
Up the irons ! – Czyli moja relacja z koncertu
Pewnego jesiennego wieczoru jak zwykle przeglądałam powiadomienia na Facebooku. Nagle zobaczyłam coś co sprawiło, że moje serce zabiło szybciej.
”Iron Maiden gra 2 koncerty w Polsce” wystukałam na klawiaturze w okienku gadu – gadu i wysłałam wiadomość do mojej przyjaciółki. Zgodnie postanowiłyśmy, że tym razem nie odpuścimy, ponieważ było naszym marzeniem zobaczyć naszych idoli na żywo. Pobiegłam do taty i bez większego wysiłku zdołałam go namówić, żeby wybrał się ze mną na koncert do Gdańska. Tydzień później miałam już bilety. Z wielką niecierpliwością wyczekiwałam tego dnia. Mijały miesiące, długa zima, wiosna, aż w końcu nadszedł dzień wyjazdu do Gdańska. Była to środa 3 lipca. Wstałam rankiem podekscytowana, spakowałam plecak i wspólnie z tata wyruszyłam do Gdańska. Przyjaciółka była tymczasem w Łodzi i dzieliła się na bieżąco ze mną swoimi wrażeniami. Gdy w końcu dotarliśmy, zmęczona podróżą poszłam spać. Następnego dnia obudziłam się i wspólnie z tata ruszyliśmy na stare miasto. Spotkałam tam wielu ludzi w koszulkach Iron Maiden.
Witaliśmy się jak starzy kumple. Dało się wyczuć w powietrzu atmosferę koncertu Dziewicy. Udaliśmy się do restauracji coś zjeść i następny przystanek: Galeria Bałtycka. Po godzinie 15 wsiedliśmy w tramwaj i ruszyliśmy w kierunku Ergo Areny. Gdy wysiadłam na przystanku obok, poznałam takiego miłego pana. Wybierał się na koncert ulubionej kapeli po raz kolejny w swoim życiu, pochwalił mi się na nawet że ma zdjęcie ze Steve’em z lat 90. Po dotarciu ukazała się moim oczom wielka hala, a przed nią tłumy oddanych fanów. Niektórzy już czekali pod barierką, aby sobie zająć zapewne jak najlepsze miejsce inni raczyli się zimnym, orzeźwiającym piwem w ten duszny, parny dzień a jeszcze inni siedzieli na trawie, schodkach korzystali ze słońca, relaksowali się i odpoczywali. Usiedliśmy wspólnie z tatą na schodach prowadzących do wejścia na trybuny. Zjedliśmy po jagodziance. Chwilę siedzieliśmy, patrzyliśmy jak coraz więcej ludzi przybywa z różnych stron zobaczyć swoich idoli. Poznaliśmy grupkę bardzo sympatycznych ludzi ze Szczecina, z którymi upłynął nam czas na rozmowie. Miałam też obawy. Bałam się, że będzie bardzo tłumnie, że nie zobaczę co się dzieje na scenie. Ale jak się później okazało – niepotrzebnie. Wskazówki zegara przesuwały się z wolna ku godzinie 18 i zdecydowaliśmy, że dołączymy do ludzi, którzy oczekiwali żeby wejść do środka hali. Kolejka poruszała się dosyć szybko. Nadchodziła burza było słychać grzmoty w ostatniej chwili zdążyliśmy wejść do środka Ergo Areny zanim spadł deszcz. Ochrona przy wejściu odkorkowała nam butelki ( do dziś nie wiem o co im chodziło :D). Weszłam do środka sali w której miał się odbyć koncert i moim oczom ukazała się scena . Nie taka duża jak na początku przypuszczałam, oświetlona na żółto z dekoracją zespołu Voodosix . Zajęłam sobie miejsce przy barierce ( najlepsze miejsce na płycie). Wszystko dobrze widziała. Zaczęło się oczekiwanie. Minęła godzina, pół ( w międzyczasie jeszcze zalałam jakąś facetkę wodą :D) aż w końcu oświetlenie zmieniło się i na scenę wyszedł zespół Voodosix. Dali półgodzinne, dobre show. Widownia odebrała zespół bardzo entuzjastycznie. Chłopaki z zespołu byli przyjaźnie nastawieni do publiczności. Przyznam że po raz pierwszy miałam styczność z tym zespołem.
