Trudno powiedzieć kto jest ojcem heavy metalu, gdyż opinie wśród słuchaczy są podzielone. Wiele osób jednak przypisuję tą rolę Ronniemu Jamesowi Dio i prawdopodobnie nie ma w tym stwierdzeniu dużego nadużycia. Amerykański wokalista miał olbrzymi wpływ na rozwój tego gatunku. Wystarczy tylko wspomnieć o jego udziale w Rainbow i Black Sabbath, krążki z nim nagrane są już dziś uznane za legendarne. Ronnie po odejściu z kapeli Tony’ego Iommiego w 1982 roku był bardzo zmotywowany i jeszcze tego samego roku założył solowy projekt, który przyniósł mu największą popularność. Zaledwie rok później ukazał się debiutancki krążek pt. „Holy Diver”, który zdaniem większości fanów jest największym dziełem artysty. To właśnie na nim pojawiły się tak popularne utwory jak tytułowy, 'Stand Up & Shout’ i 'Rainbow In The Dark’. Album był także debiutem Murraya, czyli charakterystycznej maskotki zespołu, która była kluczową postacią na okładkach z wczesnych lat działalności.
Dio od razu zaczął z grubej rury. Nie tylko muzycznie, ale również graficznie. Charakterystyczny artwork został wymyślony przez żonę Ronniego, Wendy Dio, a namalował go ilustrator Randy Barrett. Renderowaniem zajął się z kolei Gene Hunter. Ilustracja jest wizualizacją uniwersalnych tekstów wokalisty. Przedstawia wspomnianego Murraya wymachującego przerwanym łańcuchem pośród fal oraz związanego księdza. Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że Diabeł (inne określenie Murraya) zatapia kapłana, który może być tytułowym „Świętym Nurkiem”. Po dokładniejszych oględzinach można jednak zauważyć, że cover art jest bardzo sprytnie skonstruowany i istnieje możliwość interpretacji go na dwa różne sposoby, kompletnie przeciwne. Wokalista wyjaśnia:
Pozory mogą być mylące. Skąd ludzie wiedzą, że to nie ksiądz topi potwora? Chciałbym żeby ludzie nie oceniali książek po okładce.
Podobny zabieg zastosowano przy logo Dio, które kojarzy chyba każdy fan metalu. Nie każdy wie, ale po jego odwróceniu o 180 stopni (i użyciu odrobiny wyobraźni) napis „DIO” zmienia się w „DEVIL” (wg niektórych „DIE”). Efekt można zaobserwować na wszystkich okładkach kapeli muzyka, aczkolwiek najbardziej jest widoczny na płycie „Dream Evil”, gdyż do litery D dodano trzecią pionową linię, co potęguje efekt. Przysłowie „diabeł tkwi w szczegółach” doskonale pasuje w tym przypadku. Co ciekawe wokalista twierdzi, że to niezamierzone działanie, a on sam dowiedział się o tym dopiero później. Trudno to zweryfikować, ale trzeba przyznać, że kombinacja doskonale komponuje się z resztą okładki i jej konceptem.

Krążek „Holy Diver” stał się wizytówką wokalisty, a charakterystyczna okładka również miała w tym udział. Umieszczenie na niej Murraya było strzałem w dziesiątkę. Maskotka została bardzo ciepło przyjęta przez fanów i stała się nieodłącznym symbolem wizerunku Dio. Po pewnym czasie jednak przestała pojawiać się na rewersach wydawnictw i gadżetach kapeli. Zdaniem Ronniego był to jedyny krok, by postać nie spowszechniała:
Myślę, że gdy eksploatuje się jakiś pomysł zbyt długo, traci on siłę wyrazu. Dobrym przykładem jest Eddie z Iron Maiden. Zespół umieścił go już w tylu różnych, czasem humorystycznych kontekstach, że postać ta spowszedniała. Nie chciałem dopuścić do takiej sytuacji – moim zdaniem okładki tamtych wczesnych albumów Dio mają w sobie pewną niesamowitość. Dlatego najlepsze, co mogliśmy zrobić z Murrayem, to dać mu spokój [źródło: Teraz Rock, nr 09/2005]
Nie trudno domyślić się, że artwork wywołał wiele kontrowersji w latach 80. Nie doszło jednak do zdjęcia albumu z półek, jak to miało miejsce w przypadku „Youthanasii”. Mimo kiczowatej konwencji okładka się stała jedną z najbardziej znanych i ekscytujących w metalowym świecie.


