Jedd Ferris przeprowadził wywiad z Kirkiem Hammettem. Rozmowa między panami została opublikowana 16 października na łamach Dailyprogress.

Przedstawiamy Wam polską wersję tego wywiadu.
– Czy „Death Magnetic” to powrót do starych brzmień?
Niedokładnie. Zostałiśmy nakierowani przez Ricka Rubina. Kiedy spotkaliśmy się z nim pierwszy raz powiedział, że jego ulubionym albumem jest „Master of Puppets” i zasugerował, żebyśmy przepuścili naszą muzykę przez takie filtry jak w latach 80’tych. Przekonał nas nie żebyśmy odgrzebywali stare pomysły, tylko przepuścili nowe przez stare filtry. Efekt końcowy jest świeży i ekscytujący.
– Rick Rubin pracował z artystami z wszystkich gatunków muzycznych: od Jay-Z, przez Dixie Chicks po Slayera. Jak myślisz, jakim sposobem jest on tak wszechstronny?
Jego podejście to bardziej podejście fana muzyki niż typowego producenta czy muzyka. Nie jest ukierunkowany na żaden styl, więc może robić wszystko. Jest po prostu fanem i słucha muzyki z perspektywy „co ja chce usłyszeć”. W latach 40’tych i 50’tych było dużo takich producentów – dzielących się uznanymi opiniami, mogącymi zatem produkować wszystko. Rick Rubin jest trochę wycofany. Nie wchodzi w personalną politykę zespołu. Nie interesuje go nic, poza muzyką.
– Wydany w 2003r. „St.Anger” wzbudził wiele kontrowersji wśród fanów. „Death Magnetic” przegoniło burzę?
Kiedy kolwiek wrzucisz coś na album, nie wiesz jak to zostanie odebrane. Poczucie, że zrobiliśmy najlepszy możliwy album w danej sytuacji, to dla mnie kluczowa sprawa. Kiedy jesteśmy zadowoleni z tego co wykreowaliśmy, nagrywamy to na płytę i patrzymy czy fani to zrozumieli. Mamy publiczność na całym świecie, a każdy ma swoja wizję tego jak powinna brzmieć Metallica. Próba spełniania oczekiwać fanów byłaby szaleństwem.
– „Black Album” to jedna z najlepiej sprzedających się płyt wszech czasów. Uważasz, że osiągneliście na niej swoje mistrzostwo?
Myślę, że to świetny album, na którym jest wiele mocnych piosenek. Osobiście oceniam „Master of Puppets” za nasz perfekcyjny album. Zawsze tak mówiłem.
–
– Macie materiał z trzech dekad. Jak to miksujecie podczas koncertów?
Jest pewien określony standard, który ludzie chcą usłyszeć, a my czujemy się zobligowani by go im zagrać. Teraz mamy „Death Magnetic Tour”, więc gramy dużo naszego najnowszego materiału. Niektórzy fani mówią jednak, że gramy go za mało. Mamy tez pewne określone punkty w setliście, które zmieniają się co wieczór. Często umieszczamy tam numery, których nie graliśmy od naprawdę długiego czasu.
– Niedawno zostaliście wprowadzeni do Rock And Roll Hall Of Fame. Co było w tym najlepsze?
Świetnie było być uznanym za coś, co robimy od trzech dekad. Ale jeszcze więcej dla mnie znaczy to, że stanąłem na jednej scenie z moimi gitarowymi idolami z dzieciństwa – Ronem Woodem, Joe Perrym, Jeffem Beckiem i Jimmy Pagem. Zagranie z tymi wszystkimi kolesiami razem było jednym z marzeń, które udało sie spełnić.

