Wybrać cztery utwory?! Znowu tylko cztery?! No dobra, postaram się, chociaż będzie ciężko.
1. The Winery Dogs – Captain Love (z albumu „Hot Streak”)
W mojej ostatniej playliście pojawili się Dogsi, w tej również ich nie zabraknie 🙂 Trochę ponad miesiąc temu ukazał się ich drugi album zatytułowany „Hot Streak” i panowie zaczarowali mnie po raz drugi. Pokochałem ten album od pierwszego przesłuchania, podobnie jak debiut. Richie Kotzen ma niebywałą umiejętność tworzenia wybitnych melodii – wpadających w ucho a jednocześnie muzycznie genialnych. Do tego wystarczy dodać wirtuozerską grę na basie Billy’ego Sheehana oraz wszystkim dobrze znane umiejętności Mike’a Portnoya. Jednak ‘Captain Love’ jest zaskakująco prostą technicznie kompozycją jak na możliwości i wcześniejsze dokonania tego zespołu, co według mnie czyni ją jedną z ciekawszych na tej płycie. Nie no, wszystkie są doskonałe… Wybaczcie, nie mogę być obiektywny względem zespołu, który uwielbiam 😛 Dobra, wracając do tematu – jest to utwór oparty na tylko czterech akordach (!!), ale panowie nadali mu taki klimat i groove, że ich poziomu kompozytorskiego nigdy nie dosięgną inne zespoły.
2. Dorje – White Dove (z EPki „Catalyst”)
Rob Chapman. Kojarzycie gościa? Zasłynął ze swoich testów sprzętu gitarowego (wszystkie są okraszone niemałą dozą humoru) dla sklepu muzycznego Andertons, które wstawia na swój kanał na YouTubie. Ma również swoją własną markę gitar – Chapman Guitars. Oprócz tego jest frontmanem zespołu Dorje, w którym grają również Rabea Massaad (gitara prowadząca), Dave Hollingworth (bas) oraz Ben Minal (perkusja). Wszyscy niesamowicie władają swoimi instrumentami, a Rabea jest wręcz riffową maszyną. Przykładem tego jest właśnie utwór ‘White Dove’. Wspaniały progmetalowy riff i genialne solo (momentami słychać wpływy Alter Bridge, co absolutnie mi nie przeszkadza 😉 ). Może wokal Roba nie jest idealny, ale nie o to w tym chodzi. Wsłuchajcie się w samą muzykę. Nie rozumiem dlaczego ten zespół nie gra koncertów na największych arenach świata.
3. Black Country Communion – Song Of Yesterday (z albumu „Black Country Communion”)
I kolejna, po The Winery Dogs, supergrupa w moim zestawieniu. Joe Bonamassa, Glenn Hughes, Jason Bonham i Derek Sherinian – nazwiska robią wrażenie, prawda? Bonamassa zasłynął swoją techniczną ale pełną emocji grą, którą wprowadził również do BCC. Warto wspomnieć, że w zespole jest dwóch wokalistów prowadzących. Charakterystyczny, ciepły głos Bonamassy idealnie kontrastuje z wysokim, rockowym śpiewem Hughesa. ‘Song Of Yesterday’ z debiutanckiego albumu BCC jest wspaniałym przykładem tego jaka muzyczna chemia łączyła całą czwórkę. Cudowny riff początkowy nie zapowiada rockowego zacięcia utworu, które pojawia się w refrenie. Kawałek wieńczy genialne solo Bonamassy (byłem na jego koncercie w Poznaniu, jeśli Joe gra gdzieś w pobliżu, idźcie, bo warto). Niestety nie będzie nam dane usłyszeć więcej utworów BCC, gdyż zespół rozpadł się w 2013 roku. Pozostały nam 3 albumy, które możemy słuchać do upadłego.
4. Foo Fighters – I Am A River (z albumu „Sonic Highways”)
Wiecie jak to jest grać w jednym legendarnym zespole na perkusji, a później zostać frontmanem kolejnego legendarnego zespołu? Spytajcie się Dave’a Grohla. Ostatni album Foo Fighters ma w sobie wiele z concept albumu. Każdy utwór nagrany w innym mieście, każdy opowiada historię tego miasta. „Sonic Highways” zabiera nas w podróż do miejsc, które z pewnością chcielibyśmy odwiedzić. A jeśli Nowy Jork jest tak samo epicki jak nagrane tam 'I Am A River’, to ja koniecznie muszę tam pojechać.
Przy okazji zapraszam Was do przesłuchania naszej redakcyjnej playlisty, w której znajdują się wszystkie utwory z dotychczas ukazanych playlist!
