Odliczanie.170,163…coraz bliżej do Metalliki,do najpiękniejszego dnia w moim życiu,mojego pierwszego koncertu ukochanego zespołu.Samo odliczanie mnie tak pochłonęło,że nie wiem nawet kiedy to zleciało.Z wrażenia,nieprzespane noce,rozmyślanie nad upragnionym koncertem.Szczęście i płacz radości po otrzymaniu biletów.Coraz bliżej.Nadszedł dzień 10 lipca,nie mogłam uwierzyć,że to już,nie mogłam się doczekać,kolejna nieprzespana noc. 11 lipca,pomimo,że do Warszawy mam bardzo blisko,wyjechałam bardzo wcześnie.Na godzinę 11 byłam już na miejscu,chciałam poczuć tą atmosferę.Znajduję się na Stadionie Narodowym,niepohamowany wybuch płaczu,szczęście.Dostałam opaskę.Wejście na godzinę 13:30.Otwarcie bram.Lekkie zamieszanie,chęć przedostania się jak najbliżej.Nareszcie.Nie mogłam uwierzyć,że stoję tuż przed sceną,że będę mogła mieć moich mężczyzn na wyciągnięcie ręki.Przygotowania.Zaczyna grać zespół Chemia.Nie ukrywam,że po ogłoszeniu,kto jeszcze ma zagrać byłam zawiedziona.Jednak zespół okazał się być całkiem ok,chłopaki dobrze grają,dali czadu.Następnie Kvelertak.Cudownie! Byłam bardzo zadowolona,szkoda tylko,że grali tak krótko 🙁 Nadszedł czas na Anthrax.Jeden z moich ulubionych zespołów.Nie mogłam się doczekać! Było świetnie,Anthrax jak Anthrax,zawsze w formie.Idealny support,ale również przykro mi,że grali tylko godzinę.Och,jaka byłam szczęśliwa mając okazję przybić piąsię z Joey`em! Coraz więcej ludzi,ogromny ścisk.Przerwa.Ja będąc na Golden Circle nie miałam problemu z akustyką,wszystsko było idealnie,jednak wiem,że inni mieli z tym problem.Dość długo czekaliśmy,padnięci,jednak było warto! Nie mogłam uwierzyć,że za chwilę spełni się moje największe marzenie.Płacz na samą myśl,świadomość tego,kogo zaraz zobaczę.Zaczyna się.Rozbrzmiewa się Ecstasy of Gold,nie byłam w stanie nad sobą zapanować.Płacz,euforia,nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa.Battery,magia,ludzie,jak jedna rodzina,śpiewający teksty utworów.Nagle upragnione słowa „Are you alive?” Zawsze się przy nich rozklejam.Ta cholerna świadomość,że na wyciągnięcie ręki masz swojego idola,który jest dla Ciebie bardzo ważny.Oczywiście mogłabym opisywać tak każdy utwór,ale zdaję sobie sprawę z tego,że zaczynam pisać opowiadanie 😀 Przepraszam,ale nie wiem jak mam zapisać wszystkie emocje,których doświadczyłam.Master of puppets,największy rozpierdziel jaki w życiu widziałam,przysięgam coś pięknego.Wszystko mijało tak szybko.Podczas Lords of summer zemdlałam,nie wiem czy z wrażenia czy ze ścisku jaki tam panował.Zostałam wypchana do tyłu,niestety.Musiałam wyjść,napić się wody.Ominęło mnie Sad but true,jednak wszystko idealnie słyszałam.Gdy wróciłam nadszedł czas na moje ukochane Fade to black.Utwór niesamowicie dla mnie ważny,zawsze przy nim płaczę.Oczywiście nie zabrało komentarzy typu „Jezu,co ona drze tak tą mordę”,jednak się tym zupełnie nie przejmowałam,nikt nie był w stanie zepsuć mi najpiękniejszego dnia w moim życiu.Kirk wyjątkowo dobrze zagrał wszystkie solówki,to pewnie Polska tak na niego wpływa 😀 Rozmowy Jamesa z Sasimem nie zapomnę do końca życia 😀 Nie ukrywam,że byłam zawiedziona setlistą,jednak w trakcie jakoś tego nie odczułam. Cieszę się,że zostało wybrane The Call of Ktulu,Metallica na pewno nigdy tego nie zapomni 😀 Nadszedł czas Seek & Destroy,ta cholerna podświadomość,że zaraz to wszystko się skończy.Trzeba było cieszyć się ostatnimi pięknymi chwilami. Skończyło się,Metallica się żegna „see you fucking soon!” Płacz szczęścia,umierałam,nie mogłam uwierzyć,że to już koniec,nie mogłam uwierzyć w to,kogo właśnie widziałam,4 moich mężczyzn,niesamowicie dla mnie ważnych,dających mi szczęście.Moje ostatnie słowa,które tam wypowiedziałam -now it`s time to die. 11.07.2014-oficjalnie,najpiękniejszy dzień w moim życiu.Chociaż minęło już kilka dni,nadal mam depresję pokoncertową. Czekam już tylko na ogłoszenie następnego koncertu,żeby móc wciągnąć się w odliczanie!
