Kilka dni temu Rock Revolt Magazine przeprowadził bardzo ciekawy wywiad ze Stevem „Zetro” Souzą, wokalistą Exodusa. Muzyk opowiada głównie o swoim powrocie do kapeli, obecnym znaczeniu formacji oraz zmianach, jakie nastąpiły w ciągu 30 lat. Specjalnie dla Was przetłumaczyliśmy najciekawsze fragmenty wywiadu:
O tym, czy powrót Zetro do zespołu i nagranie doskonałego krążka przywróciło Exodusowi popularność:
Myślę, że oba elementy zdecydowanie na to wpłynęły. Nie chcę powiedzieć, że mój powrót nie ma z tym nic wspólnego, ale rzeczywiście jestem tym gościem, który śpiewał dla nich jeszcze za czasów szkoły średniej. Nasi fani bardzo to doceniają. Kiedy zespoły zmieniają wokalistę, to zmieniają się wibracje. Czy Arnel Pineda odwalał dobrą robotę w Journey? Z pewnością, ale wspaniale byłoby gdyby wrócił Steve Perry, prawda? Patrzę na to w ten sposób. Gdy Blaze Bayley śpiewał w Iron Maiden, oni prawdopodobnie grali najcięższe rzeczy w karierze. Ale co z tego, skoro to Bruce Dickinson jest Iron Maiden? Tak samo Rob Halford – kocham „Rippera” Owensa, to mój chłopak, ale jak to było, gdy Halford wrócił do Priest? Ze mną jest dokładnie taka sama sytuacja, słyszę to każdej nocy. Ludzie krzyczą: „Dzięki, że wróciłeś, Steve!”. To sprawia, że czuję się doskonale. Czuję się doceniony, daje mi motywację i świadomość, że coś znaczę w tym biznesie. 30 lat po wydaniu debiutanckiego krążka wciąż jesteśmy istotni!
O tym, czy album „Blood In, Blood Out” (2014) był tym, na co fani czekali:
O tak, to thrashowe wydawnictwo. Nie chciałbym mówić, że to „powrót do korzeni”, ale nie mogę zaprzeczyć, że to bardzo szybki i brualny album. Ścieżki prowadzące, sekcja rytmiczna, teksty – to wszystko jest brutalne. Masz tam 50-letnich kolesi, którzy są wkurzeni jakby mieli 21 lat – tak to wygląda z naszej perspektywy. Teraz bardzo ważne są dla nas koncerty. Wszyscy dużo śpimy, nikt nas nie nęka o 8 i 9 rano, by zażyć dawkę narkotyków, jak to bywało za dawnych czasów, gdy o 10 piliśmy czekoladowe mleko i jedliśmy naleśniki [śmiech]. To zupełnie inny rytm dnia. To nie tak, że jesteśmy dobrymi chłopcami. Nadal chlamy, wciąż jesteśmy rock’n’rollowcami, ale to nie to samo co kiedyś. W sensie noc w noc – seks, narkotyki i rock’n’roll, a to wszystko pogrubioną i podkręśloną czcionką [śmiech]
O tym, czy po powrocie do kapeli coś zaskoczyło muzyka:
Dołączyłem do tego zespołu, gdy miałem 22 lata. Dziś mam 51. Dla mnie…nawet jeśli nie jesteś w Exodusie, to jesteś w Exodusie, rozumiesz co mam na myśli? Ludzie ciebie widzą i krzyczą: „Patrzcie, to Steve z Exodus”. Tak jest zawsze, nawet gdy nie jesteś aktywnym członkiem zespołu. Teraz jestem w zespole trzeci raz […] i doskonale znam tych kolesi, a także ich karmę. Wiem co Gary [gitarzysta Exodus – przyp. red]chce osiągnąć i wiem jak to wszystko powinno brzmieć. I tak naprawdę w studio nie mieliśmy wielu problemów. To było coś w stylu: „Brzmi świetnie, wyślijmy to do Gary’ego”, gdyż muzyk był akurat podczas trasy ze Slayerem. Piękno technologii! Wystarczy napisać kawałek.
