mnie, co tam robiłem).
3. Revocation – Deathless (z albumu „Deathless”)
Jestem ogromnym fanem ekipy Davida Davidsona. Mimo, że w kwestii stażu nie mogę porównywać się do niektórych zatwardziałych fanów najcięższych odmian metalu, to nie ulega wątpliwości, że death i thrash metal ugryzłem już z wielu stron. Jednak żaden zespół poza Slayerem nie wciągnął mnie tak jak Revocation. Co jest w tym połączeniu technicznego thrashu z deathem, bo wracam do niego bez przerwy. A sam mózg stojący za większością kompozycji zespołu, czyli wspomniany już wcześniej David Davidson to jeden z najlepszych współczesnych gitarzystów metalowych. Jeśli nie najlepszy.
4. J. D. Overdrive – The Fury In Me (z albumu „The Kindest Of Deaths”)
Last but not least. Jedyny dziś polski smaczek. Katowiczanie wydali właśnie najlepszy album w swojej karierze i na pewno jeden z najciekawszych w ostatnim czasie. 'The Fury In Me’ to prawdziwa bomba koncertowa. Wściekle się zaczyna, pędzi bez opamiętania do przodu i kończy się niespodziewanie. Sam album jest niezwykle zróżnicowany. Da się na nim znaleźć wręcz punkowe momenty w stylu 'The Fury In Me’, ale także zahaczające o stoner z psychodelą (’The Kindest of Deaths’). W wywiadzie który udzielił mi niedawno Suseł padło stwierdzenie, że nie istnieje obecnie w Polsce scena southernowa. Mam jednak nadzieję, że jeśli kiedykolwiek powstanie, to „The Kindest Of Deaths” wpisze się w jej kanony jako jeden z najważniejszych krążków.
Trudno wybrać 4 utwory spośród tak szerokiej gamy dostępnych fenomenalnych numerów. Jeśli spodobały się Wam kawałki i zespoły, które dziś wybrałem, możecie mnie słuchać co sobotę od godziny 20:00 w audycji Metalurgia na antenie radia UJOT FM. Do usłyszenia!