Po zakończeniu koncertu pracownicy zaczęli zmieniać dekoracje. Wyszedł koleś i zaczął testować bas Steve’a. Już wiedziałam ze koncert jest blisko. W pewnym momencie po entuzjastycznym oczekiwaniu publiczności padły pierwsze dźwięki piosenki ,,Mooonchild”. Emocje sięgały zenitu.Nagle buchnęły zimne ognie i ujrzałam Bruce’a stojącego na podeście oraz innych chłopaków z Iron Maiden. Wtedy do mnie dotarło że jestem na koncercie IM, że to nie sen. Z moich oczu popłynęły łzy poczułam ich słony smak, podczas gdy razem z innymi śpiewałam refren piosenki. Potem trzęsącą się ręką sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do przyjaciółki Agnieszki, chcąc podzielić się z nią moim szczęściem. Wysłuchała piosenki do końca. Gdy przyszedł czas na następny utwór, bawiłam się wyśmienicie, klaskałam, machałam do gitarzystów 😀 Z niecierpliwością oczekiwałam mojego ulubionego utworu ,,2 minutes to midnight” , a gdy się w końcu zaczął mojej radości nie było końca. Następnie nadszedł czas na wzruszenie przy ,,Afraid to shoot strangers”. Potem chłopaki zagrali,, The trooper”. Bruce, ubrany w czerwony mundur żywo wymachiwał brytyjska flagą we wszystkie strony i zakrył twarz Janickowi tak, że ten zapewne w ogóle nic nie widział 😀 Następnie cała hala z entuzjazmem wyśpiewywała ”six six six the number of the beast” .Potem przyszedł czas na upiora w operze , podczas utworu ( całego koncertu też) naprawdę był power. Żywy numer ,,Run to the hills” oraz ,, Wasted years”. Uwielbiam Jak Adrian Steve i Bruce razem śpiewają refren. Nagle dekoracja zmieniła się i ukazał nam się Eddie-w roli pisarza, podczas gdy Bruce zaczął śpiewać ,,Seventh son of seventh son”. Po skończonym utworze i gromkich brawach rozległy się dźwięki basu i już wiedziałam że to jest numer ,,The clairvoyant”, również jeden z moich ulubionych utworów ( w ogóle cała płyta Seventh jest moja ulubiona) Później zaczął się wolny wstęp do chyba najbardziej znanej piosenki Iron Maiden ,, Fear of the dark” . Wszyscy podnieśli zapalniczki do góry i dali się ponieść piosence, śpiewając ’ ooooo”. Następnie chłopaki przyspieszyli tempa i w koncu cała sala spiewała refren 'Fear of the dark’ . Z Tego co wtedy pomyślałam, tę piosenkę śpiewało najwięcej obecnych osób. Było najgłośniej jak do tej pory. Potem przyszedł czas na numer z debiutanckiej płyty Iron Maiden. Nagle, gdy piosenka się skończyła, poczułam szarpnięcie, które wyrwało mnie z tego cudownego stanu. Tata pociągnął mnie za ręke i powiedział że musimy już iść, ponieważ chciał zdążyć przed tłumem wychodzącym z koncertu. Poszłam posłusznie za nim. Przy wyjściu kupiłam plakat na pamiątkę z koncertu Poszliśmy od razu na przystanek tramwajowy. Wsiedliśmy do pierwszego lepszego tramwaju do centrum i udaliśmy się w drogę. Przy okazji podziwiałam Gdańsk póznym wieczorem, a było naprawdę niesamowicie 🙂 Po dotarciu na kwaterę zdjęłam buty, rzuciłam sie na łóżko i pogrążyłam we śnie po pełnym wrażeń dniu . Bruce jest naprawdę w znakomitej ( zresztą jak całe Iron Maiden) formie, skacze i biega po całej scenie, ma swietny kontakt z publiką, zabawia fanów. Janick cały czas trzymał noge na podescie. Naprawdę szczera poza 🙂 Steve zachecał wszystkich fanów do wspólnej zabawy. Wszyscy przy scenie żywo skakali klaskali wiwatowali. Było to naprawdę cudowne przeżycie. Poezja muzyki. Show bardzo widowiskowe. Wiele efektów swietlnych. Fantastyczne dekoracje i do tego dobra muzyka. Czy moze byc lepszy balsam dla duszy niż dwie godziny dobre muzyki na żywo ? Coś niesamowitego. Już zaczęłam oszczędzać pieniądze na wypadek nastepnego koncertu Iron Madien lub Metalliki. Na pewno zainwestuję w najdroższe bilety. Umówiłam sie z kuzynkami i koleżanką , że na pewno nas tam nie zabraknie.
Moje zdjęcie przed Ergo Areną z nowo zakupionym plakatem w ręku po wyjściu z koncertu. Wiem, że rozmazane ale robione szybko. Mam nadzieję, że wspaniałe wspomnienia z tego dnia i koncertu długo nie będą takie niewyraźne 🙂

Gogosz